Drużyna z Sewilli zapewniła sobie wygraną w ostatniej minucie spotkania z Athletikiem Bilbao. Wynik meczu otworzył w pierwszej połowie Ruben Castro, ale dwanaście minut później wyrównał Javi Martinez. Mimo że długo utrzymywał się rezultat remisowy, w 91. minucie bramkę na wagę trzech punktów zdobył Nelson. Podopieczni Marcela Bielsy kończyli pojedynek w dziesiątkę.
Przed meczem, jeśli chodzi o składy obu drużyn, wszystko było jasne. Tak przynajmniej nam się wydawało. Pepe Mel zdecydował się jednak na bardzo dziwne modyfikacje żelaznej jedenastki. Na bramce zamiast pewniaka Casto postawił niedoświadczonego Fabricio. Na ławce wylądowali Chico, Canas i Matilla. W ekipie gości Marcelo Bielsa nie zaskoczył i w miejsce zawieszonego za kartki Andera Herrery posłał do boju Iniga Pereza. Zapowiadał się trudny mecz. Obie drużyny, mimo że przed tą kolejką zajmowały skrajnie różne miejsca w tabeli, potencjał mają dość podobny.

Od pierwszych minut na Estadio Benito Villamarin do ataku – często nieprzemyślanego – rzucił się Betis. W 3. minucie w pole karne „Los Leones” próbowali się przedrzeć Ruben Castro i Jefferson Montero, ale stracili piłkę. O wiele lepiej obaj panowie spisali się w 10. minucie, kiedy to po asyście tego drugiego pierwszy wpisał się na listę strzelców, idealnym strzałem pokonując Gorkę Iraizoza. Świetny początek „Los Beticos”! Następnie w 14. minucie po rzucie rożnym, który wykonywał Salva Sevilla, głową uderzał „Chechu” Dorado, jednak piłka opuściła plac gry. Gospodarze nie zwalniali, widać było, że wzięli sobie do serca przedmeczową wypowiedź ich trenera, który apelował o jak największe poświęcenie. W końcu Baskom udało się przerwać szturm sewilczyków i przeprowadzić kontratak. Po podaniu Iniga Pereza futbolówki nie opanował Fernando Llorente – baskijskiego napastnika uprzedził Dorado, wybijając piłkę poza boisko. To właśnie stały fragment gry po tej akcji przyniósł podopiecznym Marcela Bielsy wyrównanie. Z narożnika dośrodkował Markel Susaeta, a do siatki głową trafił Javi Martinez.
Już chwilę po bramce Athletic mógł wyjść na prowadzenie. Na strzał z dystansu zdecydował się Iker Muniain, a piękną paradą popisał się debiutant Fabricio. Kibice Betisu wiedzieli już, dlaczego Pepe Mel postawił właśnie na niego. Minutę później swoją szansę miał Betis. Jefferson Montero wykorzystał niezdecydowanie Andera Iturraspe i huknął na bramkę Gorki. Tempo meczu było imponujące. Obie drużyny jak najszybciej starały się strzelić drugiego gola, ale przeważnie brakowało im dokładności w ataku. W ostatniej minucie regulaminowego czasu dwie doskonałe okazje miał Betis – najpierw podanie Rubena Castro przejął Javi Martinez, a kilkanaście sekund później Montero po rozegraniu z Moliną trafił w poprzeczkę. Jeszcze przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę okazję podbramkową zdołali wypracować sobie goście. Zza linii szesnastu metrów uderzał Inigo Perez, Fabricio sparował strzał, ale zrobił to na tyle niefortunnie, że futbolówka spadła pod nogi Llorente, który na szczęście dla Betisu, był na spalonym.












