Dzisiejsze derby Londynu między Tottenhamem a Chelsea miały znaczyć bardzo dużo dla układu tabeli. Oba kluby miały bowiem okazję wskoczyć na wyższe miejsce w ligowej klasyfikacji, a co najważniejsze, gonić wyżej uplasowane w tym sezonie zespoły, które nieco „odjechały” londyńczykom. „Spurs” przed tym spotkaniem zajmowali dopiero 7. miejsce w tabeli. Sytuacja Chelsea nie przedstawiała się lepiej, gdyż „The Blues” byli jedną lokatę niżej od lokalnych rywali. Wiadome było, że dzisiejsze starcie obydwu ekip poniekąd określi, w jakim miejscu znajdują się zarówno jedni, jak i drudzy.
Tottenham na przełomie listopada i grudnia był typowany jako jeden z faworytów do wygrania Premier League. Nie było w tym nic dziwnego. W zespole z północnej części Londynu panowała świetna atmosfera, a i forma piłkarzy była naprawdę godna podziwu. Wydawać się mogło, że Jose Mourinho zrobił z drużyny „Kogutów” prawdziwą maszynę, której nic nie zatrzyma w drodze po kolejne trofea. Na korzyść zespołu, jak i samego Portugalczyka przemawiał również fakt, że drugie sezony w wykonaniu ekip prowadzonych przez Mourinho zawsze są świetne. Można było przekonać się o tym, oglądając chociażby Inter Mediolan czy Real Madryt pod jego sterami.
Chelsea również typowana była w charakterze kandydata do tytułu. Patrząc na ich kadrę, to, jak się wzmocnili przed sezonem, oraz początkowe wyniki, wszystko zwiastowało bardzo dobry sezon w wykonaniu „The Blues”. Przez jakiś czas mówiono nawet o tym, że klub ze Stamford Bridge posiada najsilniejszą defensywę w lidze. Kibiców dodatkowo cieszył fakt, że menedżerem Chelsea jest jedna z największych jej legend, czyli Frank Lampard.
Ostatnimi czasy jednak oba kluby zdecydowanie spuściły z tonu. Świadczą o tym chociażby zajmowane w tabeli miejsca. Chelsea niedawno zatrudniła nowego szkoleniowca, jakim jest Thomas Tuchel. Oliwy do ognia dolewał fakt, że Tottenham przegrał dwa ostatnie spotkania. Nadchodzące derby zapowiadały się więc niezwykle emocjonująco, ponieważ żadnej z drużyn nie zadowalał remis.
Pierwsze derby Londynu Thomasa Tuchela
Niemiecki trener niedawno przejął schedę po wymienianym wyżej Franku Lampardzie. Angielski menedżer nie sprostał wymaganiom Romana Abramowicza i musiał się rozstać ze swoją ukochaną Chelsea. Ruch specjalnie nie dziwi, gdyż w obliczu słabych wyników wiadome jest, że rosyjski oligarcha dość szybko traci cierpliwość. Nie inaczej było i w tym przypadku.











