Reprezentacja Szwajcarii pod wodzą Vladimira Petkovicia zagrała na wszystkich możliwych wielkich imprezach. Ba, na każdym z turniejów drużyna wychodziła z grupy, nie przynosząc tym samym wstydu swoim rodakom. Zespół ten był budowany od lat. Czy właśnie przyszedł czas, który ma zweryfikować pełną siłę Szwajcarów?
Te mistrzostwa Szwajcarzy zaczęli przeciętnie. Tak jak pisaliśmy wcześniej, dwa pierwsze mecze grupowe w wykonaniu „Nati” były po prostu do zapomnienia. Jednak dzięki wygranej i świetnej grze przeciwko Turcji podopieczni Vladimira Petkovicia zapewnili sobie awans do fazy pucharowej. W najbliższym meczu zmierzą się z Francją, która typowana jest przez wielu do końcowego triumfu na mistrzostwach Europy.
Reprezentacja Szwajcarii robiła progres z roku na rok
Dokładnie. Szwajcarzy od kilku dobrych lat z meczu na mecz wyglądali coraz lepiej. Wystarczy spojrzeć na spotkania z topowymi reprezentacjami na przestrzeni ostatnich lat. Reprezentacja Szwajcarii potrafiła przeciwstawić się Francji na mistrzostwach Europy w 2016 roku czy Brazylii na mundialu dwa lata później. Do tego wszystkiego dochodzi Liga Narodów w 2019 roku i odpadnięcie dopiero w półfinale tych rozgrywek, kiedy jej rywalem była Portugalia – zwycięzca całego turnieju.
Dodatkowo w tym miejscu warto wspomnieć o pewnej stabilności Szwajcarów, którą na swój sposób obrazuje ranking FIFA. Tak, jesteśmy świadomi, że akurat ta klasyfikacja jest, lekko mówiąc, mało miarodajna w przypadku niektórych ekip, aczkolwiek w przypadku Szwajcarii sprawdza się ona nieco lepiej. „Nati” za kadencji Vladimira Petkovicia ani razu nie spadła poniżej 20. miejsca w rankingu.
Ostatnie trzy wielkie imprezy kończyły się dla Szwajcarów, jak już wspomniano wyżej, co najmniej awansem do fazy pucharowej. Na Euro 2016 lepsza od „Nati” w 1/8 finału okazała się reprezentacja Polski (!), a na mistrzostwach świata „Czerwoni Krzyżowce” zostali wyeliminowani na tym samym etapie co dwa lata wcześniej, z tym że przez Szwedów. Mimo to w grze reprezentacji Szwajcarii widać było progres taktyczny, o którym mówiliśmy już w przedstawieniu grupy A tegorocznych mistrzostw.














