Po starciach rewanżowych w Pucharze Króla najlepsze kluby w Hiszpanii wracają na ligowe boiska. Real Madryt udaje się na Majorkę, Barcelona zaś podejmować będzie Real Betis. Ciekawie zapowiada się mecz innej drużyny z Andaluzji – Sevilla zagra u siebie z Espanyolem.
Sevilla – Espanyol Barcelona Pojedynek w Sewilli jawi się jednym z najciekawszych w 19. serii gier. Potencjał gospodarzy wszyscy znamy doskonale. Espanyol zaś przed tygodniem zdołał urwać punkty wielkiej Barcelonie, dlatego podopieczni Mauricio Pochettino są zdolni walczyć z każdym rywalem. Obydwie ekipy występowały w środku tygodnia w Pucharze Króla, ale tylko drużynie z Katalonii udało się awansować do ćwierćfinału. Wszystko dzięki pokonaniu przed własną publicznością 4:2 Cordoby. Sevilla co prawda również swój mecz wygrała, ale tylko 2:1 i właśnie przez tę jedną straconą bramkę to Valencia cieszyła się z awansu. Jutro na Ramon Sanchez Pizjuan zdarzyć może się absolutnie wszystko, ale to gospodarze wydają się faworytami, zwłaszcza, że rozgrywają pojedynek przed własną publicznością.
Cristiano Ronaldo sam nie wie, co dzieje się z jego formą (fot. skysports.com)
Nie powinno nikogo zdziwić, jeśli sobotnie starcie nie będzie rozgrywane w intensywnym tempie. Natłok meczów w styczniu jest olbrzymi, a przecież środowe starcia w Pucharze Króla były podwójnie trudne, bo trzeba było gonić wynik. Sytuacji trenerom nie ułatwiają również problemy związane z kontuzjami i zawieszeniami. W drużynie gospodarzy za kartki nie będzie mógł zagrać Fernando Navarro. Do składu, po zawieszeniu właśnie, powróci jednak najlepszy strzelec, Manu del Moral. Oczekuje się ponadto, że Jesus Navas i Martin Caceres, pomimo lekkich urazów, zagrają jutro od pierwszych minut. Frederic Kanoute tyle szczęście nie miał i jeśli w ogóle znajdzie się w kadrze, to zasiądzie na ławce rezerwowych. Do gry niezdolny jest ponadto Armenteros, który będzie zmuszony pauzować nawet do sześciu tygodni. Większe problemy zdaje się mieć jednak Pochettino, nie będzie on mógł skorzystać z usług Sergio Garcii i Romarica (obydwaj pauzują za kartki), a także kontuzjowanych Cristiana Alvareza (co oznacza, że w bramce znajdzie się Kiko Casilla), Felipe Mattioniego i Javiera Marqueza.
Mallorca – Real Madryt „Królewscy” udają się na Majorkę, gdzie zawsze szło im jak po grudzie. I nie chodzi tu nawet o sam obiekt Mallorki, ale o klub jako całość. „Los Barralets” zawsze niezmiernie uprzykrzali życie najbardziej utytułowanemu hiszpańskiemu klubowi. Nie inaczej powinno być i jutro, Real bowiem nadal ma sporo problemów kadrowych, a na horyzoncie pojawiły się już kolejne Gran Derbi, które rozegrać trzeba będzie w najbliższą środę. Zarówno goście, jak i gospodarze zagwarantowali sobie we wtorek prawo gry w ćwierćfinałach Pucharu Króla i wpaść na siebie mogą dopiero w samym finale. Mallorca rozegrała doskonałe spotkanie przeciwko Realowi Sociedad, którego stłukła na kwaśne jabłko, aplikując mu sześć goli, tracąc przy tym tylko jednego. Czy zespół z Balearów stać na kolejny heroiczny wyczyn w ciągu zaledwie kilku dni? Chyba nie po to „Los Blancos” wypracowali sobie pięciopunktową przewagę nad „Barcą”, żeby teraz tracić ją w meczu z, bądź co bądź, bardzo przeciętną drużyną.
