W „świętej wojnie” na Old Trafford mieliśmy walkę i ogromne emocje. Ostatecznie górą z pojedynku wyszedł Manchester United, który pokonał Arsenal Londyn 2:1.
Spotkanie na Old Trafford między Manchesterem United a Arsenalem słusznie było zapowiadane jako hit 4. kolejki Premier League. Chociaż trener „Kanonierów”, Arsene Wenger, nie mógł desygnować do gry najsilniejszego składu, bo kontuzje wciąż leczą Fabregas, Nasri i Walcott, to ostatnie występy przemawiały za Arsenalem. Pewny start w angielskiej ekstraklasie i spokojne pokonanie Celticu Glasgow w kwalifikacjach Ligi Mistrzów zrobiło wrażenie na niejednym kibicu na Wyspach.
„Czerwone Diabły” z kolei sezon w Premier League zaczęły od falstartu, przegrywając z Burnley i rażąc nieskutecznością. Na szczęście dla sir Alexa Fergusona, jego podopieczni odzyskali strzelecki instynkt w pojedynku z Wigan i nie zamierzali zwalniać w rywalizacji z Arsenalem.
Stawka spotkania chyba trochę przytłoczyła zawodników, bo gra w pierwszym kwadransie toczyła się przede wszystkim w środkowej części boiska. Część piłkarzy mogła czuć na sobie czujne oko selekcjonera Anglików, Fabio Capello, który obserwował kandydatów do gry w najbliższych spotkaniach eliminacji do MŚ. Włoski szkoleniowiec swoją uwagę skupiał zapewne na zawodnikach grających w czerwonych koszulkach, bo w drużynie Arsenalu próżno szukać zawodników angielskich.
Pierwsze zagrożenie pod bramką to też efekt „nieangielskiego” duetu. Najpierw Holender Robin van Persie ładnie zachował się w polu karnym, ale jego strzał w porę zatrzymał grający w barwach Manchesteru Francuz Patrice Evra. Chwilę później blisko zdobycia gola dla gości był Andriej Arszawin, ale jego strzał minimalnie minął lewy słupek bramki strzeżonej przez Bena Fostera.
„Kanonierzy” nie zamierzali na tych dwóch akcjach poprzestać i z każdą minutą śmielej atakowali ekipę Fergusona, spychając obecnych mistrzów Anglii do coraz głębszej defensywy. Próby kontrataków w wykonaniu „Czerwonych Diabłów” nie przynosiły większych efektów, ponieważ od samego początku świetnie spisywała się linia defensywna gości z północnego Londynu.
Przewaga piłkarzy Wengera została udokumentowana w 40. minucie meczu. W roli głównej ponownie wystąpił Arszawin. Najpierw po dobrym dośrodkowaniu z prawej strony boiska Rosjanin zbyt długo zwlekał ze strzałem i defensorzy Manchesteru zażegnali niebezpieczeństwo. Chwilę później nie mogli już jednak nic zrobić. Arszawin przyjął piłkę przed polem karnym „Czerwonych Diabłów i kropnął z całej siły, a futbolówka zatrzepotała w okienku bramki Bena Fostera.
Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie i do szatni w dużo lepszych nastrojach schodzili podopieczni Arsene’a Wengera.
Drugą część od mocnego uderzenia mogli zacząć goście z Londynu. W rolach głównych ponownie wystąpili najlepsi na placu gry Arszawin i van Persie. Rosjanin dograł do Holendra, ale ten z najbliższej odległości nie zdołał pokonać golkipera United.
Do odrabiania strat podopieczni Fergusona przystąpili natychmiast po przerwie. Ofensywna taktyka przyniosła efekt niespełna kwadrans po wznowieniu gry. Manuel Almunia przewrócił szarżującego w polu karnym Wayne’a Rooney’a i sędziemu nie pozostało nic innego, jak wskazać na jedenastkę, którą na gola zamienił sam poszkodowany.










