Atletico Madryt pokonało w wyjazdowym starciu Rayo Vallecano 1:0. Derby Madrytu musiały się podobać, choć padła w nich tylko jedna bramka, zdobyta przez niezawodnego Radamela Falcao.

Pojedynek Rayo z Atletico, jak zresztą przystało na derby stolicy, od pierwszej minuty po prostu musiał się podobać. Mnóstwo walki, mnóstwo sytuacji i nadzwyczajnie wysokie tempo. Początek meczu należał do gospodarzy, którzy próbowali przejąć inicjatywę i w pierwszych dziesięciu minutach im się to udawało. Pierwszą groźną okazję Rayo stworzyło sobie w 8. minucie. Movilla uderzał sprzed pola karnego, ale na rzut rożny piłkę wybił Courtois. Trzy minuty później odpowiedziało Atletico. Adrian zagrywał futbolówkę wzdłuż bramki, ale Falcao został uprzedzony przez bramkarza gospodarzy. W kolejnych minutach Adrian dwoił się i troił. W 16. minucie zagrał świetną piłkę do Filipe Luisa, ale jego uderzenie wybronił Cobeno. Po 20 minutach piłka w końcu wpadła do siatki, jednak sędzia liniowy dopatrzył się spalonego po strzale głową Falcao.
Chwilę po nieuznanym gola kolumbijskiego napastnika znowu na skrzydle rozszalał się Adrian. Hiszpan ruszył lewą flanką i po raz kolejny dograł piłkę wzdłuż bramki, ale znowu nie był w stanie dojść do niej Falcao. W kolejnej akcji po szybko rozegranej kontrze strzału z dystansu próbował Salvio, ale nie trafił w światło bramki. Po pół godzinie do głosu znowu doszło Rayo. Trashorras dorzucił cudowną piłkę na piąty metr do Raula Tamudo, ten jednak uderzył mało precyzyjnie, a i tak mnóstwo problemów z obroną tego strzału miał Courtois. Siedem minut później w podobnej, a nawet jeszcze lepszej sytuacji znalazł się Mario Suarez, ale po dośrodkowaniu z rzutu wolnego uderzył głową wprost w Cobeno, nie wykorzystując stuprocentowej okazji. Ostatni akord w pierwszej połowie należał do gospodarzy. Na minutę przed końcem na strzał z dystansu zdecydował się Lass, jednak piłka nie zatrzepotała w siatce. Chwilę później arbiter zaprosił zawodników na przerwę.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy to wielkie zawody w wykonaniu Rayo. Podopieczni Sandovala nie wypuszczali półfinalisty Ligi Europy z jego połowy. Gracze Simeone kompletnie nie radzili sobie z szybkimi akcjami przeciwnika. Pierwszą groźną szansę Rayo stworzyło sobie w 52. minucie, jednak defensorzy „Los Colchoneros” rozpaczliwie zdołali zablokować strzały Trashorrasa i Tamudo. Cztery minuty później do wrzutki z prawej strony boiska doszedł „Michu”, ale piłka po uderzeniu głową przeleciała obok bramki. W 64. minucie mieliśmy zaś potwierdzenie starego piłkarskiego porzekadła, iż niewykorzystane sytuacje się mszczą. Jeden błąd w rozegraniu piłki, który wykorzystał Juanfran, przejmując futbolówkę i zagrywając ją do przodu do Falcao, zakończył się golem dla gości. Prawy defensor Atletico wyprzedził jednego z rywali i od razu zagrał do kolumbijskiego napastnika. Ten bez problemu przepchał Raula Bravo, po czym uprzedził bezmyślnie wychodzącego do piłki na 30. metr Cobeno i umieścił piłkę w siatce.











