Bez niespodzianek na Estadio da Luz. Faworyzowana Benfica Lizbona, aktualny lider fazy ligowej Ligi Europy, pokonała Lecha Poznań 3:1. Bramki strzelali Rafa Silva, Gianluca Prestianni i Georgij Sudakow. Jedyną bramkę dla „Kolejorza” strzelił Leo Bengtsson.
Lech Poznań szybko stracił gola. Już w 5. minucie piłkę stracił Yannick Agnero. Benfica Lizbona wykorzystała przestrzeń, wyprowadziła akcję lewą stroną. Mateusz Lis w swoim stylu wypuścił piłkę z rąk i gospodarze cieszyli się z otwarcia wyniku. Autorem gola był Rafa Silva.
Lech Poznań znów szybko stracił gola
W pierwszych minutach próżno było szukać ofensywnych wyjść Lecha Poznań. „Orły” dominowały, dyktowały warunki. Przede wszystkim konstruowały ataki skrzydłami. „Duma Wielkopolski” nie dawała sobie rady z pressingiem gospodarzy, którzy skutecznie ucinali wszelkie próby rozegrania Lecha.
W 25. minucie strzał oddał Pablo Rodriguez, był jednak zdecydowanie za słaby, by choćby minimalnie zagrozić bramce Anatolija Trubina. Był to jedyny strzał Lecha w pierwszej odsłonie meczu. Najbardziej aktywnym piłkarzem po stronie portugalskiego zespołu był Andreas Schjelderup. Joel Pereira absolutnie nie był w stanie za nim nadążyć.
W 36. minucie atak próbował wyprowadzić Patrik Walemark. Szukał podaniem Daniela Hakansa, ale obrońca Benfiki zablokował zagranie na lewą flankę. Zazwyczaj próby wyjścia z kontrą mistrza Polski kończyły się mniej więcej w środkowej strefie boiska.
Z kolei w defensywie Lecha było nerwowo. Defensywa Lecha dawała sobie radę z wybiciami i asekuracją. Użyteczni w tej strefie byli zawodnicy środka pola, Radosław Murawski i Antoni Kozubal.
Po 38 minutach gry Lech wywalczył rzut rożny. Poznaniakom udało się po nim nieco dłużej zatrzymać w okolicach pola karnego Trubina. Goście nie byli jednak w stanie zmusić Ukraińca do interwencji. Mimo to światełkiem w tunelu był fakt, że Lech na nieco dłuższy czas zagościł na połowie rywala. Szukał fauli, wolnych przestrzeni, szanował moment, gdy miał posiadanie.
Mocne wejście w drugą część spotkania Benfiki Lizbona
W 45. minucie Benfica miała okazję na podwyższenie wyniku. Tuż przed linią bramkową wybijał Terry Yegbe – na dużym ryzyku, bowiem piłka odbiła się od poprzeczki, nim udało się oddalić zagrożenie. Nie znalazła się jednak w bramce.
Trudno mówić o bardzo złej grze Lecha. Gol stracony – owszem, dość głupio, ale w dalszej części gry „Kolejorz” nieźle się bronił i z czasem nabierał pewności. Niemniej nie przekładało się to na stworzenie zagrożenia pod bramką rywali. Dobrze obrazują to statystyki po pierwszych 45 minutach gry. Benfica oddała 12 strzałów, Lech zaledwie jeden, który wygenerował 0,03 xG.
W drugą połowę dużo lepiej weszła Benfica. Rafa Silva w 48. minucie wyszedł sam na sam z Mateuszem Lisem, ale nie udało mu się pokonać Polaka. W 55. minucie groźny strzał oddał Daniel Banjaqui, ale dobrą interwencją popisał się Mateusz Lis. Piłka wypadła w pole karne Lecha, ale gospodarze nie zamienili tego na groźną sytuację.











