Niebo istnieje, naprawdę. Do udowodnienia tego nie jest potrzebny żaden film, lecz zwyczajne spędzenie weekendu z piłkarską ekstraklasą. Przecież tak na zdrowy rozum nie jest możliwe, by pierwsze kontrowersje związane z systemem VAR mogły przytrafić się akurat Michałowi Probierzowi. Tak, temu szkoleniowcowi, który od wielu lat padał ofiarą sędziowskich pomyłek. Tak, temu Michałowi Probierzowi, który już po pierwszej kolejce zawarł w Lidze+Extra zakład z Tomaszem Smokowskim, że nie zostanie wyrzucony na trybuny za krytykę arbitrów. Mówiąc wprost, Pan Bóg musi tam na górze świetnie się bawić, płatając takiego figla. Ewentualnie ma jakiegoś duchowego naczelnika-dowcipnisia odpowiadającego za ekstraklasę. Ligę absolutnie nie do podrobienia. Co ciekawego wydarzyło się w ten weekend? Pora na esencję drugiej kolejki.
1. Koszmary Probierza i Piątka
Krzysztof Piątek po meczu z Lechią pozwolił sobie na dość odważne stwierdzenie, że „VAR zabija futbol”. Trudno jednak znaleźć logiczne argumenty, które wspierałyby tę śmiałą tezę. Albowiem zarówno pierwsza, jak i druga bramka jego autorstwa były mimo wszystko pochodną wcześniejszych nieprawidłowych zagrań (chociaż i tutaj pojawia się kwestia słynnej już „interpretacji”). Jeżeli jednak gdzieś dopatrywać się już pierwszej głębszej refleksji na temat systemu po inauguracji ekstraklasy, będzie to raczej nie tyle sam VAR, co odpowiednia prezentacja jego wyników. I w tym miejscu pojawia się model futbolu amerykańskiego. Słuszny?
Przy meczu w Gdańsku słowo komentarza należy się jeszcze drużynie gospodarzy. Nie możemy w tym momencie pojąć, w którym kierunku zmierza drużyna Piotra Nowaka. Na papierze zespół wcale się nie wzmacnia (odejście Malocy), w ataku już od dłuższego czasu zespół nie przekonuje, a jakby tego było mało, poważnej kontuzji doznał Lukas Haraslin, bezapelacyjnie najlepszy zawodnik zespołu w ostatnim czasie. Reasumując – bez większej aktywności jeszcze w tym oknie drużynie grozi poważny marazm.
2. Pierwszy wielbłąd tego sezonu
Póki co system funkcjonuje tylko w jednym spotkaniu na każdą kolejkę. Nie ma jednak wątpliwości, że przydałby się on jednak podczas ostatniego weekendu nie tylko w Gdańsku, ale też Niecieczy, albowiem tylko Bartosz Frankowski może odpowiedzieć na pytanie, jakim cudem nie dostrzegł zagrania ręką już polu karnym. Niesmak pozostał, a sam arbiter zgarnął pierwszą w tym roku nagrodę w postaci skierowania u okulisty.
https://twitter.com/h_demboveac/status/888448393625972737
Być może zbyt duży akcent stawiamy znów na kwestię sędziowskie. Problem w tym, że poza ową kontrowersją w Niecieczy nie działo się poza tym absolutnie nic. Radzimy: nie oglądajcie nigdy tego spotkania. Przedawkowanie grozi zaburzeniami o podłożu depresyjnym.
A przecież w teorii wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Nastawiona bez kompleksów Sandecja z zabójczym atakiem w postaci Macieja Korzyma i Wojciecha Trochima kontra agresywna, zdeterminowana i będąca na fali Arka Gdynia. Na papierze: murowany hit, gwarantujący mnóstwo goli.











