Gospodarze po raz kolejny pokonali Stoke City 1:0, dzięki czemu awansowali do 1/8 finału Ligi Europy. Jedyną bramkę zdobył Jonas.
Po wyjazdowym zwycięstwie Valencia mogła w miarę spokojnie przygotować się do tego spotkania. Jednobramkowa przewaga nie była jednak gwarantem awansu do 1/8 finału Ligi Europy, ponieważ Stoke to drużyna niezwykle ambitna i waleczna. Podobnie jak w pierwszym spotkaniu tych drużyn, na ławce rezerwowych usiadł Roberto Soldado. Hiszpańska ekipa w niedzielę wysoko przegrała z FC Barcelona, a Stoke ograło czwartoligowy Crawley, dzięki czemu awansował do ćwierćfinału Pucharu Anglii. Wyniki tych spotkań mogły mieć wpływ na atmosferę w obu zespołach. Tony Pulis nie zabrał do Hiszpanii kluczowych zawodników, w tym Petera Croucha, dając im czas na zregenerowanie sił. Wielu z pewnością zdziwił widok ławki rezerwowych Stoke. Trener angielskiej ekipy na mecz z Valencią zabrał tylko szesnastu zawodników.

Już w pierwszej akcji gospodarze wywalczyli rzut wolny z osiemnastu metrów. Do piłki podszedł Daniel Parejo, a jego strzał wylądował na poprzeczce bramki Sorensena. Szybko strzelony gol znacznie utrudniłby zadanie Anglikom. Początek spotkania pokazał, że Stoke nie przyjechało się bronić, ale walczyć o awans. Długie wyrzuty z autu Rory’ego Delapa tradycyjnie siały popłoch w polu karnym przeciwnika. Stoke bez Croucha, kapitana Ryana Shawcrossa czy Jonathana Waltersa miało być łatwym łupem dla Valencii, ale pierwszy kwadrans minął na wyrównanej walce obu drużyn. Licznie zgromadzeni angielscy kibice w dobrym humorze mogli zacząć swoje przyśpiewki. W 15. minucie po wrzutce Delapa głową nieskutecznie uderzył Kenwyne Jones. Valencia co jakiś czas nieśmiało atakowała, ale ostatnie podania były niedokładne bądź sędzia odgwizdywał spalonego. Stoke starało się kilkoma szybkimi zagraniami uruchamiać swoich napastników. Taką akcję przeprowadził Wilson Palacios, który zagrał prostopadłą piłkę do Jonesa, a ten w dobrej sytuacji nie potrafił pokonać bramkarza gospodarzy.
W 24. minucie wspaniałym rajdem popisał się Pablo Hernandez, dojrzał w polu karnym Jonasa, a temu nie pozostało nic innego, jak umieścić piłkę w siatce. Warto zaznaczyć, że w tej samej akcji sędzia powinien odgwizdać faul na zawodniku Stoke. Angielski zespół nie poddawał się, znów w głównej roli mogliśmy zobaczyć Jonesa. Najlepszy strzelec Stoke w europejskich pucharach mocno uderzył zza pola karnego, ale na posterunku był Guaita. Gracze Stoke, jak na Wyspiarzy przystało, wygrywali większość pojedynków główkowych zarówno w defensywie, jak i ofensywie, Hiszpanie natomiast lepiej radzili sobie z atakiem pozycyjnym. Piłkarze Valencii byli bliscy podwyższenia na 2:0, ale nieczysto w piłkę trafił Aritz Aduriz. Dobrze w tej sytuacji podłączył się Bruno Saltor. Na przerwę w lepszych humorach mogli zejść piłkarze Valencii.

Podopieczni Pulisa, wiedząc, że muszą zdobyć dwie bramki, aby awansować, już od początku drugiej części gry ruszyli do przodu. Wyspiarze ostro naciskali Valencię już na jej połowie. „Los Ches” nie forsowali tempa gry, spokojnie czekając na swoją okazję. Jeden z nielicznych strzałów z dystansu oddał Adil Rami, który w niedzielnym starciu z Barceloną zagrał fatalnie. Z trybun dało się słyszeć angielskich fanów, którzy przez długi czas zagłuszali kibiców Valencii. W kolejnych minutach piłkarze Stoke wyglądali, jakby powoli tracili wiarę w awans. Ich akcje nie zagrażały bramce gospodarzy, jedynym pomysłem była długa piłka na któregoś z ofensywnych graczy. Zawodnicy Unaia Emery’ego nadal starali się grać swoje, a ożywienie w ich poczynania miał wprowadzić Roberto Soldado, który został przywitany owacjami. Pulis, wpuszczając na plac Pennanta za Palaciosa, dał sygnał, że chce przyśpieszyć grę swojej drużyny.
Dwadzieścia minut przed końcem spotkania po raz kolejny ładnie z rzutu wolnego uderzył Parejo, ale Sorensen nie dał się zaskoczyć. Wśród angielskich zawodników można było zauważyć coraz większą frustrację. Dalekie wyrzuty Delapa okazywały się za słabą bronią, aby zaskoczyć obronę Valencii. Gra zaczynała być nerwowa, a w polu karnym gospodarzy kilka razy dochodziło do sprzeczek między zawodnikami. W 78. minucie po fatalnie rozegranym rzucie wolnym przez gości sam na sam z bramkarzem znalazł się Soldado. Hiszpan nie potrafił pokonać dobrze dysponowanego tego dnia Sorensena. Stoke powinno grać bardziej ryzykownie. Pod koniec spotkania awans „Los Ches” mógł przypieczętować Pablo Hernandez, ale z rzutu wolnego posłał piłkę nad poprzeczką. Można mieć pretensje do Wyspiarzy, że nie postawili w drugiej połowie wszystkiego na jedną kartę.