Colorin colorado


„Azulgrana” poległa w Pampelunie, „Królewscy” pokonali Levante, a różnica między ekipami zwiększyła się do dziesięciu punktów. Madrycka prasa nie ma wątpliwości – mistrzostwo zdobędzie zespół Jose Mourinho, bajka Barcelony się skończyła.


Udostępnij na Udostępnij na

Tatusiu, bajka! Prosimy, opowiedz nam bajkę na dobranoc – nalegały dwie urocze istoty w identycznych błękitnych piżamkach z herbem Espanyolu. Zmęczony i zrezygnowany Mauricio Pochettino – po przegranej 0:2 z ostatnią drużyną w tabeli jego dzień nie mógł należeć do łatwych – usiadł na kanapie i spojrzał na stęsknione dzieci. Mimo że był człowiekiem światłym i wykształconym, opowiadanie bajek nigdy nie było jego mocną stroną. Postanowił jednak improwizować.

Za aragońskimi górami i rzeką Ebro mieszkał dumny lud Euskaldun. Baskowie oprócz tajemniczego języka, którym się posługiwali, słynęli przede wszystkim z niezwykłej waleczności i odwagi. Zdarzały im się gorsze chwile, ale nigdy się nie poddawali. Tym razem jednak to przeciwnik walczył do końca. W batalii z betyckimi wojownikami nad rzeką Gwadalkiwir pierwszy cios zadał Ruben Castro. Nadzieję przybyszom z Baskonii przywrócił Javi Martinez, który wyrównał stan pojedynku. Niestety, urodzony w Estelli czarodziej po jakimś czasie musiał opuścić pole bitwy. A tam jego towarzysze coraz bardziej cofali się pod naporem sewilczyków, by w końcu niemal w ostatniej chwili polec. Decydująca okazała się dyspozycja Nelsona, pochodzącego z zachodniej części półwyspu. Tym razem Baskowie, ku wielkiemu niezadowoleniu ich szalonego wodza, wrócili z bitwy na tarczy.

Tymczasem na walenckim wybrzeżu… – Mauricio coraz bardziej wciągał się w historię, tym bardziej że dzieci z wypiekami na twarzy siedziały przed nim zasłuchane i niecierpliwie oczekiwały dalszej części. – Na walenckim wybrzeżu w twierdzy Mestalla doszło do starcia dzielnych Asturyjczyków z nie mniej dzielnymi wojownikami, których tarcze ozdobione były malunkami nietoperzy. Śmiałkowie, którzy przybyli z odległego Gijonu, bez żadnych kompleksów stawiali opór potężniejszym od siebie miejscowym. Nie było to wcale łatwe, niedawno utracili bowiem swojego nieustraszonego wodza, który zawsze zagrzewał ich do walki. Jako pierwszy przez ich obronę przedarł się Feghouli. Gwoździem do trumny mieszkańców Księstwa Asturii było jednak zachowanie ich własnego wojownika, Alberta Botii, który niespodziewanie przeszedł na stronę wroga. Dzieła zniszczenia dopełnił  Jonas urodzony w Kraju Kawy, ale walczący w służbie Walencji.

Jednak najciekawsza bitwa rozgorzała w zachodniej części Pirenejów, na pograniczu Hiszpanii i Francji. Do położnej nad rzeką Arga Pampeluny przybyła wszechmocna Barcelona. Katalońscy wojownicy, niosąc bordowo-granatowe tarcze, wkroczyli dumnie do Nawarry. Pewność siebie walczących pod przewodnictwem Pepa Guardioli wystawił na próbę Dejan Lekić na samym początku batalii. Górzysty i pokryty śniegiem teren, na którym mierzyły się obie strony, nie ułatwiał działań zbrojnych nieprzystosowanym do takich warunków Katalończykom. Po raz kolejny kluczowa była postawa serbskiego atakującego, klęska Barcelony, na początku tak odległa, z każdą minutą stawała się bardziej prawdopodobna. Starał się Alexis Sanchez, ale odpowiedzią na jego cios był ten zadany przez Raula Garcię, na co z kolei skutecznie zareagował Cristian Tello. Zbawcą barcelończyków miał być Sanchez. Nawarczycy bronili się jednak dzielnie i to oni wygrali, pokonując na własnej ziemi potężną Barcelonę.

Madryccy Wikingowie, druga hiszpańska potęga, podejmowali w Kastylii, nazywanej krainą szczęścia, przybyszów z Lewantu. Wśród walenckich wojowników od pierwszych minut starcia wyróżniał się Gustavo Cabral. Dzięki jego imponującej postawie walczący, którzy pochodzili ze wschodniego wybrzeża, wypracowali sobie przewagę. Nieugięci madrytczycy robili wszystko, aby przezwyciężyć opór gości. Przełomowa była sytuacja z udziałem Vicente Iborry. Rosły śmiałek z Moncady przedwcześnie opuścił miejsce bitwy, a geniuszem błysnął Cristiano Ronaldo. Trzykrotnie. Portugalczyk poprowadził Kastylijczyków do zwycięstwa. Nie pomógł zryw czarnoskórego Arouny Kone. Ostatecznie szalę przeważył Karim Benzema, dzięki czemu w całym królestwie pojawiły się białe flagi.

Colorin colorado, este cuento se ha acabado – zadumany Mauricio wypowiedział znaną rymowankę. Dzieci od dawna już spały.

Komentarze
~eldorado (gość) - 14 lat temu

Brawo za artykul bardzo fajny fajnie sie czyta go az
2 razy go przeczytalem

~E123 (gość) - 14 lat temu

Ha ha Madrit to sezonowcy razem z tym dziadem
MURINNIO! niech sie showajom! Jeszcze nasza FARCELONA
im pokarze klase!

~Puyol (gość) - 14 lat temu

Barca!
Visca el Barca!

Najnowsze