Wspominałem wcześniej o problemach kadrowych Realu Madryt. Największym z nich jest absencja Angela di Marii. Jose Mourinho prawie na pewno nie będzie ryzykował zdrowiem Argentyńczyka i pozostawi go w domu, aby ten doszedł do pełni sprawności na środowe El Clasico. Z kontuzją zmaga się również Sami Khedira, a Ricardo Carvalho ciągle odpoczywa sobie od meczów i tylko trenuje w miasteczku sportowym. Do tego dochodzi bardzo słaba forma Cristiano Ronaldo i Mesuta Oezila, co sprawia, że lider Primera Division musi jutro liczyć na Karima Benzemę, który powoli staje się jednym z najlepszych napastników na świecie. W ekipie gospodarzy wystąpić nie będzie mógł Tomas Pina, któremu warto przyjrzeć się nieco dokładniej. Ten oto człowiek w szesnastu ligowych meczach tego sezonu ujrzał… dziesięć żółtych kartek. Właśnie z powodu zawieszenia nie obejrzymy go jutro na boisku. Na szczęście dla Michaela Laudrupa, jest to jedyne osłabienie, z jakim będzie musiał sobie poradzić.
Valencia ma w tym sezonie powody do radości (fot. marca.com)
Valencia – Real Sociedad Zdecydowanym faworytem spotkania zamykającego sobotnie zmagania w 19. kolejce Primera Division jest Valencia, która coraz wygodniej usadowiła się na trzecim miejscu w ligowej tabeli. „Nietoperze” awansowały ponadto do ćwierćfinału Pucharu Króla i na Mestalla panuje sielankowa wręcz atmosfera. Zgoła inaczej prezentują się nastroje w Sociedad, które po tej kolejce może znaleźć się nawet w strefie spadkowej. Nie wiadomo, czy Baskowie pozbierali się już po łomocie, jaki dostali od Mallorki, ale nawet jeśli im się to udało, to raczej nie będą mieli czego szukać na terenie trzeciej siły La Liga. Na Mestalla punkty zgubiła już Barcelona, niemiłosiernie męczył się Real Madryt, dlatego nie dziwi fakt, że nawet bukmacherzy nie dają gościom zbyt wielu szans. „Los Ches” najwyraźniej dojrzeli i wiedzą, że meczów u siebie odpuszczać po prostu nie można.
Unai Emery nie może narzekać na braki personalne. Poza kadrą znajdują się ciągle Sergio Canales i Hedwiges Maduro, jednak do ich absencji hiszpański trener zdążył się już przyzwyczaić i skutecznie braki te wyeliminował. Do składu powraca za to David Albelda, który nie mógł zagrać przed tygodniem z Villarrealem z powodu nadmiaru żółtych kartek. Do gry nie jest gotowy za to Vicente Guaita, ale w bramce „Nietoperzy” nie najgorzej radzi sobie Diego Alves. Jeśli chodzi o ekipę przyjezdnych, to Philippe Montanier nie skarży się na żadne nowe problemy. Asier Illarramendi i Markel Bergara od dłuższego czasu znajdują się poza kadrą, więc trener Realu Sociedad powinien już znaleźć sposób na to, jak sobie z tym poradzić.
Atletico Madryt – Villarreal Te drużyny stwierdziły, że nie ma sensu zaprzątać sobie głowy jakimś bzdurnym Pucharem Króla i obie pożegnały się z turniejem już w 1/16 finału. Obydwie zresztą zostały wyeliminowane przez trzecioligowców. Jednak po głębszej analizie – czemu się dziwić? „Żółte Łodzie Podwodne”, z takim potencjałem w składzie, znajdują się obecnie w strefie spadkowej, co jest rzeczą wręcz niewiarygodną. „Rojiblancos” wcale nie są lepsi, bo dwunasta lokata to jak na tę ekipę po prostu tragedia. Drużyna ze stolicy ma nad Villarrealem tylko cztery punkty przewagi, co pokazuje, że w drugiej części tabeli jest bardzo ciasno. Wielu ludzi zadaje sobie pewnie pytanie, czy Villarreal stać na ogranie stołecznego zespołu. Wydaje się, że tak. Skoro podopieczni Jose Moliny zdołali zremisować przed tygodniem z Valencią, dlaczego mają nie pokusić się o ogranie Atletico, skoro rywal znajduje się w podobnie kiepskiej formie.
