Dwie czerwone kartki, ofensywna gra i dużo goli – Bayern wygrał z BATE 4:1 na zakończenie zmagań w grupie F. Białorusini nie postawili rywalom trudnych warunków i powinni się cieszyć, że stracili tylko cztery bramki.
Wbrew zapowiedziom szkoleniowiec przyjezdnych nie oszczędził swoich najlepszych zawodników i desygnował do gry najmocniejszą jedenastkę. Jupp Heynckes nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanych Robbena, Badstubera i Luiza Gustavo.
Golkiper BATE mógł się rozgrzać dosyć szybko – już w 3. minucie został bowiem sprawdzony przez Boatenga. Obrońca Bayernu strzelił mocno, ale trafił wprost w Benińczyka. Białorusini odpowiedzieli groźnym uderzeniem Koncewoja. Napastnik strzelił w długi róg bramki Neuera, lecz reprezentant Niemiec stanął na wysokości zadania.
Po 22 minutach na Allianz Arena wiało nudą. Oba zespoły rozgrywały piłkę w środku pola, ale każdą akcję kończyły pod polem karnym rywali. Wtedy Xherdan Shaqiri stwierdził, że pora wprowadzić na boisko nieco ożywienia. Szwajcar popędził lewą stroną, ograł próbujących go zatrzymać obrońców, po czym mocno wstrzelił futbolówkę wprost na nogę Gomeza. Doświadczony snajper zdobył swojego pierwszego gola w tej edycji Ligi Mistrzów.
W 33. minucie Shaqiri błysnął po raz kolejny – przeprowadził z kolegami szybką, kombinacyjną akcję, po której mógł znaleźć się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Tuż przed polem karnym został jednak sfaulowany przez Poliakowa. Arbiter pokazał defensorowi jedynie żółty kartonik, a Toni Kroos nie potrafił wykorzystać rzutu wolnego, trafiając wprost w białoruski mur. Nieszczęśliwy strzelec próbował się poprawić pięć minut później, ale jego soczysty strzał z dystansu obronił Gorbunow.
BATE nie przypominało w pierwszej połowie drużyny, którą oglądaliśmy do tej pory. Brakowało jej zadziorności i agresywności. Być może miała na to wpływ sytuacja w grupie F – goście mieli przed tym meczem zapewniony udział w Lidze Europy, nie musieli się więc zbytnio starać i gryźć trawy.
Po przerwie wydawało się, że podopiecznym Gonczarenki będzie się grało dużo łatwiej. W 50. minucie czerwoną kartkę otrzymał Jerome Boateng. I rzeczywiście – nie minęło zbyt wiele czasu i padła bramka! Nie było to jednak wyrównujące trafienie, ale drugi gol dla Bayernu. Do siatki przeciwników piłkę wpakował Thomas Müller. Co zabawniejsze, Niemiec musiał zejść do szatni już minutę później, ponieważ trener ekipy z Bawarii zdecydował się wpuścić na boisko Dantego, by zapełnić lukę powstałą w formacji defensywnej.
Brak jednego zawodnika wcale nie przeszkadzał Bayernowi. Gospodarze zepchnęli rywali do obrony i dominowali jeszcze wyraźniej niż w pierwszej odsłonie spotkania. Doskonale grający Xherdan Shaqiri ukoronował swój występ golem. Mario Gomez odwdzięczył się koledze z zespołu za podanie z 22. minuty i zaliczył asystę przy bramce Szwajcara. W 69. minucie siły na murawie się wyrównały. Drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę ujrzał Poliakow. Sytuacja przyjezdnych robiła się coraz gorsza. Gdy na murawie zameldował się Franck Ribery, szkoleniowiec BATE miał niezbyt wesołą minę.









