We Francji pozostały do końca zaledwie trzy kolejki, lecz wciąż jest kilka niewiadomych, szczególnie w górze tabeli. Na dole sytuacja jest trochę klarowniejsza, gdyż do obsadzenia pozostało tylko jedno miejsce spadkowe. Kto zatem otrzyma ten „zaszczyt” i zamknie niechlubną trójkę? Przedstawiam swoje typy.
RC Lens
To właśnie Lens jest tym zespołem, który w ostatnich spotkaniach został skazany na degradację. Pomimo wciąż matematycznych szans (trzy kolejki i sześć punktów straty do bezpiecznej strefy), nikt nad Sekwaną nie ma złudzeń, iż „Złocisto-krwiści” będą musieli się pożegnać z ekstraklasą. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy miało być wczorajsze spotkanie z Girondins Bordeaux. Przed tym meczem gospodarze nie wygrali od sześciu kolejek, a za przeciwnika mieli rozgoryczonych „Żyrondystów”, na których miał podziałać efekt nowego trenera.
Pablo Correa nie najlepiej zrobił, ogłaszając swoje odejście (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Na przekór jednak wszystkim Lens walczy do końca. Jedyną bramkę zdobył na cztery minuty przed końcem spotkania Adil Hermach. Tym samym jego drużyna resztkami sił złapała się ostatniej deski ratunku. Wiadomo, że sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, ale ciekawie wygląda kalendarz piłkarzy, który okazać się może zbawienny. W ostatnich trzech kolejkach Lens spotka się z dwoma bezpośrednio zagrożonymi zespołami, czyli Monaco i Nancy, a także z najsłabszym w lidze Arles Avignon, z którym nie trudno o bezcenne w tej chwili punkty.
Możliwe, że zwycięstwo z Bordeaux przyszło za późno, że gdyby trzy punkty wpadły jedną lub dwie kolejki wcześniej, to wszystko byłoby jeszcze możliwe. Jednak pomimo iluzorycznych szans na pozostanie w lidze, po piłkarzach z północnej Francji spodziewać się można walki póki nadzieja istnieje. W końcu od czego mają swoich sympatyków, od których mogą czerpać nieprzebrane ilości energii. Podopieczni Laszlo Boloniego ostatniego słowa jeszcze w tym sezonie nie powiedzieli.
Mój typ: 19. miejsce i spadek
AS Nancy
Gdy na spadek skazane są już dwa zespoły, Arles Avignon i Lens, to szukać trzeba teraz chętnego do objęcia trzeciego z niebezpiecznych miejsc. Kto by pomyślał, że w ostatniej fazie rozgrywek okupować je będzie ekipa Nancy, po jesiennej rundzie 13. w tabeli. Pewna regularność w działaniach jej piłkarzy dawała komfort, iż nawet balansując nad przepaścią, ostatecznie wyjdą na swoje. Jeszcze w marcu zdołali pokonać dwóch bezpośrednich rywali, czyli Monaco i Caen, wyciągając się z niebezpiecznego 17. miejsca. Teraz jest jednak znacznie gorzej.
Wtedy nastąpił kluczowy zwrot akcji. Dość niepozornie wyglądające zdarzenie, którym była deklaracja urugwajskiego szkoleniowca Nancy, iż z końcem sezonu opuści klub, odmieniła wyniki jego podopiecznych. Pablo Correa przyznał wtedy, że brakuje mu środków, by dotrzeć do piłkarzy. Sytuacja od tego momentu stawała się coraz dramatyczniejsza. Kolejne siedem spotkań przyniosły mierną zdobycz punktową w postaci czterech oczek, wszystkie z remisów. Wymienić tu trzeba także upokarzający bezbramkowy rezultat w Lotaryngii z Arles. Jeżeli trzeba zdobywać punkty, to lepsza okazja już się nie nadarzy.