Przed Ikerem Muniainem kolejna szansa na zabawę z rywalami. Hiszpan jest w świetnej formie (fot. ligafutbol.net)
Villarreal ciągle ma jednak jakieś problemy. A to kontuzje, a to kartki, jak tu grać? Do Madrytu nie mogą udać się Marco Ruben i Javier Camunas. Ten pierwszy pauzował będzie za kartki, drugi zaś naderwał ścięgno w prawej nodze i do gry wróci za około dwa tygodnie. Dobre wiadomości tyczą się za to Mateo Musacchio, który sam przyznał, że z jego zdrowiem jest już coraz lepiej i wszystko wskazuje na to, że będzie mógł zagrać na Vicente Calderon. Jose Molina może również cieszyć się z decyzji władz ligi, która anulowała piątą żółtą kartkę Bruno w spotkaniu z Valencią, dzięki czemu Hiszpan będzie mógł pomóc swoim kolegom w Madrycie. W ekipie gospodarzy z powodu kartek zagrać nie będą mogli z kolei Dominguez i Perea. Do treningów z drużyną powrócił już Silvio, który poza grą znajdował się przez dwa miesiące, ale nie ma co liczyć na to, aby w niedzielę znalazł się w kadrze meczowej.
Athletic Bilbao – Levante Obok starcia Sevilli z Espanyolem, to właśnie konfrontacja na San Mames może dostarczyć kibicom największych wrażeń w 19. kolejce Primera Division. Zawsze groźny Athletic podejmie bowiem rewelację tego sezonu, czyli Levante, które nic nie robi sobie z tego, że w ligowej tabeli wyprzedza takie zespoły jak Sevilla czy Malaga. Czwarta miejsce na półmetku rozgrywek to sukces, jakiego na Półwyspie Iberyjskim nie spodziewał się absolutnie nikt. Mimo wszystko w niedzielnym starciu faworyta upatrywać trzeba w gospodarzach. Obydwie ekipy solidarnie wygrały swoje rewanżowe pojedynki w Pucharze Króla po 4:0 i zameldowały się w ćwierćfinałach tych rozgrywek. Dla jednych i drugich pucharowe rozgrywki mogą być przepustką do gry w europejskich pucharach, choć na razie Levante i bez tego plasuje się na miejscu gwarantującym mu grę w Lidze Mistrzów.
Wiele wskazuje na to, że „Żaby” z Walencji udadzą się do Bilbao bez Pedro Lopeza i Arouny Kone. Obydwaj panowie nie trenowali dzisiaj z całą drużyną i prawdopodobnie opuszczą niedzielne starcie. Dobrą wiadomością jest za to powrót do pracy napastnika Valdo. Jutro zawodników Levante czeka ostatnia przed wylotem do Kraju Basków sesja treningowa, na której wyjaśnią się wszystkie wątpliwości kadrowe. Marcelo Bielsa zaś nie będzie mógł skorzystać z usług Fernando Amorebiety, który skręcił staw skokowy podczas meczu z Getafe. Niewielkie szanse na występ mają również Igor Gabilondo i Igor Martinez, z kolei całkowicie wykluczona jest obecność na San Mames Aitora Ocio, Carlosa Gurpegiego i Xabiego Castillo.
Złota Piłka jest, teraz trzeba wziąć się za odrabianie strat w lidze (fot. Skysports.com)
FC Barcelona – Betis Sewilla Goście będą chyba przez cały czas jawić się w tym sezonie jako ci, którzy przez chwilę liderowali hiszpańskiej Primera Division. Był to jednak epizod króciutki, na samym początku rozgrywek, którym zajmować się nie powinniśmy. Ciekawe jest jednak to, że ekipa z Andaluzji jest jedną z niewielu, którym udało się w 2011 roku pokonać Barcelonę. Zmierzyła się z nią w spotkaniu zamykającym 19. serię gier. Betis w poprzednim sezonie występował oczywiście w Segunda Division, jednak wpadł na „Blaugranę” w ćwierćfinale Pucharu Króla. Na Camp Nou podopieczni Guardioli roznieśli rywala aż 5:0, jednak w rewanżu ulegli 1:3. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w pierwszym składzie tego przegranego spotkania znajdowali się tacy gracze jak Pique, Xavi czy Messi. Nie oznacza to co prawda, że w niedzielę możemy z góry zakładać niespodziankę, ale „Duma Katalonii” wyraźnie nie jest w formie i jeśli „Los Beticos” wspięliby się na wyżyny swoich umiejętności… Kto wie, kto wie.
