Na inaugurację odnieśli historyczne pierwsze zwycięstwo, a w poniedziałkowy wieczór zapewnili sobie po raz pierwszy awans z grupy. Reprezentacja Austrii w końcu udowodniła, że potrafi sobie radzić na dużym turnieju i w swoim trzecim występie na Euro nie zawiodła swoich kibiców.
Układ gier reprezentacji Austrii był bliźniaczo podobny do tego, jaki ma na tym turnieju nasza reprezentacja. Na starcie przyszło im się mierzyć z teoretycznie najsłabszą drużyną w grupie, następnie z topowym rywalem i na końcu z rywalem o zbliżonych umiejętnościach.
Drużyna prowadzona przez Franco Fodę zrobiła jednak z tego terminarza większy pożytek. Na otwarcie turnieju nie bez problemów, ale udało im się pokonać Macedonię Północną 3:1. Pomogła w tym bardzo udana końcówka spotkania, gdzie liderzy drużyny wzięli sprawy w swoje ręce. To już napisało pierwszą historię tej reprezentacji. Był to ich pierwszy triumf w trzecim występie na mistrzostwach Europy. Dodatkowo Austria pobiła dorobek bramkowy, który miała na poprzednich dwóch turniejach, gdzie tylko dwukrotnie pokonywała bramkarza rywala.
Co więcej – „Unsere Burschen” czekali aż 31 lat na jakiekolwiek zwycięstwo na dużym turnieju. Ostatni raz udało im się to w 1990 roku na zakończenie mistrzostw świata, gdy pokonali 2:1 USA.
Mieli wszystko we własnych nogach
Po dobrym starcie przyszła wkalkulowana porażka z Holandią. Nie była ona jednak w złym stylu, ale w tle tego spotkania mieliśmy jeszcze aferę z Marko Arnautoviciem. Gwiazdor reprezentacji po strzelonym golu z Macedonią Północną zaczął wykrzykiwać różne nieprzyjemne słowa do zawodników rywali, w efekcie czego został zawieszony na jedno spotkanie. Później oczywiście przepraszał za swoje zachowanie, ale kary nie uniknął.
– To była po prostu emocjonalna potyczka. Po meczu oni przeprosili mnie, a ja ich. Do wszystkich osób, które poczuły się urażone, mówię: przykro mi, przykro mi, przykro mi. Zapomnijmy o tym wszystkim, to nie jest część futbolu – przyznał tuż po meczu Arnautović.
Wewnątrz reprezentacji nic się jednak nie zepsuło i do ostatniego spotkania z Ukrainą wszyscy przystąpili w pełni zmobilizowani. Do tego ze wspomnianym Arnautoviciem w wyjściowym składzie. Wydawało się, że to Ukraina była lekkim faworytem, zważając też na to, jakie spotkanie udało im się rozegrać przeciwko Holandii. Porażka 2:3 po fantastycznej drugiej części spotkania na pewno rozbudziła ich nadzieje na awans.