Do końca sezonu piłkarze Correi zmierzą się również z innymi zespołami z dołu tabeli, Niceą i Lens, przyjmując je na swoim boisku, a trzecim rywalem będzie ekipa Rennes, która ostatnimi czasy nie może odnaleźć się zupełnie na murawie, choć do końca walczyć będzie o utrzymanie zagrożonej piątej pozycji. Kalendarz nie najgorszy, tym bardziej że drużyna udowodniła niedawno na Parc des Princes, że grać w piłkę potrafi. Ale do utrzymania potrzebne są zwycięstwa.
Mój typ: 17. miejsce i utrzymanie
AS Monaco
Chu-Young Park stał się istnym przywódcą Monaco (fot. live4liverpool.com)
Prawie przez cały sezon piłkarski świat przecierał oczy ze zdumienia, że jednym z najbardziej realnych spadkowiczów jest AS Monaco. Klub z Księstwa jeszcze nie tak dawno, bo w 2004 roku, uczestniczył w finale Ligi Mistrzów, a w ostatniej dekadzie poprzedniego stulecia regularnie zdobywał krajowe trofea. W pewnym momencie degradacja wydawała się nieunikniona, choć wiara zarządu w możliwości Guy Lacombe’a, poprzedniego szkoleniowca „Czerwono-białych”, przekraczała kolejne limity. To przecież w Księstwie najpóźniej doszło do trenerskiego przetasowania wśród drużyn, które najbardziej w tym sezonie zawiodły i co ciekawe, w najmniej dogodnym momencie. Gdy Boloni miał na przygotowanie i poznanie drużyny całą przerwę zimową, to Laurent Banide otrzymał posadę dopiero po styczniowym blamażu z Chambery w Pucharze Francji, tuż przed pierwszą wiosenną kolejką.
Monaco w tej rundzie znacznie poprawiło swoje notowania. Aż dziwne było, że tak przyzwoity skład nie mógł do tej pory regularnie gromadzić punktów. Trener Banide, wcześniej związany z tym klubem przed kilku laty, gdy również ratował drużynę przed spadkiem, bardzo powoli i stopniowo zmieniał mentalność piłkarzy. Z chodzących po boisku pechowców, którym los kłody rzuca pod nogi, stali się pełnymi werwy i energii piłkarzami walczącymi o swoje. Widać to było szczególnie w meczach, w których pomimo deficytu w potencjale piłkarskim, potrafili wydrzeć trzy punkty czy to Bordeaux, czy Lille.
Na Lazurowym Wybrzeżu doszło do wielkiej przemiany i nie za sprawą niesamowitych nazwisk, jakie pojawiły się w styczniu (do zespołu dołączył Mahammadou Diarra z Realu Madryt, który poza kilkoma pierwszymi meczami nie miał większego wpływu na zespół), lecz szkoleniowca, próbującego wykrzesać ze swoich podopiecznych to, co najlepsze. Nowe oblicze w bieżących rozgrywkach pokazał Chu-Young Park, stając się ostoją całej ekipy. W najodpowiedniejszym momencie wybuch skuteczności pojawił się u Georgiego Welcome’a z Hondurasu. Nie przekreśli tego wizerunku nawet ostatnia wysoka porażka w Sochaux, które w roli gospodarza odnajduje się zawsze perfekcyjnie.
Do końca rozgrywek pozostały jeszcze piłkarzom z Księstwa pojedynki z Lens i Lyonem u siebie oraz wyjazd do Montpellier. Jeden z najtrudniejszych układów ze wszystkich ekip w dolnej części tabeli. Jednak to z największymi Monaco pokazało wszystko co najlepsze (dwa remisy z Marsylią, dwa remisy z PSG, cztery punkty zdobyte z Bordeaux i remis na początek sezonu w Lyonie), więc strzeżcie się rywale.
