Atletico Madryt dzięki bramce Diego Godina w 40. minucie spotkania wygrało z Osasuną Pampeluna 1:0 na Estadio Reyno de Navarra. Był to pojedynek kończący 21. serię gier hiszpańskiej Primera Division.
W pierwszym kwadransie spotkanie na Estadio Reyno de Navarra wyglądało tak, jak wyglądać miało – mnóstwo walki w środku pola, wiele strat i niecelnych zagrań. Obydwie ekipy kompletnie nie wiedziały, co zrobić z piłką, kiedy przedostawały się w pobliże pola karnego rywala. Dopiero w 16. minucie Radamel Falcao świetnie zgrał piłkę w pole karne do „Koke”, ten huknął bez przyjęcia, ale jego uderzenie zdołał wybronić Andres Fernandez. „Los Rojiblancos” wyraźnie odnaleźli właściwy rytm i zaczęli dominować nad wydarzeniami na boisku.

Atletico bardzo dobrze neutralizowało ofensywne zapędy Osasuny, która postawiła przede wszystkim na ataki skrzydłami. W końcu w 20. minucie Lamah wbiegł właśnie ze skrzydła w pole karne Atletico, ale oddał niecelny strzał z ostrego kąta. Belg nie załamał się nieudaną próbą i 180 sekund później znowu chciał sprawdzić bramkarza z Madrytu, z tym że oddany przez niego strzał był zdecydowanie zbyt lekki, aby mógł wyrządzić ekipie ze stolicy jakąkolwiek krzywdę. Dwie akcje Lamaha wyraźnie pobudziły gospodarzy do aktywniejszej gry, bo w kolejnych minutach to właśnie zespół z Pampeluny częściej utrzymywał się przy piłce. Nie wynikały z tego niestety żadne bramkowe sytuacje, jednak to samo można było powiedzieć o Atletico.
W końcu na sześć minut przed końcem pierwszej odsłony obudzili się przyjezdni. Filipe Luis popisał się fantastycznym rajdem z lewej strony, mijając aż trzech obrońców Osasuny, ale jego podanie wzdłuż bramki zostało wybite na rzut rożny. Jednak to właśnie po stałym fragmencie gry podopieczni Diego Simeone wyszli na prowadzenie. W zmieszaniu na piątym metrze najlepiej odnalazł się Godin, który mocnym strzałem nogą wpakował w końcu piłkę do siatki. Pampeluńczycy rzucili się do odrabiania strat, ale nie od dziś wiadomo, że w pośpiechu niczego się nie osiągnie. Rezultatem niefrasobliwych akcji gospodarzy była kontra stołecznych, po której arbiter podyktował dla nich rzut wolny z około 30 metrów. Do stojącej piłki podszedł „Koke”, ale pomylił się o pół metra. Chwilę później szansę na podwyższenie wyniku miał jeszcze Adrian, ale wdał się w o jeden drybling za dużo i stracił piłkę w polu karnym. Po 45 minutach sędzia zaprosił zawodników na przerwę.
Po zmianie stron nie musieliśmy czekać aż piętnastu minut na to, aby zagościć w polu karnym jednego z bramkarzy. Już w 1. minucie drugiej połowy na bramkę gospodarzy uderzał bowiem Adrian, ale problemów z obroną piłki nie miał Andres Fernandez. O ile w tej sytuacji gracz Atletico pomylić się mógł, o tyle pięć minut później bezwzględnie piłkę w siatce umieścić powinien. Hiszpański napastnik dostał podanie do Falcao, po czym znalazł się sam na sam z bramkarzem, jednak zamiast od razu oddawać strzał, postanowił zejść z futbolówką do boku, co wykorzystał Andres, który wybronił jego uderzenie. Dobitka sprzed pola karnego jednego z „Los Colchoneros” minęła zaś bramkę o kilkanaście centymetrów.











