Piłkarze Athleticu Bilbao zremisowali z Espanyolem Barcelona 3:3, tracąc decydującą o podziale punktów bramkę w doliczonym czasie gry. Gole zdobywali de Marcos, Llorente i Javi Martinez dla gospodarzy oraz Romaric, Weiss i Albin dla gości.
Hiszpańska prasa opisywała spotkanie jako starcie dwóch kandydatów do gry w Lidze Mistrzów. Wyjściowe jedenastki pokazały, że walka o jak najwyższe miejsce w ligowej tabeli na razie nie jest głównym celem Athleticu Bilbao. Baskowie wyraźnie oszczędzali siły przed rewanżowym meczem w półfinale Pucharu Króla i do walki z Espanyolem posłali skład nieco rezerwowy – bez Amorebiety, Susaety oraz Andera Herrery. Trener „Los Pericos” nie kalkulował i wystawił najmocniejszą możliwą jedenastkę, w której znalazło się miejsce między innymi dla wypożyczonego z Interu Mediolan Coutinho.

Spotkanie od pierwszych minut prowadzone było w szybkim tempie, akcje przenosiły się z jednego pola karnego do drugiego. Jako pierwsi dogodną okazję wypracowali sobie gospodarze. W 5. minucie Llorente najpierw nie zdołał dosięgnąć wrzuconej w „szesnastkę” piłki, a chwilę później co prawda umieścił futbolówkę w siatce po podaniu Davida Lopeza, ale zrobił to, znajdując się na pozycji spalonej. Bask od początku przejawiał wielką ochotę do gry, jednak na razie jego koledzy nie byli w stanie zapewnić mu odpowiednich piłek. Espanyol na ataki Llorente odpowiedział kilka chwil później. Romaric próbował zza pola karnego pokonać Gorkę Iraizoza, lecz doświadczony golkiper zdołał sparować futbolówkę na rzut rożny. Później do głosu ostatecznie doszli goście. Groźne strzały z dystansu oddali Muniain, de Marcos i Llorente. Za każdym razem brakowało celności. Piłkarze „Los Pericos” bronili się bardzo dobrze, nie zostawiali rywalom wiele miejsca.
Skuteczna obrona skończyła się w 25. minucie, kiedy to Didac Vila pięknie podał piłkę niekrytemu Oscarowi de Marcosowi. Zawodnik Athleticu zgubił defensora i zdołał oddać strzał na bramkę gości. Kiko Casilla powinien to obronić. Niestety dla przyjezdnych, wychowanek Realu Madryt futbolówkę w absurdalny sposób wpuścił do siatki. Espanyol chciał szybko odpowiedzieć. Ruszył do ataku i mało brakowało, a już dwie minuty po stracie bramki doprowadziłby do wyrównania. Hector Moreno, jak przystało na stopera, okazał się niezbyt biegły w rzemiośle ofensywnym i stając sam na sam z Gorką, trafił wprost w Baska. Znacznie lepiej, dochodząc do sytuacji strzeleckiej, zachował się Ndri Romaric. Kameruńczyk w 32. minucie otrzymał piłkę tuż przed polem karnym i bez problemu umieścił ją w prawym rogu bramki bezradnego Iraizoza. Dziesięć minut później po raz pierwszy dał o sobie znać talent młodziutkiego Coutinho. Brazylijczyk przejął piłkę na własnej połowie i pognał z nią pod bramkę Bilbao, po drodze mijając dwóch rywali. Następnie futbolówkę w siatce gospodarzy umieścił Hector Moreno. Meksykanin pokonał Gorkę ładnym strzałem. Szkoda, że znajdował się na pozycji spalonej, przez co sędzia Fernandez Borbalan gola nie uznał. Ostatnią akcją pierwszej połowy był strzał głową Llorente. Bask minimalnie chybił, a arbiter za karę odesłał obie drużyny do szatni.
Druga połowa rozpoczęła się od dwóch zmian w zespole z Bilbao. Marcelo Bielsa doszedł do wniosku, że nie ma co dłużej trzymać podstawowych zawodników na ławce, i posłał na murawę Andera Herrerę i Markela Susatę. Wzmocnienia te nie przyczyniły się do zmiany obrazu gry. Mało tego – to Espanyol wyszedł na prowadzenie. Gola po rajdzie indywidualnym i pięknym strzale pod poprzeczkę zdobył Vladimir Weiss. Gorka Iraizoz nie miał najmniejszych szans. Strata bramki nie podłamała Basków. Zaczęli oni z furią szturmować pole karne graczy z Barcelony. Przyniosło to efekt w 57. minucie, kiedy to niezawodny Fernando Llorente pokonał Casillę. Dla reprezentanta Hiszpanii był to szósty gol strzelony w trzech ostatnich meczach. Podopieczni Bielsy poszli za ciosem. Nie minęło dziesięć minut, a już prowadzili. Na listę strzelców wpisał się inny gracz „La Seleccion”, Javi Martinez. Chwilę później mały dramat przeżył Coutinho, który doznał kontuzji i nie był w stanie dokończyć swojego debiutanckiego meczu w koszulce „Los Pericos”. Zmienił go Thievy Bifouma.
Dobrą okazję na zmianę wyniku na 4:2 zmarnował Markel Susaeta, chociaż tak naprawdę nie można powiedzieć, żeby Bask cokolwiek zmarnował. Wszystko zrobił dobrze, tylko że piłka trafiła nie do siatki, ale w spojenie słupka z poprzeczką. Do ostatnich minut meczu optyczną przewagę mieli gospodarze. Wydawało się, że bez problemu uda mi się dowieźć trzy punkty. Kilkadziesiąt sekund przed końcem doliczonego czasu gry gola zdobył jednak Espanyol. Juan Albin uderzył mocno, celnie i skutecznie. Gorka po raz kolejny nie miał szans. 3:3.