Mój typ: 16. miejsce i utrzymanie
SM Caen
Pierwszy z dwóch beniaminków w moim zestawieniu. Caen rozpoczęło sezon jako pogromca wielkich (zwycięstwa z OL i OM), ale im dalej w las… Wydawało się, że po rocznej rozłące z Ligue 1 Normandczycy powracają w wielkim stylu. Coś jednak zaczęło się powoli psuć. Łatwe straty punktów, głupie błędy w obronie to największe grzechy tego zespołu. Nigdy w przeciągu całego sezonu nie mieli problemów tylko ze skutecznością, gdyż najlepszy w tym zestawieniu Youssef El Arabi jest podium w klasyfikacji najlepszych strzelców z siedemnastoma trafieniami. Pomaga mu również bramkostrzelny pomocnik, Romain Hamouma, jedno z objawień wiosennej rundy.
Elana prawdopodobnie będzie mógł błyszczeć również w przyszłym sezonie (fot. l’equipe.fr)
Co ważne, klub z Normandii jest jedynym klubem spośród najbardziej zagrożonych spadkiem, patrząc na przebieg całego sezonu, który nie pożegnał się z trenerem. Franck Dumas przekonał władze, iż jest w stanie uratować dla zespołu ligę na dłużej niż jeden sezon i konsekwentnie to realizuje. Piłkarze nie grają jakiegoś zatrważająco pięknego futbolu, lecz są skuteczni do bólu i co najważniejsze, nie zwieszają głów. Na siedem i osiem kolejek przed końcem okupowali przeklęte miejsce, czyli osiemnaste i sam przyznam się, iż nie wierzyłem, by do końca sezonu coś mogłoby ulec zmianie.
Zaskoczeniem była wiktoria w Nicei, gdzie gospodarze nigdy nie oddają łatwo pola, a w spotkaniu z Caen dali sobie wbić aż cztery bramki. Problemem może być tylko układ najbliższych rywali. Jako że ostatnie trzy kolejki we Francji są rewanżami za inauguracyjne trzy, to piłkarzy Dumasa czekają potyczki kolejno z Montpellier, Lyonem i Marsylią. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.
Mój typ: 18. miejsce i spadek
Stade Brestois
Z grona tegorocznych beniaminków z największymi szansami na utrzymanie. Brest powrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej po dwudziestoletniej przerwie, ale trudno zauważyć jakąkolwiek przepaść pomiędzy nim a resztą stawki. W okolicach 11. i 13. serii spotkań piłkarze znaleźli się nawet na samym szczycie, prowadząc bardzo efektywną taktyką, która skupiała się na dobrej grze w defensywie. Wtedy też ich bramkarz, Steeve Elana, bił rekordy minut bez puszczonej bramki. Wiosną wiele się jednak zmieniło. Niezdobyty dotąd bretoński fort padł przy pierwszej nadarzającej się okazji w pojedynku z Caen, a znakomite mecze, które na jesieni były regułą, teraz stały się rzadkim luksusem.
Brest jest ostatnią drużyną z tych, które osiągnęły magiczną liczbę 42 punktów. Jednak coś, co przez kilka ostatnich sezonów było symbolem spokoju, dziś wciąż nie gwarantuje bezpieczeństwa. Nie wiadomo, czy najwyżej sklasyfikowana zdegradowana ekipa nie będzie miała podobnej albo i większej zdobyczy. Jeśli nawet tak się stanie, Bretończykom brakuje naprawdę niewiele, by móc ze spokojem wyglądać kolejnego sezonu.
Kalendarz nie należy do najłatwiejszych, ale dwa z trzech spotkań SB29 zagra na własnym obiekcie, którego magia, choć osłabiona, wciąż istnieje. Do Bretanii przyjadą OL oraz Tuluza i mimo iż są to mocne firmy, to o ich solidności niewiele można powiedzieć, szczególnie w meczach wyjazdowych. Trzeci rywal to Auxerre, które w minionej serii spotkań rozgromiło na Stade Abbe Deschamps wielki Lyon i tu przeprawa może być o niebo trudniejsza. Tylko czy zadowolone ze swojej pozycji w tabeli AJA pokusi się o równie piękną grę? Szczerze w to wątpię.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
We Francji pozostały do końca zaledwie trzy kolejki, lecz wciąż jest kilka niewiadomych, szczególnie w górze tabeli. Na dole sytuacja jest trochę klarowniejsza, gdyż do obsadzenia pozostało tylko jedno miejsce spadkowe. Kto zatem otrzyma ten „zaszczyt” i zamknie niechlubną trójkę? Przedstawiam swoje typy.
