W związku z kontuzjami trójki reprezentantów w trybie awaryjnym dowołani zostali Mateusz Łęgowski, Karol Struski oraz Tymoteusz Puchacz. Zawodnik Kaiserslautern powraca na zgrupowanie reprezentacji po ośmiu miesiącach przerwy.
Kolejne wypożyczenie Puchacza
Transfer do Unionu Berlin był koszmarną decyzją z punktu widzenia Tymoteusza Puchacza. Przez ostatnie 2,5 roku reprezentant Polski nie zyskał uznania w oczach Ursa Fischera i rzucany jest po wypożyczeniach do Trabzonsporu, Panathinaikosu, a obecnie Kaiserslautern. Puchacz na tych wypożyczeniach źle nie wychodzi. W Trabzonie został mistrzem Turcji, w Grecji zdobył wicemistrzostwo. „Panata” straciła (z biernym udziałem Polaka) pozycję lidera na dwie kolejki przed końcem, nie wygrywając żadnego z czterech ostatnich spotkań. W obu tych zespołach nie stał się na tyle ważną postacią, aby klub zdecydował się na wykupienie go z Unionu.
Jego głównymi konkurentami do gry mieli być Hendrick Zuck i Erik Durm, były piłkarz Borussii Dortmund i były reprezentant Niemiec. Ten ostatni miał problemy z biodrami i od początku sezonu jest niedostępny. Puchacz wygrał rywalizację z Zuckiem i od 2. kolejki pojawia się w wyjściowym składzie zawsze, gdy tylko jest zdrowy. No właśnie, przez problemy ze zdrowiem reprezentant Polski opuścił październikowe zgrupowanie, na które został powołany przez Michała Probierza. Uraz mięśni uda okazał się nie być aż tak groźny, Tymoteusz Puchacz opuścił dwa mecze ligowe i 4 listopada wrócił na boiska 2. Bundesligi.
Kaiserslautern jest ligowym średniakiem walczącym o utrzymanie w 2. Bundeslidze. Zajmują 10. miejsce ze stratą trzech punktów do strefy baraży. Tyle samo dzieli ich od 16. Schalke będącego na miejscu barażowym o spadek do 3. ligi niemieckiej. To drugi sezon „Czerwonych Diabłów” na zapleczu po awansie z 3. ligi. Największe sukcesy klubu to lata 90. Dwa mistrzostwa Niemiec z 1991 oraz 1998 roku (jako beniaminek), dwa Puchary Niemiec i jeden Superpuchar.
Potem jeszcze w sezonie 2000/2001 doszli do półfinału Pucharu UEFA. Dziś zarówno Kaiserslautern, jak i Tymoteusz Puchacz powinni ugruntować swoją pozycję w 2. Bundeslidze, zamiast porywać się z motyką na słońce – jak pewnie skończyłby się szturm na elitę.
Ciszej będziesz, dalej zajedziesz
Puchaczowi dobrze też robi aktualne środowisko. Gra niemal wszystko, tak jak w każdym poprzednim klubie staje się popularny. Jest lubiany przez fanów, jego akcje stają się viralami w internecie. Ogromna szczerość, wyrazistość i pewność siebie definiują mentalność tego zawodnika, który nie kryje także, że jest lechitą. Jednocześnie sprawia, że trudno przejść obojętnie obok Puchacza. Pewnie po karierze zostanie ekspertem telewizyjnym, bo wypowiada się chętnie.










