Valencia zremisowała 0:0 z Villarrealem we wtorkowym spotkaniu 1/8 Pucharu Króla. Mecz ten, zapowiadany jako hit tej rundy spotkań, bardzo rozczarował – rezerwowy skład „Nietoperzy”, mimo wielu sytuacji, nie był w stanie wygrać z grającą z rozmysłem ekipą „Żółtej Łodzi Podwodnej”.
W ostatnim wtorkowym meczu Copa del Rey doszło do kolejnego hitu – spotkały się czwarta z trzecią drużyną Primera Division. W poprzedniej rundzie gracze z Mestalla pewnie rozbili w dwumeczu Logrones 7:1, podobnie ich rywal, który uporał się z Poli Ejido najmniejszym nakładem sił 3:1. Ciężko było wskazać faworyta tego spotkania – obie drużyny spotkały się w listopadzie i na El Madrigal po bramkowym remisie podzieliły się punktami. Trener Unai Emery wystawił na ten mecz dość defensywne ustawienie z pięcioma obrońcami i jednym wysuniętym Adurizem w napadzie, sadzając najlepszego strzelca, Roberto Soldado, na ławce rezerwowych i desygnując do gry drugi garnitur zawodników. Po drugiej stronie boiska Juan Carlos Garrido wystawił w ostatnim meczu w tym roku najsilniejszy możliwy skład, z bramkostrzelnym duetem Nilmar – Rossi, dlatego tym bardziej kibicom mogło być żal, że nie mogli zobaczyć pojedynku dwóch duetów, które strzeliły w tym sezonie w lidze odpowiednio 18 i 19 goli.

Pierwsze minuty spotkania przebiegały pod wyraźnie dyktando gospodarzy, którzy jednak raz po raz dawali się załapać w pułapki ofsajdowe – w samej pierwszej połowie „Los Ches” aż dziewięciokrotnie musieli przerywać swoje ataki z tego powodu. Pierwszą bramkową sytuację miał Aduriz w 15. minucie spotkania – niepilnowany w polu karnym, w trudnej sytuacji zdołał oddać strzał głową, ale poleciał on daleko od słupka. Kolejną świetną sytuację „Nietoperze” miały w 28. minucie, ale na raty Juan Carlos obronił potężny strzał Pablo z 20 metrów.
Przez kolejne minuty nie zmieniało się wiele – pomimo defensywnego ustawienia, to Valencia zdecydowanie atakowała, jak chociażby Pablo Hernandez w 30. minucie, kiedy po wypiąstkowaniu Juana Carlosa piłka spadła pod nogi pomocnika, jednak jego strzał wolejem minął o kilka metrów opuszczoną bramkę. Jednak zdecydowanie najlepszą sytuację w pierwszej połowie zmarnował ten sam zawodnik w 38. minucie – po indywidualnej akcji Juana Maty odegrał on piłkę do wybiegającego Pablo, a ten, mając przed sobą tylko bramkarza, uderzył obok niego, ale również o centymetry obok bramki – była to stuprocentowa sytuacja i powinna była przynieść prowadzenie gospodarzom.
Zupełnie niewidoczni byli w pierwszej połowie ci, którzy mieli stanowić o sile „Żółtej Łodzi Podwodnej”. Nilmar i Rossi myślami byli już zapewne na świątecznych urlopach, gdyż żaden z nich nie oddał choćby jednego, nawet niecelnego strzału. Valencia spokojnie prowadziła grę, potwierdzając, że niecodzienna taktyka Emery’ego przynosi efekty. Druga połowa mogła rozpocząć się od nokautu w wykonaniu gospodarzy – najpierw w 46. minucie po rewelacyjnym zagraniu Miguela z prawego skrzydła piłka spadła na nogę Juana Maty, który oddał atomowy strzał z powietrza, jednak trafił on tylko w słupek. Dwie minuty później dwójkowa akcja Mata – Pablo niemal zakończyła się golem, ale dosłownie w ostatnim momencie tor lotu piłki przeciął Capdevilla. Gdyby nie jego interwencja, Pablo tym razem musiałby trafić z kilku metrów do siatki.