RC Lens
To właśnie Lens jest tym zespołem, który w ostatnich spotkaniach został skazany na degradację. Pomimo wciąż matematycznych szans (trzy kolejki i sześć punktów straty do bezpiecznej strefy), nikt nad Sekwaną nie ma złudzeń, iż „Złocisto-krwiści” będą musieli się pożegnać z ekstraklasą. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy miało być wczorajsze spotkanie z Girondins Bordeaux. Przed tym meczem gospodarze nie wygrali od sześciu kolejek, a za przeciwnika mieli rozgoryczonych „Żyrondystów”, na których miał podziałać efekt nowego trenera.
Pablo Correa nie najlepiej zrobił, ogłaszając swoje odejście (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Na przekór jednak wszystkim Lens walczy do końca. Jedyną bramkę zdobył na cztery minuty przed końcem spotkania Adil Hermach. Tym samym jego drużyna resztkami sił złapała się ostatniej deski ratunku. Wiadomo, że sytuacja jest nie do pozazdroszczenia, ale ciekawie wygląda kalendarz piłkarzy, który okazać się może zbawienny. W ostatnich trzech kolejkach Lens spotka się z dwoma bezpośrednio zagrożonymi zespołami, czyli Monaco i Nancy, a także z najsłabszym w lidze Arles Avignon, z którym nie trudno o bezcenne w tej chwili punkty.
Możliwe, że zwycięstwo z Bordeaux przyszło za późno, że gdyby trzy punkty wpadły jedną lub dwie kolejki wcześniej, to wszystko byłoby jeszcze możliwe. Jednak pomimo iluzorycznych szans na pozostanie w lidze, po piłkarzach z północnej Francji spodziewać się można walki póki nadzieja istnieje. W końcu od czego mają swoich sympatyków, od których mogą czerpać nieprzebrane ilości energii. Podopieczni Laszlo Boloniego ostatniego słowa jeszcze w tym sezonie nie powiedzieli.
Mój typ: 19. miejsce i spadek
AS Nancy
Gdy na spadek skazane są już dwa zespoły, Arles Avignon i Lens, to szukać trzeba teraz chętnego do objęcia trzeciego z niebezpiecznych miejsc. Kto by pomyślał, że w ostatniej fazie rozgrywek okupować je będzie ekipa Nancy, po jesiennej rundzie 13. w tabeli. Pewna regularność w działaniach jej piłkarzy dawała komfort, iż nawet balansując nad przepaścią, ostatecznie wyjdą na swoje. Jeszcze w marcu zdołali pokonać dwóch bezpośrednich rywali, czyli Monaco i Caen, wyciągając się z niebezpiecznego 17. miejsca. Teraz jest jednak znacznie gorzej.
Wtedy nastąpił kluczowy zwrot akcji. Dość niepozornie wyglądające zdarzenie, którym była deklaracja urugwajskiego szkoleniowca Nancy, iż z końcem sezonu opuści klub, odmieniła wyniki jego podopiecznych. Pablo Correa przyznał wtedy, że brakuje mu środków, by dotrzeć do piłkarzy. Sytuacja od tego momentu stawała się coraz dramatyczniejsza. Kolejne siedem spotkań przyniosły mierną zdobycz punktową w postaci czterech oczek, wszystkie z remisów. Wymienić tu trzeba także upokarzający bezbramkowy rezultat w Lotaryngii z Arles. Jeżeli trzeba zdobywać punkty, to lepsza okazja już się nie nadarzy.