Barcelonie, na domiar złego, nie za bardzo chce sprzyjać los. Pep Guardiola właśnie dowiedział się, że w najbliższych meczach będzie musiał radzić sobie bez Pedro, który w meczu z Osasuną naciągnął mięsień i potrzeba będzie przynajmniej dziesięciu dni na wyleczenie urazu. Oznacza to, że Hiszpan nie wystąpi między innymi z Realem Madryt. Szykowani na niedzielny mecz Iniesta i Dani Alves, którzy odpoczywali w rewanżu z Osasuną, trenowali dzisiaj normalnie i powinni wybiec przeciwko Betisowi od pierwszej minuty. Na treningu zabrakło za to Seydou Keity, który udał się na zgrupowanie reprezentacji przygotowującej się do Pucharu Narodów Afryki. Ciągle kontuzjowany jest ponadto Ibrahim Afellay. Najlepszych wiadomości nie otrzymał też Pepe Mel, który na Camp Nou uda się bez Antonio Amaya. Hiszpański defensor nabawił się kontuzji więzadeł krzyżowych w kolanie i będzie musiał odpocząć od futbolu przez przynajmniej pięć tygodni. Z urazem więzadeł ciągle zmaga się ponadto Alvaro Vadillo, utalentowany 17-latek, który ma wrócić na ostatnie trzy, cztery mecze tego sezonu.
Po starciach rewanżowych w Pucharze Króla najlepsze kluby w Hiszpanii wracają na ligowe boiska. Real Madryt udaje się na Majorkę, Barcelona zaś podejmować będzie Real Betis. Ciekawie zapowiada się mecz innej drużyny z Andaluzji – Sevilla zagra u siebie z Espanyolem.
Sevilla – Espanyol Barcelona Pojedynek w Sewilli jawi się jednym z najciekawszych w 19. serii gier. Potencjał gospodarzy wszyscy znamy doskonale. Espanyol zaś przed tygodniem zdołał urwać punkty wielkiej Barcelonie, dlatego podopieczni Mauricio Pochettino są zdolni walczyć z każdym rywalem. Obydwie ekipy występowały w środku tygodnia w Pucharze Króla, ale tylko drużynie z Katalonii udało się awansować do ćwierćfinału. Wszystko dzięki pokonaniu przed własną publicznością 4:2 Cordoby. Sevilla co prawda również swój mecz wygrała, ale tylko 2:1 i właśnie przez tę jedną straconą bramkę to Valencia cieszyła się z awansu. Jutro na Ramon Sanchez Pizjuan zdarzyć może się absolutnie wszystko, ale to gospodarze wydają się faworytami, zwłaszcza, że rozgrywają pojedynek przed własną publicznością.
Cristiano Ronaldo sam nie wie, co dzieje się z jego formą (fot. skysports.com)
Nie powinno nikogo zdziwić, jeśli sobotnie starcie nie będzie rozgrywane w intensywnym tempie. Natłok meczów w styczniu jest olbrzymi, a przecież środowe starcia w Pucharze Króla były podwójnie trudne, bo trzeba było gonić wynik. Sytuacji trenerom nie ułatwiają również problemy związane z kontuzjami i zawieszeniami. W drużynie gospodarzy za kartki nie będzie mógł zagrać Fernando Navarro. Do składu, po zawieszeniu właśnie, powróci jednak najlepszy strzelec, Manu del Moral. Oczekuje się ponadto, że Jesus Navas i Martin Caceres, pomimo lekkich urazów, zagrają jutro od pierwszych minut. Frederic Kanoute tyle szczęście nie miał i jeśli w ogóle znajdzie się w kadrze, to zasiądzie na ławce rezerwowych. Do gry niezdolny jest ponadto Armenteros, który będzie zmuszony pauzować nawet do sześciu tygodni. Większe problemy zdaje się mieć jednak Pochettino, nie będzie on mógł skorzystać z usług Sergio Garcii i Romarica (obydwaj pauzują za kartki), a także kontuzjowanych Cristiana Alvareza (co oznacza, że w bramce znajdzie się Kiko Casilla), Felipe Mattioniego i Javiera Marqueza.
