Kto by pomyślał, że największe przekleństwo ekipy z północnej części Londynu okaże się jednocześnie wielkim błogosławieństwem? Prawdopodobnie nikt. Tymczasem fakty są takie, że uraz największej gwiazdy, czyli Harry’ego Kane’a wymusił niejako na Mauricio Pochettino poszukiwanie godnego zastępcy. Mało kto się jednak spodziewał, że kogoś takiego Argentyńczyk znajdzie na ławce rezerwowych w osobie gościa, będącego nie tak dawno na tzw. wylocie. Son Heung-Min, bo to o nim właśnie mowa, przebojem wdarł się do pierwszego składu i bez kompleksów zdystansował największe gwiazdy Premier League, całkowicie zasłużenie zgarniając statuetkę najlepszego zawodnika tych rozgrywek we wrześniu. Piłka nożna cały czas uwielbia zaskakiwać.
Problem ukoronowany nagrodą
Kevin De Bruyne, Adam Lallana, Theo Walcott i Romelu Lukaku – każdy z nich ma za sobą naprawdę udane tygodnie w lidze, zwłaszcza pierwsza dwójka. Doprawdy trzeba było dokonać czegoś ekstra, by ostatecznie wylądować w plebiscycie przed wspomnianymi nazwiskami. Koreańczykowi ta sztuka się udała. Cztery gole i asysta w jednym meczu wystarczająco przypieczętowały imponujący sukces.
Liczb tych nie udałoby się osiągnąć bez odpowiedniej gry. Jednak i tutaj zawodnik Tottenhamu może z dumą prezentować wysokie oceny wraz z doskonałymi wynikami całego zespołu. Nie są one zresztą przypadkowe. To swoisty system naczyń połączonych, ponieważ sama eksplozja Sona pozytywnie wpłynęła na cały zespół. Wraz z rozpędzony Koreańczykiem Mauricio Pochettino zyskał dodatkową siłę rażenia, a przede wszystkim – nieprzewidywalność. Owszem, Harry Kane to wciąż bezdyskusyjny lider drużyny, nikt nie ma co do tego wątpliwości. Jednak gra w większym ciężarze oparta wyłącznie na Angliku często potrafiła przynosić pewne problemy, jak chociażby sprawne odczytanie zamiarów rywala. Teraz, gdy szkoleniowiec Spurs wie już o doskonałej formie Sona, może swoją wiedzę przekuć na prawdziwy skarb. Tym bardziej że podobnej dyspozycji nie gwarantuje póki co Vincent Jansen, w którym to z nadzieją upatrywano godnego zastępcę Kane’a w linii ataku.
Czy Son może być reżyserem gry?
Na razie mu się to udaje. W dotychczasowych, wrześniowych spotkaniach zawodnik ten był bezsprzecznie najlepszym piłkarzem „Kogutów” na boisku. Swoimi dynamicznymi akcjami, a także skutecznymi i nieprzewidywalnymi strzałami wielokrotnie siał zamęt w szeregach rywala. I jeśli ktoś myślał, że znakomity występ przeciwko fatalnej defensywie Stoke jeszcze o niczym nie świadczy, to już po następnych występach Koreańczyka wiedział, że tym razem ta jaskółka powinna przynieść radosne nastroje. Zwłaszcza w ostatnim przeciwko rozpędzonej machinie Pepa Guardioli Son pokazał, że jest już dojrzałym zawodnikiem, potrafiącym stanąć na czele zespołu w pojedynkach z utytułowanym rywalem. W szlagierze na White Hart Lane oczarował niemal wszystkich ekspertów, prezentując całą gamę swoich wysokich umiejętności. Swojego podziwu dla gry Sona nie mogli ukryć m.in. komentatorzy BBC, w tym Ian Wright, legenda Arsenalu. Trudno się dziwić. Doskonałym ruchem bez piłki, balansem, a także odważnymi i dokładnymi prostopadłymi podaniami siał ogromny zamęt w defensywie rywali.