Do końca sezonu piłkarze Correi zmierzą się również z innymi zespołami z dołu tabeli, Niceą i Lens, przyjmując je na swoim boisku, a trzecim rywalem będzie ekipa Rennes, która ostatnimi czasy nie może odnaleźć się zupełnie na murawie, choć do końca walczyć będzie o utrzymanie zagrożonej piątej pozycji. Kalendarz nie najgorszy, tym bardziej że drużyna udowodniła niedawno na Parc des Princes, że grać w piłkę potrafi. Ale do utrzymania potrzebne są zwycięstwa.
Mój typ: 17. miejsce i utrzymanie
AS Monaco
Chu-Young Park stał się istnym przywódcą Monaco (fot. live4liverpool.com)
Prawie przez cały sezon piłkarski świat przecierał oczy ze zdumienia, że jednym z najbardziej realnych spadkowiczów jest AS Monaco. Klub z Księstwa jeszcze nie tak dawno, bo w 2004 roku, uczestniczył w finale Ligi Mistrzów, a w ostatniej dekadzie poprzedniego stulecia regularnie zdobywał krajowe trofea. W pewnym momencie degradacja wydawała się nieunikniona, choć wiara zarządu w możliwości Guy Lacombe’a, poprzedniego szkoleniowca „Czerwono-białych”, przekraczała kolejne limity. To przecież w Księstwie najpóźniej doszło do trenerskiego przetasowania wśród drużyn, które najbardziej w tym sezonie zawiodły i co ciekawe, w najmniej dogodnym momencie. Gdy Boloni miał na przygotowanie i poznanie drużyny całą przerwę zimową, to Laurent Banide otrzymał posadę dopiero po styczniowym blamażu z Chambery w Pucharze Francji, tuż przed pierwszą wiosenną kolejką.
Monaco w tej rundzie znacznie poprawiło swoje notowania. Aż dziwne było, że tak przyzwoity skład nie mógł do tej pory regularnie gromadzić punktów. Trener Banide, wcześniej związany z tym klubem przed kilku laty, gdy również ratował drużynę przed spadkiem, bardzo powoli i stopniowo zmieniał mentalność piłkarzy. Z chodzących po boisku pechowców, którym los kłody rzuca pod nogi, stali się pełnymi werwy i energii piłkarzami walczącymi o swoje. Widać to było szczególnie w meczach, w których pomimo deficytu w potencjale piłkarskim, potrafili wydrzeć trzy punkty czy to Bordeaux, czy Lille.
Na Lazurowym Wybrzeżu doszło do wielkiej przemiany i nie za sprawą niesamowitych nazwisk, jakie pojawiły się w styczniu (do zespołu dołączył Mahammadou Diarra z Realu Madryt, który poza kilkoma pierwszymi meczami nie miał większego wpływu na zespół), lecz szkoleniowca, próbującego wykrzesać ze swoich podopiecznych to, co najlepsze. Nowe oblicze w bieżących rozgrywkach pokazał Chu-Young Park, stając się ostoją całej ekipy. W najodpowiedniejszym momencie wybuch skuteczności pojawił się u Georgiego Welcome’a z Hondurasu. Nie przekreśli tego wizerunku nawet ostatnia wysoka porażka w Sochaux, które w roli gospodarza odnajduje się zawsze perfekcyjnie.
Do końca rozgrywek pozostały jeszcze piłkarzom z Księstwa pojedynki z Lens i Lyonem u siebie oraz wyjazd do Montpellier. Jeden z najtrudniejszych układów ze wszystkich ekip w dolnej części tabeli. Jednak to z największymi Monaco pokazało wszystko co najlepsze (dwa remisy z Marsylią, dwa remisy z PSG, cztery punkty zdobyte z Bordeaux i remis na początek sezonu w Lyonie), więc strzeżcie się rywale.