Mallorca – Real Madryt „Królewscy” udają się na Majorkę, gdzie zawsze szło im jak po grudzie. I nie chodzi tu nawet o sam obiekt Mallorki, ale o klub jako całość. „Los Barralets” zawsze niezmiernie uprzykrzali życie najbardziej utytułowanemu hiszpańskiemu klubowi. Nie inaczej powinno być i jutro, Real bowiem nadal ma sporo problemów kadrowych, a na horyzoncie pojawiły się już kolejne Gran Derbi, które rozegrać trzeba będzie w najbliższą środę. Zarówno goście, jak i gospodarze zagwarantowali sobie we wtorek prawo gry w ćwierćfinałach Pucharu Króla i wpaść na siebie mogą dopiero w samym finale. Mallorca rozegrała doskonałe spotkanie przeciwko Realowi Sociedad, którego stłukła na kwaśne jabłko, aplikując mu sześć goli, tracąc przy tym tylko jednego. Czy zespół z Balearów stać na kolejny heroiczny wyczyn w ciągu zaledwie kilku dni? Chyba nie po to „Los Blancos” wypracowali sobie pięciopunktową przewagę nad „Barcą”, żeby teraz tracić ją w meczu z, bądź co bądź, bardzo przeciętną drużyną.
Wspominałem wcześniej o problemach kadrowych Realu Madryt. Największym z nich jest absencja Angela di Marii. Jose Mourinho prawie na pewno nie będzie ryzykował zdrowiem Argentyńczyka i pozostawi go w domu, aby ten doszedł do pełni sprawności na środowe El Clasico. Z kontuzją zmaga się również Sami Khedira, a Ricardo Carvalho ciągle odpoczywa sobie od meczów i tylko trenuje w miasteczku sportowym. Do tego dochodzi bardzo słaba forma Cristiano Ronaldo i Mesuta Oezila, co sprawia, że lider Primera Division musi jutro liczyć na Karima Benzemę, który powoli staje się jednym z najlepszych napastników na świecie. W ekipie gospodarzy wystąpić nie będzie mógł Tomas Pina, któremu warto przyjrzeć się nieco dokładniej. Ten oto człowiek w szesnastu ligowych meczach tego sezonu ujrzał… dziesięć żółtych kartek. Właśnie z powodu zawieszenia nie obejrzymy go jutro na boisku. Na szczęście dla Michaela Laudrupa, jest to jedyne osłabienie, z jakim będzie musiał sobie poradzić.
Valencia ma w tym sezonie powody do radości (fot. marca.com)
Valencia – Real Sociedad Zdecydowanym faworytem spotkania zamykającego sobotnie zmagania w 19. kolejce Primera Division jest Valencia, która coraz wygodniej usadowiła się na trzecim miejscu w ligowej tabeli. „Nietoperze” awansowały ponadto do ćwierćfinału Pucharu Króla i na Mestalla panuje sielankowa wręcz atmosfera. Zgoła inaczej prezentują się nastroje w Sociedad, które po tej kolejce może znaleźć się nawet w strefie spadkowej. Nie wiadomo, czy Baskowie pozbierali się już po łomocie, jaki dostali od Mallorki, ale nawet jeśli im się to udało, to raczej nie będą mieli czego szukać na terenie trzeciej siły La Liga. Na Mestalla punkty zgubiła już Barcelona, niemiłosiernie męczył się Real Madryt, dlatego nie dziwi fakt, że nawet bukmacherzy nie dają gościom zbyt wielu szans. „Los Ches” najwyraźniej dojrzeli i wiedzą, że meczów u siebie odpuszczać po prostu nie można.
Unai Emery nie może narzekać na braki personalne. Poza kadrą znajdują się ciągle Sergio Canales i Hedwiges Maduro, jednak do ich absencji hiszpański trener zdążył się już przyzwyczaić i skutecznie braki te wyeliminował. Do składu powraca za to David Albelda, który nie mógł zagrać przed tygodniem z Villarrealem z powodu nadmiaru żółtych kartek. Do gry nie jest gotowy za to Vicente Guaita, ale w bramce „Nietoperzy” nie najgorzej radzi sobie Diego Alves. Jeśli chodzi o ekipę przyjezdnych, to Philippe Montanier nie skarży się na żadne nowe problemy. Asier Illarramendi i Markel Bergara od dłuższego czasu znajdują się poza kadrą, więc trener Realu Sociedad powinien już znaleźć sposób na to, jak sobie z tym poradzić.
