Uczestnicy Euro: Grecja


12 lutego 2012 Uczestnicy Euro: Grecja

„Grekom gratulujemy zorby” – brzmiał swego czasu slogan pewnej popularnej reklamy. Grecji możemy pogratulować jednak nie tylko zorby, ale również dość mocnej i liczącej się drużyny piłkarskiej. Zawodnicy z Hellady dawno już przestali być chłopcami do bicia i z pewnością postarają się to udowodnić podczas Euro 2012.


Udostępnij na Udostępnij na

Piłkarze z ojczyzny igrzysk olimpijskich w najważniejszych turniejach piłkarskich debiutowali stosunkowo późno. Pierwszy raz wśród elity na Starym Kontynencie zaprezentowali się dopiero w roku 1980. Mistrzostw we Włoszech nie mogą jednak wspominać zbyt miło. Ich premierowe starcie z Holendrami zakończyło się wygraną „Pomarańczowych” 1:0. W kolejnym, przeciwko Czechom, Grecji udało się zdobyć historycznego gola, dokonał tego Nikos Anastopoulos. Jednak przeciwnikom piłkę w siatce udało się umieścić aż trzykrotnie, przez co to właśnie im przypadło zwycięstwo. Na otarcie łez zawodnikom z Hellady pozostał historyczny punkt osiągnięty dzięki remisowi z Republiką Federalną Niemiec. Z jednym oczkiem zajęli oni ostatnie miejsce w grupie i pożegnali się z rozgrywkami.

Konstantinos Katsouranis
Konstantinos Katsouranis (fot. skysports.com)

Na kolejny udział w najważniejszym turnieju piłkarskim na Starym Kontynencie musieli czekać aż 24 lata. Jednak kiedy już udało im się zagościć wśród najlepszych, sprawili nieprawdopodobną sensację. Wzięli udział już w meczu otwarcia, stając naprzeciw jednego z głównych faworytów do końcowego triumfu, Portugalii. Bardzo nieoczekiwanie zaprezentowali się lepiej od miejscowych i wygrywając 2:1, odnieśli historyczne zwycięstwo. W kolejnym meczu, z Hiszpanami, również skazywano ich na porażkę. Chociaż zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego objęli prowadzenie za sprawą Fernando Morientesa, po przerwie wyrównał Angelos Charisteas. Ostatnia przeprawa z Rosją miała być dla będących rewelacją turnieju Greków spacerkiem. Tymczasem „Sborna” stawiła bardzo zacięty opór, pokonując ich 2:1. Strzelony w tym meczu przez Zisisa Vryzasa gol sprawił, że to „Niebiesko-biali” awansowali do rundy pucharowej. W ćwierćfinale trafili na obrońców tytułu, Francuzów. Mimo że „Trójkolorowi” dominowali przez cały mecz, raz po raz bombardując bramkę Antoniosa Nikopolidisa, jedynego gola zdobyli rywale za sprawą Angelusa Charisteasa. Jeszcze trudniejsze zadanie czekało Helladę w półfinale, w którym przeciwnikami okazali się pretendujący do złotego medalu Czesi. Również i tym razem Grecy zepchnięci zostali do kurczowej obrony. Po 90 minutach bezbramkowej walki sędzia zarządził dogrywkę. W niej szczęście uśmiechnęło się do „Niebiesko-białych”. W końcówce pierwszej jej połowy piłkę głową w siatce Petra Cecha umieścił Traianos Dellas, który w myśl zasady srebrnego gola zakończył spotkanie. Sensacyjna Grecja awansowała do finału, który miał być rewanżem za mecz otwarcia. Niesieni dopingiem własnych kibiców Portugalczycy, których na boisku prowadzili Luis Figo i Cristiano Ronaldo, dokładali wszelkich starań, by pokonać Nikopolidisa. Jedyny gol spotkania padł w 57. minucie spotkania. Zdobył go Angelos Charisteas, dzięki czemu Grecy zostali sensacyjnymi mistrzami Europy. Cztery lata później nie potrafili jednak nawiązać do sukcesu i odpadli już po fazie grupowej.

„Niebiesko-biali” o wiele mniej osiągnęli w najważniejszym turnieju piłkarskim świata. W mundialu brali udział dwukrotnie, w roku 1994 i 2010. W obu przypadkach z rozgrywkami żegnali się po trzech meczach.

Droga Greków do Euro okazała się dość trudna. Typowani byli do awansu, lecz raczej miało to nastąpić w wyniku gier barażowych. Pierwsze miejsce w grupie eliminacyjnej zarezerwowane było dla Chorwacji, która pokonała bohaterów niniejszego tekstu na ich terenie. Jednak gracze z Hellady mieli bardzo udaną drugą część eliminacji, zrewanżowali się Chorwatom na wyjeździe, a na finiszu rozgrywek uzyskali od nich dwa oczka więcej. Dało im to bezpośredni awans do Euro 2012.

