Po starciach rewanżowych w Pucharze Króla najlepsze kluby w Hiszpanii wracają na ligowe boiska. Real Madryt udaje się na Majorkę, Barcelona zaś podejmować będzie Real Betis. Ciekawie zapowiada się mecz innej drużyny z Andaluzji – Sevilla zagra u siebie z Espanyolem.
Sevilla – Espanyol Barcelona
Pojedynek w Sewilli jawi się jednym z najciekawszych w 19. serii gier. Potencjał gospodarzy wszyscy znamy doskonale. Espanyol zaś przed tygodniem zdołał urwać punkty wielkiej Barcelonie, dlatego podopieczni Mauricio Pochettino są zdolni walczyć z każdym rywalem. Obydwie ekipy występowały w środku tygodnia w Pucharze Króla, ale tylko drużynie z Katalonii udało się awansować do ćwierćfinału. Wszystko dzięki pokonaniu przed własną publicznością 4:2 Cordoby. Sevilla co prawda również swój mecz wygrała, ale tylko 2:1 i właśnie przez tę jedną straconą bramkę to Valencia cieszyła się z awansu. Jutro na Ramon Sanchez Pizjuan zdarzyć może się absolutnie wszystko, ale to gospodarze wydają się faworytami, zwłaszcza, że rozgrywają pojedynek przed własną publicznością.

Nie powinno nikogo zdziwić, jeśli sobotnie starcie nie będzie rozgrywane w intensywnym tempie. Natłok meczów w styczniu jest olbrzymi, a przecież środowe starcia w Pucharze Króla były podwójnie trudne, bo trzeba było gonić wynik. Sytuacji trenerom nie ułatwiają również problemy związane z kontuzjami i zawieszeniami. W drużynie gospodarzy za kartki nie będzie mógł zagrać Fernando Navarro. Do składu, po zawieszeniu właśnie, powróci jednak najlepszy strzelec, Manu del Moral. Oczekuje się ponadto, że Jesus Navas i Martin Caceres, pomimo lekkich urazów, zagrają jutro od pierwszych minut. Frederic Kanoute tyle szczęście nie miał i jeśli w ogóle znajdzie się w kadrze, to zasiądzie na ławce rezerwowych. Do gry niezdolny jest ponadto Armenteros, który będzie zmuszony pauzować nawet do sześciu tygodni. Większe problemy zdaje się mieć jednak Pochettino, nie będzie on mógł skorzystać z usług Sergio Garcii i Romarica (obydwaj pauzują za kartki), a także kontuzjowanych Cristiana Alvareza (co oznacza, że w bramce znajdzie się Kiko Casilla), Felipe Mattioniego i Javiera Marqueza.
Mallorca – Real Madryt
„Królewscy” udają się na Majorkę, gdzie zawsze szło im jak po grudzie. I nie chodzi tu nawet o sam obiekt Mallorki, ale o klub jako całość. „Los Barralets” zawsze niezmiernie uprzykrzali życie najbardziej utytułowanemu hiszpańskiemu klubowi. Nie inaczej powinno być i jutro, Real bowiem nadal ma sporo problemów kadrowych, a na horyzoncie pojawiły się już kolejne Gran Derbi, które rozegrać trzeba będzie w najbliższą środę. Zarówno goście, jak i gospodarze zagwarantowali sobie we wtorek prawo gry w ćwierćfinałach Pucharu Króla i wpaść na siebie mogą dopiero w samym finale. Mallorca rozegrała doskonałe spotkanie przeciwko Realowi Sociedad, którego stłukła na kwaśne jabłko, aplikując mu sześć goli, tracąc przy tym tylko jednego. Czy zespół z Balearów stać na kolejny heroiczny wyczyn w ciągu zaledwie kilku dni? Chyba nie po to „Los Blancos” wypracowali sobie pięciopunktową przewagę nad „Barcą”, żeby teraz tracić ją w meczu z, bądź co bądź, bardzo przeciętną drużyną.














