Atletico wraca na drogę zwycięstw


Atletico Madryt pokonało na własnym stadionie Deportivo la Coruna 2:0. Oba gole padły w pierwszej, bardzo ciekawej połowie. Druga rozczarowała, na boisku nie działo się nic ciekawego.


Udostępnij na Udostępnij na

Ostatni z dzisiejszych meczów La Liga rozpoczął się o godzinie 22. Na Vicente Calderon starły się jedenastki popadającego w przeciętność Atletico i z przeciętności się podnoszącego Deportivo. Jedyna niespodzianka w składach obu ekip to brak Diego Godina, którego Quique Flores wyraźnie obwinia za słabą serię spotkań. Urugwajczyka zastąpił Dominguez.

Mecz od mocnego uderzenia rozpoczęło Atletico. Już w 4. minucie Kun wpadł w pole karne i został sfaulowany przez bramkarza „El Depor”, Daniego Aranzubię. Sędzia nie wahał się, faulującego ukarał żółtą kartką, a faulowanemu przyznał rzut karny, którego na gola chciał zamienić Diego Forlan. Na właśnie, chciał. Jego całkiem dobry strzał spektakularnie obronił Dani. To już druga dziś obroniona „jedenastka” w La Liga. Szaleństwo.
Szaleństwo trwało dalej. Dwie minuty później gola zdobył Sergio Aguero. W ciągu ośmiu minut piłkarze Deportivo zarobili trzy żółte kartki. Wszystko działo się niesłychanie szybko, akcja za akcją, faul za faulem. Wreszcie dobre zawody zdawał się rozgrywać Filipe Luis, który odżył w meczu przeciwko byłym kolegom. Swoje okazje mieli Forlan, Tiago, Simao oraz po drugiej stronie Lassad. W 18. minucie na strzał z dystansu zdecydował się najlepszy gracz niedawnego mundialu. Strzał mu wyszedł, ale Aranzubii wyszła też obrona.
Atletico na przemian atakowało pozycyjne i z kontry. Ciągle nękana obrona Deportivo (która, przypomnijmy, składa się z pięciu piłkarzy) wyraźnie się gubiła. Przed niemal pewną stratą gola uchronił ich sędzia, odgwizdując wyimaginowanego spalonego. W 27. minucie z rzutu wolnego groźnie uderzał Forlan, jednak przegrał wobec współpracy rękawic Aranzubii i prawego słupka jego bramki. Urugwajczyk w ciągu niecałych trzydziestu minut próbował już strzelać z każdej możliwej pozycji, z rzutu karnego i rzutu wolnego. Na twarzy blondwłosego snajpera malowała się coraz większa rezygnacja. Chwilę potem Filipe Luis w niezrozumiały sposób spowolnił kontrę, która miała wszystkie cechy akcji bramkowej. Z trzech na jednego zrobiło się sześciu na trzech.
W 34. minucie dublet skompletował Aguero, który zachował zimną krew w sytuacji sam na sam z golkiperem rywala i lekkim podcięciem posłał piłkę po jego ręce do bramki. Klasa. W ogóle Argentyńczyk był odpowiedzialny za praktycznie każdą dobrą akcję ofensywną „Los Colchoneros”.
Na przerwę piłkarze Atletico schodzili zadowoleni – zrealizowali założenia trenera i kompletnie rozłożyli obronę Deportivo.

Trener Lotina w drugiej połowie zdecydował się na zmianę systemu gry – zdjął jednego obrońcę, a w jego miejsce wpuścił pomocnika, ustawiając piłkarzy w system 4-2-3-1. Trzeba przyznać, że ten ruch był dobry. Deportivo grało lepiej w drugiej linii, szybciej i pewniej w ataku i uważniej w obronie. W 50. minucie tylko niesamowita szybkość Filipe uchroniła De Geę przed koniecznością pokazania pełni swoich umiejętności w sytuacji sam na sam z napastnikiem „El Depor”. Goście wyraźnie przeważali, spychając Atletico do coraz bardziej desperackiej obrony. Tylko stałe fragmenty gry przynosiły odpoczynek i zagrożenie pod bramką Daniego. Trzy kolejne rzuty rożne – trzy kolejne groźne strzały.
Mijały minuty, a na boisku nie działo się nic ciekawego. Gdyby kibice mieli do dyspozycji śnieg, pewnie ulepili by bałwana wyglądającego jak Diego Forlan. Nie mieli śniegu, więc sobie coś śpiewali – pewnie o Forlanie grającym jak bałwan.
Urugwajczyk zszedł na dwanaście minut przed końcem, zastąpił go Fran Merida.

Na kilka sekund przed końcem regulaminowego czasu gry Kun Aguero powinien skompletować hat-tricka. Minął bramkarza, strzelił z ostrego kąta, ale nie trafił. Argentyńczyk chwilę potem spróbował jeszcze raz – efekt był podobny.

Ten mecz miał udowodnić wszystko, a na dobrą sprawę nie udowodnił nic. Deportivo, mimo porażki, pokazało potencjał. Atletico, mimo zwycięstwa, nie zachwyciło.

Komentarze
~Raath' (gość) - 15 lat temu

Szkoda Deportivo! Kiedyś taki dobry klub, a teraz...

darkos (gość) - 15 lat temu

kiedys to i Sewilla,Betis,Malaga czy Bilabao dobre
byly...

~Marcin77 (gość) - 15 lat temu

Atletico PATETICO!!! 8/ Szkoda "El Depor"

Najnowsze