Fernando Santos
Fernando Santos (fot. skysports.com)

Obecna reprezentacja Grecji jest dość ciekawą mieszanką młodości i doświadczenia. Sporo jest w niej zawodników raczej zaawansowanych wiekowo, lecz sztab szkoleniowy nie zapomina o stałym napływie świeżej krwi. Najbardziej znane nazwiska mistrzów Europy z 2004 roku to Giorgos Karagnounis, Giorgos Samaras, Theofanis Bekas i Sokratis Papastathopoulos. Jednak za największą gwiazdę tej drużyny uznać należy Konstantinosa Katsouranisa. Urodził się on 21 czerwca 1979 roku. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Panachaiki. Z początku miał sporo problemów, lecz długa i ciężka praca zaowocowała wywalczeniem miejsce w podstawowej jedenastce. Stale rosnąca forma spowodowała, że w 2002 roku zmienił pracodawcę na jedną z najbardziej liczących się na greckim rynku firm, AEK Ateny. Będąc graczem tej drużyny, zdobył z kadrą mistrzostwo Europy. Zwrócił tym samym na siebie uwagę europejskich tuzów i dwa lata później przeniósł się na Półwysep Iberyjski, by założyć koszulkę Benfiki. W swoim ostatnim sezonie w kraju, w którym wywalczył międzynarodowy triumf, udało mu się zdobyć krajowy puchar. Ze względu na zwiększającą się konkurencję o miejsce w składzie wrócił do ojczyzny, by grać dla Panathinaikosu Ateny. Z „Wszechateńskimi Koniczynkami” ma na koncie Puchar Grecji oraz pokonanie Olympiakosu Pireus w rywalizacji o Superpuchar Grecji. W reprezentacji rozegrał 88 spotkań i strzelił dziewięć goli.

Wydawało się, że po sukcesach Otto Rehhagela mało kto ma szansę, by do nich nawiązać. Okazało się jednak, że jest w Grecji człowiek, który może tchnąć w zespół narodowy nowego ducha. Tym kimś jest Fernando Manuel Fernandes da Costa Santos. Swoją przygodę z pracą trenerską zaczął w Estoril. Jego zaangażowanie w pracę z zawodnikami szybko przełożyło się na wyniki. Uczynił z tej ekipy mocnego średniaka. Po siedmiu udanych dla siebie latach przeniósł się do klubu Estrela da Amadora. Również i tam go ceniono, a drużyna wznosiła się na wyżyny swoich możliwości. Zaowocowało to powierzeniem mu jednego z najlepszych portugalskich klubów piłkarskich, FC Porto. Biorąc pod uwagę jego możliwości, pobytu na Etadio das Antas nie należy zaliczyć do udanych. W ciągu trzech lat raz udało mu się wygrać ligę, co dla zespołu z możliwościami Porto było zdecydowanie za mało. W następnym okresie dość dziwnie zmieniał prowadzony zespół co rok. Rozpoczął pracę z AEK Ateny, po wywalczeniu z nim Pucharu Grecji przeniósł się do Panathinaikosu. Epizody we „Wszechateńskich Koniczynkach” i Stortingu Lizbona już takie udane nie były. Lepiej powiodło mu się w latach 2004-2006, kiedy wrócił do AEK. Później zaliczył nieudany pobyt w Benfice, by wrócić do Grecji jako opiekun PAOK-u Saloniki. Choć nie odniósł zbyt wiele sukcesów na Półwyspie Iberyjskim, na miejscowych kibicach wrażenie robiło zaangażowanie w pracę, jej styl oraz przywiązanie do kraju, w którym pracował. Spowodowało to, że po odejściu Otto Rehhagela mało kto wyobrażał sobie jego innego następcę. Pewien sukces Santos już odniósł, awansował do Euro. A co będzie dalej?

Przed pierwszym gwizdkiem mistrzostw Europy Grecja wydaje się drużyną bardzo nieobliczalną. Nie ulega wątpliwości, że jest w przebudowie, lecz prezentowana przez nią forma, osiągane wyniki oraz bezpośredni awans do Euro 2012 kosztem Chorwacji dają do myślenia. Nieważne, z kim gracze z Hellady zagrają, stawiać będą spory opór. Jeżeli w Polsce i na Ukrainie zaprezentują się podobnie jak w eliminacjach, nie powinni mieć problemów z awansem do ćwierćfinału. Na nic więcej liczyć nie powinni.

Najnowsze