Choć Arsenal Londyn z Wojciechem Szczęsnym w bramce po raz 16. z rzędu zameldował się fazie grupowej Ligi Mistrzów, polski bramkarz nie mógł się w pełni cieszyć z tego sukcesu.
Rozmowa na Emirates Stadium
W starciu z Fenerbahce podopieczni Arsene Wengera nie pozostawili złudzeń, która ekipa bardziej zasłużyła na awans do fazy zasadniczej prestiżowych rozgrywek. 5:0 w dwumeczu mówi samo za siebie. – Udało mi się zachować czyste konto, ale najważniejsze, że awansowaliśmy. Presja była całkiem duża – przyznał w pomeczowej rozmowie dla iGol.pl Wojciech Szczęsny.
Przeczytaj relację: Skromny Arsenal znowu w LM
W pierwszym meczu sezonu Arsenal przegrał u siebie z Aston Villą 1:3 i nad zespołem natychmiast pojawiły się czarne chmury. Awans do Ligi Mistrzów poprawił humory w szatni?

Nie uważam, żeby nastrój w szatni w jakimkolwiek momencie był zły. Faktycznie, rozegraliśmy słaby mecz z Villą, ale nastroje się nie zmieniły. Wiedzieliśmy, że mamy przed sobą ważne mecze i musimy się na nich skupić. To, że media tworzyły złą atmosferę, nie znaczy, że tak był nastrój w klubie. W ostatnich trzech meczach pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie dobrze zareagować na presję, pod którą byliśmy.
5:0 w dwumeczu robi wrażenie…
…zwłaszcza że Fenerbahce to świetny klub z tradycjami i utalentowanymi zawodnikami. Pierwszy mecz wszystko rozstrzygnął, 3:0 na wyjeździe. Wiedzieliśmy, że jadąc tam, musimy zachować czyste konto i liczyć, że oni się w końcu otworzą. Plan w Stambule został wykonany. W sumie nie spodziewaliśmy się, że z takimi wynikami awansujemy do LM.
Szczęsny spojrzał na ekran z wynikami, chwycił się za głowę i rzucił rękawicami o murawę… #Legia #LigaMistrzów #Arsenal — Robert T. Błaszczak (@RobertBlaszczak) August 27, 2013
Arsenal awansował, ale wyglądałeś na zdenerwowanego, kiedy schodząc z boiska, zobaczyłeś wynik Legii…
No…
Zawód, że nie spotkasz legionistów w Lidze Mistrzów?
To było takie moje małe marzenie, aby spotkać się z nimi w Lidze Mistrzów, ale… Trudno, może za rok? Kiedy wrócę do domu, pewnie obejrzę powtórkę meczu. Do pełni szczęścia brakowało mi awansu Legii.