Mój typ: 16. miejsce i utrzymanie
SM Caen
Pierwszy z dwóch beniaminków w moim zestawieniu. Caen rozpoczęło sezon jako pogromca wielkich (zwycięstwa z OL i OM), ale im dalej w las… Wydawało się, że po rocznej rozłące z Ligue 1 Normandczycy powracają w wielkim stylu. Coś jednak zaczęło się powoli psuć. Łatwe straty punktów, głupie błędy w obronie to największe grzechy tego zespołu. Nigdy w przeciągu całego sezonu nie mieli problemów tylko ze skutecznością, gdyż najlepszy w tym zestawieniu Youssef El Arabi jest podium w klasyfikacji najlepszych strzelców z siedemnastoma trafieniami. Pomaga mu również bramkostrzelny pomocnik, Romain Hamouma, jedno z objawień wiosennej rundy.
Elana prawdopodobnie będzie mógł błyszczeć również w przyszłym sezonie (fot. l’equipe.fr)
Co ważne, klub z Normandii jest jedynym klubem spośród najbardziej zagrożonych spadkiem, patrząc na przebieg całego sezonu, który nie pożegnał się z trenerem. Franck Dumas przekonał władze, iż jest w stanie uratować dla zespołu ligę na dłużej niż jeden sezon i konsekwentnie to realizuje. Piłkarze nie grają jakiegoś zatrważająco pięknego futbolu, lecz są skuteczni do bólu i co najważniejsze, nie zwieszają głów. Na siedem i osiem kolejek przed końcem okupowali przeklęte miejsce, czyli osiemnaste i sam przyznam się, iż nie wierzyłem, by do końca sezonu coś mogłoby ulec zmianie.
Zaskoczeniem była wiktoria w Nicei, gdzie gospodarze nigdy nie oddają łatwo pola, a w spotkaniu z Caen dali sobie wbić aż cztery bramki. Problemem może być tylko układ najbliższych rywali. Jako że ostatnie trzy kolejki we Francji są rewanżami za inauguracyjne trzy, to piłkarzy Dumasa czekają potyczki kolejno z Montpellier, Lyonem i Marsylią. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.
Mój typ: 18. miejsce i spadek
Stade Brestois
Z grona tegorocznych beniaminków z największymi szansami na utrzymanie. Brest powrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej po dwudziestoletniej przerwie, ale trudno zauważyć jakąkolwiek przepaść pomiędzy nim a resztą stawki. W okolicach 11. i 13. serii spotkań piłkarze znaleźli się nawet na samym szczycie, prowadząc bardzo efektywną taktyką, która skupiała się na dobrej grze w defensywie. Wtedy też ich bramkarz, Steeve Elana, bił rekordy minut bez puszczonej bramki. Wiosną wiele się jednak zmieniło. Niezdobyty dotąd bretoński fort padł przy pierwszej nadarzającej się okazji w pojedynku z Caen, a znakomite mecze, które na jesieni były regułą, teraz stały się rzadkim luksusem.
Brest jest ostatnią drużyną z tych, które osiągnęły magiczną liczbę 42 punktów. Jednak coś, co przez kilka ostatnich sezonów było symbolem spokoju, dziś wciąż nie gwarantuje bezpieczeństwa. Nie wiadomo, czy najwyżej sklasyfikowana zdegradowana ekipa nie będzie miała podobnej albo i większej zdobyczy. Jeśli nawet tak się stanie, Bretończykom brakuje naprawdę niewiele, by móc ze spokojem wyglądać kolejnego sezonu.
Kalendarz nie należy do najłatwiejszych, ale dwa z trzech spotkań SB29 zagra na własnym obiekcie, którego magia, choć osłabiona, wciąż istnieje. Do Bretanii przyjadą OL oraz Tuluza i mimo iż są to mocne firmy, to o ich solidności niewiele można powiedzieć, szczególnie w meczach wyjazdowych. Trzeci rywal to Auxerre, które w minionej serii spotkań rozgromiło na Stade Abbe Deschamps wielki Lyon i tu przeprawa może być o niebo trudniejsza. Tylko czy zadowolone ze swojej pozycji w tabeli AJA pokusi się o równie piękną grę? Szczerze w to wątpię.