Sebastian Szymański potrzebował kwadransa, żeby wpisać się na listę strzelców. W 15. minucie, po dośrodkowaniu Nagidy na dalszy słupek, uderzył głową bez obstawy i wyrównał na 1:1. Dla reprezentanta Polski była to czwarta bramka w tym sezonie Ligue 1, pięć dni po dublecie ze Strasbourgiem. Reszta wieczoru na Allianz Riviera należała już jednak do gospodarzy. OGC Nice pokonało Stade Rennais 5:2.
Rennais przyjechało do Nicei jako wicelider, wciąż na fali zwycięstwa 3:0 ze Strasbourgiem. Mecz 9. kolejki Ligue 1 przyspieszono o dobę, bo w sobotę obawiano się manifestacji i protestów. Zanim wynik uciekł gościom do 5:2, pierwsza połowa zdążyła pokazać, skąd wzięło się wyrównanie i dlaczego zespół Szymańskiego nie potrafił go utrzymać.
Główka na dalszym słupku
Początek należał do gości. Trener Franck Haise musiał po raz kolejny obyć się bez Estebana Lepaula i bez Brice’a Samby. W bramce stanął Lemaitre, który w 6. minucie obronił strzał Wahiego. Pięć minut później sam sfaulował Iworyjczyka w polu karnym, co poskutkowało podyktowaniem rzutu karnego. Wahi wykorzystał jedenastkę i Nicea prowadziła 1:0.
Odpowiedź przyszła natychmiast. Rouault odebrał piłkę wysoko, wypuścił Nagidę lewą stroną, a jego dośrodkowanie na dalszy słupek wydawało się wrzucone bezcelowo. Jednak dokładnie tam znalazł się Szymański, który bez obstawy oddał strzał na bramkę rywala. Polak uderzył głową nie do obrony. Było 1:1. Dla 27-latka była to czwarta bramka w tym sezonie Ligue 1, pięć dni po dublecie ze Strasbourgiem.
Remis nie przetrwał. W 34. minucie Valentin Rongier faulował Jonathana Claussa. Wahi podszedł po raz drugi i strzelił kolejny rzut karny. Tuż przed przerwą Rouault stracił piłkę przy własnym polu, Wahi podał piętą, a Clauss uderzył w światło bramki. Na przerwę schodzono przy 3:1. „Ouest-France” pisało, że pierwsza połowa gości w ofensywie była przyzwoita, a kolejne bramki przyszły po własnych błędach z tyłu. Mousa Al-Tamari miał wcześniej sytuację sam na sam, po której Rennais mogło prowadzić. Piłka minęła jednak słupek.
Stałe fragmenty Szymańskiego
Szymański nie zniknął po swoim golu. W ustawieniu 3-5-2 grał w drugiej linii, między Przemysławem Frankowskim na prawym wahadle a kapitanem Rongierem. To on wykonywał rzuty rożne. Po zmianie stron Polak został na boisku. Frankowski zszedł już w przerwie. W 60. minucie, przy stanie 4:1, Szymański dośrodkował z rzutu wolnego, a strzał głową Rouaulta z linii zdjął Diouf. To był najbliższy moment, w którym kreacja pomocnika mogła jeszcze zmienić wynik tego wieczoru. W 70. minucie sędzia nie uznał trafienia Nagidy ze spalonego. Rzut karny przyznany dla Rennais i wymuszony przez Al-Tamariego ściągnął wynik tylko do 4:2. Gracz Nicei Wahi w 73. minucie dokończył hat-tricka po niepewnym wybiciu i było 5:2.

Ten sam stadion, inny kierunek
W marcu, na tym samym Allianz Riviera, Rennais wygrało 0:4, a Szymański trafił w 20. minucie. Październikowa wizyta miała potwierdzić miejsce za Paris Saint-Germain jako potentata do tytułu ligi. Zamiast tego wróciły stare demony z wyjazdowego meczu z Paris FC, przegranego 3:4. Przed piątkowym meczem Bretończycy mieli pod wodzą Haise’a najlepszą ofensywę ligi, 43 gole. Do 80. minuty bilans straconych bramek w dziewięciu kolejkach doszedł do 19. Gorszy był tylko Le Havre. W 2026 roku Rennais siedem razy na wyjeździe w Ligue 1 puszczało co najmniej trzy gole. Żaden inny klub nie robił tego częściej.
Szymański drugi mecz z rzędu wyszedł w podstawowym składzie i znów trafił. Jego bramka jednak w spotkaniu nie była w stanie odwrócić wyniku. Wahi strzelił trzy gole, w tym dwa karne po faulach bramkarza i kapitana. Clauss i Mohamed Amoura dołożyli swoje, zanim druga linia Rennais zdołała poukładać pressing oraz linię defensywną.
Co po gwizdku
Po zakończonym spotkaniu pozostaje niedosyt. Szymański, który w pięć dni strzelał Strasbourgowi i Nicei, trzykrotnie pokonał bramkarza. Do końca szukał podań ze stałych fragmentów, z pewnością daje argumenty trenerowi, żeby na niego stawiać. Jednak zespół, który na wyjeździe wciąż robi proste błędy: faul w polu, stratę przy własnej szesnastce, spóźnione wybicie, nie pomaga w ostatecznym rozrachunku. Kolejne kolejki pokażą, czy sztab Haise’a zespoli ofensywny rozpęd z dziurawą obroną. Gole Szymańskiego pozostają jednak jasnym punktem po tym spotkaniu.