Atletico Madryt – Villarreal Te drużyny stwierdziły, że nie ma sensu zaprzątać sobie głowy jakimś bzdurnym Pucharem Króla i obie pożegnały się z turniejem już w 1/16 finału. Obydwie zresztą zostały wyeliminowane przez trzecioligowców. Jednak po głębszej analizie – czemu się dziwić? „Żółte Łodzie Podwodne”, z takim potencjałem w składzie, znajdują się obecnie w strefie spadkowej, co jest rzeczą wręcz niewiarygodną. „Rojiblancos” wcale nie są lepsi, bo dwunasta lokata to jak na tę ekipę po prostu tragedia. Drużyna ze stolicy ma nad Villarrealem tylko cztery punkty przewagi, co pokazuje, że w drugiej części tabeli jest bardzo ciasno. Wielu ludzi zadaje sobie pewnie pytanie, czy Villarreal stać na ogranie stołecznego zespołu. Wydaje się, że tak. Skoro podopieczni Jose Moliny zdołali zremisować przed tygodniem z Valencią, dlaczego mają nie pokusić się o ogranie Atletico, skoro rywal znajduje się w podobnie kiepskiej formie.
Przed Ikerem Muniainem kolejna szansa na zabawę z rywalami. Hiszpan jest w świetnej formie (fot. ligafutbol.net)
Villarreal ciągle ma jednak jakieś problemy. A to kontuzje, a to kartki, jak tu grać? Do Madrytu nie mogą udać się Marco Ruben i Javier Camunas. Ten pierwszy pauzował będzie za kartki, drugi zaś naderwał ścięgno w prawej nodze i do gry wróci za około dwa tygodnie. Dobre wiadomości tyczą się za to Mateo Musacchio, który sam przyznał, że z jego zdrowiem jest już coraz lepiej i wszystko wskazuje na to, że będzie mógł zagrać na Vicente Calderon. Jose Molina może również cieszyć się z decyzji władz ligi, która anulowała piątą żółtą kartkę Bruno w spotkaniu z Valencią, dzięki czemu Hiszpan będzie mógł pomóc swoim kolegom w Madrycie. W ekipie gospodarzy z powodu kartek zagrać nie będą mogli z kolei Dominguez i Perea. Do treningów z drużyną powrócił już Silvio, który poza grą znajdował się przez dwa miesiące, ale nie ma co liczyć na to, aby w niedzielę znalazł się w kadrze meczowej.
Athletic Bilbao – Levante Obok starcia Sevilli z Espanyolem, to właśnie konfrontacja na San Mames może dostarczyć kibicom największych wrażeń w 19. kolejce Primera Division. Zawsze groźny Athletic podejmie bowiem rewelację tego sezonu, czyli Levante, które nic nie robi sobie z tego, że w ligowej tabeli wyprzedza takie zespoły jak Sevilla czy Malaga. Czwarta miejsce na półmetku rozgrywek to sukces, jakiego na Półwyspie Iberyjskim nie spodziewał się absolutnie nikt. Mimo wszystko w niedzielnym starciu faworyta upatrywać trzeba w gospodarzach. Obydwie ekipy solidarnie wygrały swoje rewanżowe pojedynki w Pucharze Króla po 4:0 i zameldowały się w ćwierćfinałach tych rozgrywek. Dla jednych i drugich pucharowe rozgrywki mogą być przepustką do gry w europejskich pucharach, choć na razie Levante i bez tego plasuje się na miejscu gwarantującym mu grę w Lidze Mistrzów.
