Crvena zvezda rozpocznie dzisiaj zmagania w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Serbowie marzą o powtórzeniu rezultatów z zeszłego sezonu, kiedy to udało się zakwalifikować do fazy grupowej elitarnych rozgrywek i nawiązać walkę z najlepszymi klubami Starego Kontynentu.
Piłka nożna w Belgradzie jest czymś więcej niż tylko sportem. To tutaj rozgrywane są jedne z najgorętszych spotkań derbowych w Europie. Kibice „Czerwonej Gwiazdy” są w stanie umierać za ukochany klub, a każdy sukces swojej sportowej miłości świętowany jest tu niemniej hucznie niż niejedno wesele.
Podbili Europę i słuch o nich zaginął
Wielu piłkarskich kibiców nie wie, że Crvena zvezda została w sezonie 1990/1991 triumfatorem najbardziej elitarnych europejskich rozgrywek –Pucharu Europy. W Belgradzie do dziś wspomina się ten sukces, podobnie do tego, jak w Polsce pamiętamy wspaniałe czasy „Orłów Górskiego”, czy srebra olimpijskiego z 1992 roku.
Drużyna prowadzona przez Ljupko Petrovicia została legendą serbskich boisk. W drodze po Puchar Europy pokonała między innymi Bayern Monachium. Niedługo później na Bałkanach rozpoczęła się jednak wojna, która przyniosła belgradczykom wiele problemów. W związku z rozpadem Jugosławii „Zvezda” musiała anulować niektóre transfery. Z klubu odeszli też piłkarze pochodzący z innych krajów bałkańskich niż Serbia. Nastał kryzys, Crvena zvezda zniknęła z najważniejszych europejskich rozgrywek. Historyczny powrót bałkańskiej legendy do elity przypadł dopiero na zeszłoroczną edycję Ligi Mistrzów, kiedy to po 27 latach belgradczykom udało się awansować do fazy grupowej Champions League.

Powrót do elity i solidne występy w grupie śmierci
Zeszła kampania Ligi Mistrzów może wywoływać wśród fanów z Belgradu mieszane uczucia. Do tych z gatunku pozytywnych należy samo zakwalifikowanie się do fazy grupowej Champions League pierwszy raz od 27 lat. Po przejściu kwalifikacji, przyszła jednak pora na losowanie grup, które nie potoczyło się dla Serbów szczęśliwie.
Liverpool, Paris Saint Germian, Napoli i kopciuszek w postaci drużyny z Belgradu. Niespodzianki nie było. „Crveno-bieli” zakończyli swój historyczny powrót do Ligi Mistrzów na etapie fazy grupowej. Obyło się jednak bez kompromitacji. Mało tego, Serbowie byli nawet w stanie zremisować z Napoli, czy pokonać na własnym stadionie Liverpool – późniejszego triumfatora rozgrywek. Królem pamiętnego wieczoru okazał się Milan Pavkov, który dwukrotnie zmusił Alissona do wyjęcia piłki z siatki.











