W niedzielne popołudnie odbyło się sześć meczów Primera Division. W najciekawszych pojedynkach Barcelona przegrała z Atletico, Sevilla pokonała Osasunę, zaś Deportivo uległo Espanyolowi.
O miejsce w czołówce
Dla Deportivo La Coruna stawką meczu z Espanyolem Barcelona było czwarte miejsce, premiowane grą w Lidze Mistrzów. Aby osiągnąć cel, „El Depor” musiało wygrać z gospodarzami, którym każda zdobycz punktowa pomogłaby oddalić się od strefy spadkowej. Gracze z La Corunii, dodatkowo musieli trzymać kciuki za potknięcia Sevilli i Mallorki.
Ostatnie wyniki, zarówno gospodarzom, jak i gościom chluby nie przynoszą. O ile porażka Espanyolu z Realem Madryt była łatwa do przewidzenia, o tyle remis Deportivo z Malagą należy uznać za stratę dwóch punktów przez zespół Miguela Angela Lotiny.
Już początek spotkania pokazał, że Espanyol nie zamierza tanio sprzedać skóry i ułatwiać zadania wyżej notowanym gościom. Ivan Alonso groźnie strzelał na bramkę Aranzubii, jednak Bask świetnie obronił. W 38. minucie nie był jednak w stanie zatrzymać uderzenia Verdu, który udanie wykończył akcję Callejona. Goście w atakach na bramkę Kameniego byli nieporadni, ich ataki łatwo były rozbijane przez środkowych Espanyolu. Do przerwy wynik nie zmienił się. Gospodarze prowadzili z „Depor” 1:0.
O ile Deportivo miało jakiekolwiek szanse na wyrównanie, to legły ono w gruzach po czerwonej kartce dla Antonio Tomasa, w 54. minucie. Wtedy gra gości całkowicie straciła ład i porządek, a Esponyol poczuł, że może dobić rywala. Stało się to w 59. minucie, kiedy do asysty przy golu Verdu, trafienie własnego autorstwa dołożył Joan Verdu. Należy dodać, że gdyby nie postawa Aranzubii, Deportivo wyjeżdżałoby z Barcelony z pokaźnym bagażem bramek.
„El Depor” w niczym nie przypominali drużyny z poprzednich kolejek, która była zagrożeniem nawet dla najlepszych. Espanyol poradził sobie z rywalem bez większych kłopotów, zaś zwycięstwo to może okazać się symptomem lepszej gry tego zespołu w następnych kolejkach.
Mecz o odzyskanie honoru
Sevilla, która podejmowała w tej kolejce Osasunę, chciała zrehabilitować się za haniebny mecz sprzed tygodnia, który nie dość, że przegrała z outsiderem Saragossą 1:2, to jeszcze straciła dwóch zawodników, ukaranych czerwonymi kartkami.
Goście przyjechali na Ramon-Sanchez Pizjuan, by utrzymać passę czterech kolejnych zwycięstw z rzędu. W ostatnim meczu podopieczni Jose Antonio Camacho pokonali Teneryfę. Jednak Sevilla to nie ta sama klasa, co wspomniany beniaminek…
Potwierdzić mogły to pierwsze minuty meczu, za sprawą aktywnego Jesusa Navasa, który często posyłał dokładne piłki do swoich kolegów z przednich formacji, jednak ci nie byli w stanie stworzyć poważnego zagrożenia pod bramką Ricardo. W drużynie rywali gorszy nie chciał być jego vis a vis, Javier Camunas.
Pierwsza groźna akcja spotkania miała miejsce w 18. minucie, kiedy po dwójkowej akcji Masoud – Pandiani, do wysiłku Palopa zmusił ten drugi. Kilkanaście sekund później Sevilla miała okazję odgryźć się gościom, jednak Ricardo w bardzo dobry sposób uprzedził Luisa Fabiano. Między 22. a 28. minutą dwie bardzo dobre okazje mieli z kolei Calleja i Camunas, ale Andres Palop nie dał się zaskoczyć. Odpowiedź gospodarzy była zabójcza. W 34. minucie po świetnym górnym dograniu Capela, dokładny, mocny strzał głową oddał Fabiano. Do końca pierwszej części spotkania aktywni wcześniej goście nie byli w stanie „odgryźć się” Andaluzyjczykom.










