Po wyrównanym meczu Swansea zremisowało u siebie z Manchesterem City 0:0. Aż dziw bierze, że padł taki wynik, biorąc pod uwagę liczbę sytuacji, jaką stworzyły sobie obydwa zespoły. Napastnicy mieli dzisiaj jednak mocno rozregulowane celowniki. W przeciwieństwie do Garetha Bale'a, który w meczu Tottenhamu z Southamptonem zapewnił gospodarzom swoim strzałem w końcówce trzy punkty.
Mecz nieskutecznych na Liberty Stadium

Po spokojnym pierwszym kwadransie festiwal nieskuteczności rozpoczął Pablo Hernandez. Dostał on w 17. minucie świetne podanie od Dyera, wyszedł na czystą pozycję, ale nie najlepiej przyjął sobie piłkę. Odskoczyła mu do tyłu i jego słaby strzał okazał się niecelny. Minęły trzy minuty i kibice gospodarzy znowu musieli się złapać za głowy. Dyer tym razem precyzyjnym dośrodkowaniem wyłożył piłkę wbiegającemu w pole karne Michu, ale co rzadkie w tym sezonie, Hiszpan fatalnie spudłował.
Gospodarze atakowali dalej i po ładnej wymianie piłki w 33. minucie kolejną okazję zmarnował Hernandez. Za to 120 sekund później powinno być 1:0 dla… gości. Barry niezwykle dokładnym lobem świetnie obsłużył wychodzącego na pozycję Nasriego, jednak Francuz kopnął piłkę zbyt lekko i ta wpadła wprost w ręce Vorma. W nie najwyższej formie był tego dnia również Mike Jones. W 40. minucie wbiegającego w pole karne Michu na ziemię powalił Nastasić. To powinien być rzut karny, tyle że gwizdek arbitra milczał. Tuż przed przerwą świetną okazję miał jeszcze David Silva. Najpierw jednak zablokował go Ashley Williams, a drugą próbę obronił Vorm.

Po zmianie stron nie było już tak ciekawie. Na pierwszy, niecelny strzał Hernandeza trzeba było czekać prawie 20 minut. Odpowiedź Dzeko też była słaba. W 77. minucie przed szansą stanął De Guzman, wykonujący rzut wolny tuż zza linii pola karnego, ale kopnął piłkę nad bramką. Piłkę meczową zmarnował natomiast w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach Dzeko. Bośniak w 84. minucie dostał podanie od ambitnie biegnącego za wychodzącą poza boisko piłką Zabalety i w mistrzowski sposób zmarnował wysiłek kolegi, pudłując dosłownie z czterech metrów. Pod sam koniec meczu chciał się jeszcze zrehabilitować celną główką, ale tym razem Vorm okazał się lepszy. Ostatecznie bramki nie padły i zespoły podzieliły się punktami.
Gareth Niezawodny dał trzy punkty
Mecz w Londynie rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem z powodu wypadku drogowego niedaleko White Hart Lane. Pierwszą okazję miał Defoe, ale trafił tylko w boczną siatkę. Jeszcze bliżej chwilę później był Clyne, który dostał świetne podanie od Lamberta i pomylił się minimalnie. Goście nie przestraszyli się faworyzowanych londyńczyków i atakowali coraz śmielej. Główka Rodrigueza okazała się niecelna, a najlepsza okazja dla „Świętych” przyszła w 36. minucie. Ricky Lambert świetnie przymierzył z wolnego i Lloris ledwo odbił futbolówkę na słupek. Francuz miał dużo łatwiejsze zadanie sekundy później, gdy przy dobitce główkował Davies, bo strzelił on prosto w ręce bramkarza. Do przerwy żadne gole nie padły.

Po przerwie aktywny był Lallana, który najpierw w bramkę nie trafił, a chwilę później, popisując się przy tym świetną techniką, strzelił zbyt lekko, by sprawić problemy Llorisowi. Później, w miarę upływu czasu, kontrolę na boisku przejmowali gospodarze. W 68. minucie Dempsey w dobrej sytuacji strzelił z woleja nad poprzeczką. Chwilę później po rzucie rożnym w piłkę nie trafił próbujący ją wybić Boruc, ale wyręczyli go koledzy z obrony. W pole karne z piłką wbiegł chwilę potem Gareth Bale i został przewrócony przez Corka, według interpretacji sędziego, zgodnie z przepisami. W 82. minucie Boruc świetnie obronił natomiast strzał głową Vertonghena. Gospodarze naciskali coraz mocniej…
… i w 86. minucie w końcu dopięli swego. Nie było w tym specjalnej wirtuozerii, choć to może sam Gareth Bale sprawił, że wyglądało to jak bułka z masłem. Walijczyk zszedł z piłką z prawej strony do środka boiska i posłał prawdziwą bombę w prawy róg bramki Boruca. Polak był bez szans, piłka wpadła do siatki. Do końca meczu goście nie mieli już nawet okazji, żeby odrobić straty. Tottenham zdobył bardzo ważne trzy punkty, dzięki którym wyprzedził w tabeli Arsenal i dogonił Chelsea. Southampton natomiast do końca będzie musiał walczyć o utrzymanie w lidze.
Teraz arcywazny srodowy pojedynek na Stamford Bridge.
Licze, ze MU pokona jutro The Blues, a AVB nogami i
glowami pilkarzy Spurs, pokaze szefom, pilkarzom i
kibicom CFC, ze doskonaly z niego strateg ( : No ale
moje marzenia zweryfikuje boisko, poprostu chcialbym
Tottenham w LM, maja ogromnego pecha, a zasluguja na
nia jak nikt inny w Europie. A ponadto oficjalnie
witamy Cardiff i Hull w Premiership! Pzdr.
ile totki bd jeszcze mieć tego farta z golami w
końcówce??? i na dodatek jeszcze kolejny mecz grali
piach -.-
Gareth prosze chodz do Realu zrobie Ci loda
yyy...co zrobisz
Tottenham jest za słaby na LM, 4-1 z interem? Jak
można od nich takie lanie dostać?