Wiele wskazuje na to, że „Żaby” z Walencji udadzą się do Bilbao bez Pedro Lopeza i Arouny Kone. Obydwaj panowie nie trenowali dzisiaj z całą drużyną i prawdopodobnie opuszczą niedzielne starcie. Dobrą wiadomością jest za to powrót do pracy napastnika Valdo. Jutro zawodników Levante czeka ostatnia przed wylotem do Kraju Basków sesja treningowa, na której wyjaśnią się wszystkie wątpliwości kadrowe. Marcelo Bielsa zaś nie będzie mógł skorzystać z usług Fernando Amorebiety, który skręcił staw skokowy podczas meczu z Getafe. Niewielkie szanse na występ mają również Igor Gabilondo i Igor Martinez, z kolei całkowicie wykluczona jest obecność na San Mames Aitora Ocio, Carlosa Gurpegiego i Xabiego Castillo.
Złota Piłka jest, teraz trzeba wziąć się za odrabianie strat w lidze (fot. Skysports.com)
FC Barcelona – Betis Sewilla Goście będą chyba przez cały czas jawić się w tym sezonie jako ci, którzy przez chwilę liderowali hiszpańskiej Primera Division. Był to jednak epizod króciutki, na samym początku rozgrywek, którym zajmować się nie powinniśmy. Ciekawe jest jednak to, że ekipa z Andaluzji jest jedną z niewielu, którym udało się w 2011 roku pokonać Barcelonę. Zmierzyła się z nią w spotkaniu zamykającym 19. serię gier. Betis w poprzednim sezonie występował oczywiście w Segunda Division, jednak wpadł na „Blaugranę” w ćwierćfinale Pucharu Króla. Na Camp Nou podopieczni Guardioli roznieśli rywala aż 5:0, jednak w rewanżu ulegli 1:3. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w pierwszym składzie tego przegranego spotkania znajdowali się tacy gracze jak Pique, Xavi czy Messi. Nie oznacza to co prawda, że w niedzielę możemy z góry zakładać niespodziankę, ale „Duma Katalonii” wyraźnie nie jest w formie i jeśli „Los Beticos” wspięliby się na wyżyny swoich umiejętności… Kto wie, kto wie.
Barcelonie, na domiar złego, nie za bardzo chce sprzyjać los. Pep Guardiola właśnie dowiedział się, że w najbliższych meczach będzie musiał radzić sobie bez Pedro, który w meczu z Osasuną naciągnął mięsień i potrzeba będzie przynajmniej dziesięciu dni na wyleczenie urazu. Oznacza to, że Hiszpan nie wystąpi między innymi z Realem Madryt. Szykowani na niedzielny mecz Iniesta i Dani Alves, którzy odpoczywali w rewanżu z Osasuną, trenowali dzisiaj normalnie i powinni wybiec przeciwko Betisowi od pierwszej minuty. Na treningu zabrakło za to Seydou Keity, który udał się na zgrupowanie reprezentacji przygotowującej się do Pucharu Narodów Afryki. Ciągle kontuzjowany jest ponadto Ibrahim Afellay. Najlepszych wiadomości nie otrzymał też Pepe Mel, który na Camp Nou uda się bez Antonio Amaya. Hiszpański defensor nabawił się kontuzji więzadeł krzyżowych w kolanie i będzie musiał odpocząć od futbolu przez przynajmniej pięć tygodni. Z urazem więzadeł ciągle zmaga się ponadto Alvaro Vadillo, utalentowany 17-latek, który ma wrócić na ostatnie trzy, cztery mecze tego sezonu.
Komentarze5
~
~E123
niezbyt ciekawa kolejka…jak każda inna…Real i
Barca wygrają swoje mecze a na resztę to znowu
będzie się patrzyło z przymrużeniem oka…
B
BlaN[t]
Ja bym tak nie myślał , kolejka całkiem ciekawa
ponieważ po raz kolejny kluby mogą sprawić
niespodziankę … Ciekawie będzie się zapowiadał
mecz Sevilla – Espanyol Barcelona może po raz
kolejny zaskoczą rywala swoimi umiejętnościami
gracze z Barcelony ?… No i oczywiście Barca musi
się wziąść za odrabianie strat… Visca el Barca
!!!
~
~szwajc1212
Mallorca jest w formie i to nie będzie spacerek bo
dużo zawodników w styczniu zawodzi . Mimo wszystko
po 3 ptk Hala !!!
~
~E123
Nie wiem czy jest się o coś obawiać, no chyba że
o Alonso bez formy…
~
~szwajc1212
Trawiłeś w sedno ! Jak dyrygent nie jest w formie
to orkiestra słabo gra .