Atletico Madryt pokonało na własnym stadionie Granadę 2:0. Bramki dla gospodarzy zdobywali Joao Miranda w pierwszej połowie i Radamel Falcao w doliczonym czasie gry drugiej odsłony.
Granada wyszła na murawę stadionu Vicente Calderon bez absolutnie żadnych kompleksów. Andaluzyjczycy nie przestraszyli się będącego w dobrej formie rywala i od początku wysoko go atakowali, uniemożliwiając konstruowanie składnych akcji. Głównie to było powodem braku jakichkolwiek okazji do zdobycia bramki w pierwszym kwadransie spotkania. Trzeba również zaznaczyć, że w poczynaniach obydwu zespołów było bardzo wiele niedokładności. Z biegiem czasu Atletico zaczęło przejmować kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami, lecz jedyne, i tak marne, sytuacje stwarzało po centrach z narożnika, z którymi defensorzy gości bez problemu sobie radzili. Julio Cesar zaskoczyć mógł tylko raz Salvio, ale golkiper drużyny beniaminka poradził sobie z jego uderzeniem.

Pierwszą zdecydowanie groźniejszą akcję przeprowadzili przyjezdni w 19. minucie pojedynku. Jaime rozegrał piłkę z lewej strony z jednym z partnerów z drużyny i pognał w okolice pola karnego, jednak wrzutka do wbiegającego w „szesnastkę” Uche okazała się nieco za wysoka. W kolejnych minutach to „Los Colchoneros” próbowali szybkich, oskrzydlających akcji, ale za każdym razem brakowało im ostatniego, celnego podania, jak chociażby w przypadku Gabiego, który zbyt długo zwlekał z oddaniem piłki do dobrze ustawionego Falcao i w efekcie stracił futbolówkę na rzecz jednego z defensorów. W 26. minucie znowu odgryźć próbowała się Granada za sprawą Jaime, który bardzo sprytnie wywalczył piłkę w polu karnym, ale podobnie jak w przypadku Gabiego, zbyt długo zastanawiał się, co z nią zrobić. W efekcie czystym wślizgiem odebrał mu ją Godin. 120 sekund później po raz kolejny z lewej strony szarżował Jaime, futbolówka w końcu spadła pod nogi Uche, którego uderzenie z osiemnastu metrów minęło o dobry metr bramkę Courtoisa. Pech chciał, że po pół godzinie gry bardzo dobrze dysponowany Jaime nabawił się kontuzji i jego miejsce na boisku zająć musiał Henrique.
Na Calderon dalej nic się nie zmieniało. Atletico próbowało grać swoją piłkę, jednak to Granada stwarzała sobie lepsze sytuacje, w których można było już poważnie zagrozić przeciwnikowi. Niestety, strzały podopiecznych Abela Resino były albo niecelne, albo zbyt lekkie, by zaskoczyć Courtoisa. W końcu nadeszła 38. minuta, w której to gospodarze bardzo sprytnie rozegrali rzut wolny sprzed pola karnego, a po tym stałym fragmencie wywalczyli rzut rożny. Wrzutka z narożnika boiska zasiała chaos w „szesnastce” Granady, w którym najlepiej na piątym metrze odnalazł się Miranda, pokonując Julio Cesara mocnym strzałem pod poprzeczkę. Kilka chwil później to goście mieli okazję zdobyć bramkę po stałym fragmencie, ale uderzenie z rzutu wolnego wyłapał Courtois. Ostatecznie, choć Granada dwukrotnie próbowała jeszcze zaskoczyć bramkarza Atletico, wynik do przerwy zmianie już nie uległ.










