BATE Borysów rzutem na taśmę awansowało do czwartej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, pokonując VSC Debreczyn 3:1. Autorem bramki na wagę awansu został były pomocnik Lecha Poznań, Siergiej Kriwiec, który pokonał bramkarza rywali w czwartej minucie doliczonego czasu.
Rywalem BATE Borysów w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów był węgierski klub VSC Debreczyn. W pierwszym meczu, który został rozegrany w Debreczynie, zwycięstwo 1:0 odniosła węgierska drużyna. Jedynego gola zdobył Senegalczyk Sidibe, który pokonał golkipera BATE po rzucie karnym. Dzięki małej zaliczce w postaci jednego gola zespół z Debreczyna jadąc co Borysowa, był uważany za nieznacznego faworyta do awansu do kolejnej rundy eliminacji. Rewanż znakomicie rozpoczął się dla Węgrów, którzy w 20. minucie po bramce z rzutu karnego wyszli na prowadzenie. Bramkarza BATE pokonał – podobnie jak w pierwszym meczu – Sidibe. W 39. minucie Białorusini doprowadzili do wyrównania. Bramkarza węgierskiego zespołu pokonał Waładźko. W 66. minucie BATE wyszło na prowadzenie za sprawą Radionowa i w Borysowie mieliśmy 2:1. Bramka napastnika BATE wlała nadzieje w serca białoruskich kibiców, że ich drużyna może awansować do kolejnej rundy eliminacji, jednak był jeden warunek – drużyna z Borysowa musi zdobyć jeszcze jedną bramkę. Wynik 2:1 w kontekście dwumeczu dawało awans zespołowi z Węgier. Czas upływał, a Białorusini nie mogli znaleźć recepty na pokonanie bramkarza rywali. Dopiero w 94. minucie Siergiej Kriwiec po strzale głową pokonał Novakovicia, zdobył upragnionego dla BATE trzeciego gola i po końcowym gwizdku to Białorusini, a nie Węgrzy, cieszyli się z awansu do kolejnej rundy.
Wydawało się, że po bramce, którą zdobył zespół z Debreczyna w rewanżu, Węgrzy mogą powoli zacząć świętować awans do czwartej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Drużyna z Białorusi pokazała jednak charakter, walcząc do końca i dzięki temu to teraz BATE spija śmietankę, a były zawodnik „Kolejorza”, Siergiej Kriwiec, został bohaterem białoruskiego klubu.
Mecz pomiędzy BATE Borysów a VSC Debreczyn pokazał, że Legia Warszawa nie może jeszcze świętować awansu do kolejnej rundy i podczas dzisiejszego spotkania z Celtikiem Glasgow „Legioniści” muszą dać z siebie wszystko i nie mogą pozwolić na zredukowanie swojej zaliczki wypracowanej w pierwszym meczu.










