Wielkimi krokami zbliżająca się przerwa reprezentacyjna – można powiedzieć: jak zwykle dla Polski – przypada w nieodpowiednim momencie. Lista powołanych przygotowana przez nowego selekcjonera Jana Urbana wydaje się pozostawiać więcej niewiadomych i kontrowersji niż powinna. Wiele nazwisk, których chyba nikt nie spodziewał się zobaczyć, wywołało niemałą burzę. Zwłaszcza lista nazwisk, które mają wzbogacić środek pola reprezentacji Polski.
Mijają tygodnie, miesiące, a szum wokół reprezentacji Polski nie cichnie. Liczni nieobecni gracze, z powodu kontuzji lub braku minut w swoich klubach, stawiają trenera Urbana przed niemałym wyzwaniem. Trzeba skleić kadrę na bardzo ważny mecz z Finlandią i jeszcze cięższą przeprawę z Holandią. Oba te spotkania znacząco będą różnić się nie tylko swoją wagą, lecz także pomysłem, z jakim wyjdzie trener. Rozchwiani zawodnicy, afery wokół zespołu – to nie jedyne zmartwienie trenera. Trzeba uporać się ze środkiem pola, którego w zasadzie nie ma.
Szczęśliwcy w nieszczęściu
Od przejęcia przez Jana Urbana reprezentacji Polski minęło blisko dwa miesiące. Lista powołanych to jak tykająca bomba dla wszystkich. Właśnie byliśmy świadkami jej wybuchu i to chyba w najbardziej niespodziewany sposób. Zawodnicy powołani do opanowania środka pola pozostawiają wiele do życzenia. Na liście znaleźli się tacy piłkarze, którzy początku sezonu nie mogą uznać za udany. Piotr Zieliński zagrał zaledwie kilka minut w spotkaniu z Torino. Nawet wysoki wynik 5:0 nie przekonał trenera, że powinien wpuścić Zielińskiego szybciej. Kolejny gracz, który o brak minut może się martwić, to Przemysław Frankowski. Po nieudanym wypożyczeniu do Galatasaray nowym klubem Polaka stał się Stade Rennais. Póki co jednak do występów, jakie prezentował dawniej w Ligue 1, sporo brakuje.
Sebastian Szymański i jego Fenerbahce pożegnali się z Ligą Mistrzów. Nie pozostawia wątpliwości, że nie jest w najwyższej formie. Mecz z Benfiką nie zaliczy do najbardziej udanych. Sporo minut, jako podstawowy wybór trenera, spędza też Bartosz Slisz. Polski pomocnik rozgrywa od deski do deski praktycznie każde spotkanie Atlanty United. Mimo to w ostatnim czasie zbiera przeciętne noty, a jego zespół zajmuje dopiero 14. miejsce Konferencji Wschodniej. Czucie gry i boiskowe ogranie, jakie zbiera w każdym występie, wysuwa go na czoło rywalizacji z innymi powołanymi, którym brak minut może poważnie doskwierać.
Niestety, jednym z nich może okazać się Jakub Piotrowski. Udinese i Serie A nie przywitały go tak łaskawie, jak pewnie zakładał. W ostatnim meczu z Hellasem wszedł z ławki nie jako pierwszy wybór trenera, a zawodnicy z drużyny wydawali się nie ufać Polakowi na tyle, żeby grać przez niego każdą piłkę.














