W ostatnim meczu 11. kolejki Ligue 1 AS Saint-Etienne zremisowało 2:2 na własnym boisku z Paris Saint-Germain. Paryżanie mogą mówić o dużym szczęściu, gdyż przegrywali już 0:2, a wyrównującą bramkę Blaise Matuidi strzelił w 94. minucie spotkania.
Po wspaniałej wygranej w Lidze Mistrzów Paris Saint-Germain wróciło na krajowe podwórko. W meczu 11. kolejki paryżanie udali się na spotkanie z zawsze groźnymi na swoim boisku piłkarzami AS Saint-Etienne. „Zieloni” chcieli wykorzystać zmęczenie faworytów Ligue 1 i sprawić niespodziankę.

PSG, aby wrócić na fotel lidera ligi francuskiej, musiało wygrać mecz w Saint-Etienne. Dlatego Laurent Blanc zdecydował się wystawić najsilniejszy skład, z Ibrahimoviciem, Lavezzim i Cavanim w ataku. Już od pierwszych minut zawodnicy obu drużyn realizowali spodziewany scenariusz. Gospodarze nisko na swojej połowie przyjęli zawodników z Paryża, uważnie się broniąc, i starali się wyprowadzać szybkie ataki. Z kolei gra ofensywna paryżan była powolna i przewidywalna dla „Les Verts”.
Pierwsza groźna sytuacja w meczu zdarzyła się w 10. minucie. W pole karne gości dośrodkowywał Hamouma, ale dobrze ustawiony Brandao strzelił koło bramki Sirigu. Podopieczni Christophe’a Galtiera, niesieni głośnym dopingiem, świetnie realizowali założenia taktyczne i po kwadransie gry uwierzyli, że są w stanie rywalizować z PSG jak równy z równym. Wiara ta zwiększyła się jeszcze bardziej, gdy w 18. minucie spotkania Benjamin Corgnet strzelił pierwszą bramkę dla gospodarzy. Hamouma po błędzie Marquinhosa obsłużył dobrym podaniem 26-letniego Francuza, który pokonał włoskiego bramkarza gości.
Piłkarze Paris Saint-Germain zostali rozdrażnieni, ale nie wpłynęło to pozytywnie na ich dalsze poczynania. W 31. minucie po strzale z 30 metrów Lemoine’a piłka zatrzymała się na poprzeczce Sirigiu. Laurent Blanc odetchnął z ulgą jeszcze raz w 41. minucie, kiedy to kapitan „Zielonych”, Loic Perrin, pomylił się nieznacznie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Najbliżej strzelenia bramki dla PSG był Ibrahimović, ale jego uderzenie z rzutu wolnego minęło bramkę Ruffiera o milimetry. Do przerwy bardzo ambitnie i agresywnie grający gospodarze prowadzili 1:0.
W drugich 45 minutach można było się spodziewać zdecydowanej reakcji zawodników ze stolicy Francji. I owszem, była ona zauważalna, ale nie od razu, tylko dopiero w końcówce spotkania. Zacznijmy jednak od początku. W 51. minucie bardzo aktywny tego wieczoru Hamouma podwyższył prowadzenie „Les Verts”. Ofensywny pomocnik wykorzystał błąd Sirigu i zamieszanie pod bramką PSG i przelobował golkipera gości. Sensacja i pierwsza porażka paryżan od 29 meczów wisiały w powietrzu.












