Miało być pewnie i spokojnie, było nerwowo i bez przekonania. Schalke dopiero po dogrywce zapewniło sobie awans do 1/8 finału LE, pokonując 3:1 Viktorię Pilzno. Wszystkie bramki dla gospodarzy zdobył Klaas-Jan Huntelaar.
– Jeśli zagramy podobny futbol w rewanżu, nie popełniając błędów w obronie, to mamy szansę awansować do następnej rundy – takie słowa po pierwszym spotkaniu zremisowanym 1:1 z Schalke wypowiedział zawodnik Viktorii Pilzno, Pavel Horvath. Kapitan czeskiego klubu niestety w rewanżu wziąć udziału nie mógł z powodu żółtych kartek, ale liczył, że jego koledzy postarają się w Gelsenkirchen o niespodziankę.

Faworytem nie tylko tego spotkania, ale również całego dwumeczu byli oczywiście „Die Koenigsblauen”, którzy w swoim składzie mogli pochwalić się takimi gwiazdami jak Huntelaar czy Raul i odpadnięcie z rozgrywek byłoby dla nich powodem do wstydu. Nie planowali oni jednak od pierwszych minut forsować tempa meczu, bo wynik bezbramkowy awans im zapewniał. Oddali nawet nieco inicjatywy w operowaniu piłką gościom, chcąc zaskoczyć ich raczej kontrą.
Efekt przyszedł już w 8. minucie gry, gdy Klaas-Jan Huntelaar pierwszy dopadł do sparowanego przez Marka Cecha strzału Draxlera. Tym samym Holender już po raz drugi w rywalizacji z Czechami wpisał się na listę strzelców. Wydawało się, iż dzięki tej bramce gospodarze będą mogli kontrolować przebieg tego meczu, co jakiś czas próbując poprawić uzyskane prowadzenie. Nic jednak bardziej mylnego. Viktoria nie przyjechała do Zagłębia Ruhry jedynie asystować.
Z każdą minutą to goście coraz groźniej atakowali bramkę przeciwnika i po 24 minutach nawet udało im się wpakować do niej piłkę. Niestety, sędzia liniowy słusznie dopatrzył się spalonego Martina Cisovskiego i wciąż prowadzili podopieczni Huuba Stevensa. To niepowodzenie nie zraziło jednak mistrzów Czech. Najbliżej wyrównania stanu rywalizacji byli zaledwie cztery minuty później. Wtedy to po świetnie wykonanym rzucie wolnym do dośrodkowania doszedł szczupakiem Daniel Kolar i niestety dla czeskich fanów trafił centralnie w słupek. Publiczność odetchnęła.
Ostatni kwadrans pierwszej połowy nie przyniósł już żadnych emocji. Co gorsza dla widzów, tendencja ta została przeniesiona również na grę po przerwie. Zadowolone z wyniku Schalke mądrze grało w obronie, a w ataku brakowało mu determinacji, by podwyższyć rezultat. Gdy wydawało się, że szansę wreszcie otrzymają goście, którzy wychodzili z obiecującą kontrą, sędzia przerwał ją gwizdkiem. Marek Bakos uderzył łokciem Papadopoulosa i Allan Kelly uznał to zachowanie za celowe, wyrzucając winnego z boiska. W tym momencie szanse na awans dla Viktorii spadły prawie do zera.
Ambicji gościom jednak nie można było odebrać. Walczyli do samego końca i to się opłaciło. Gdy z murawy wiało nudą, w sposób niespodziewany doprowadzili oni do wyrównania po fatalnym błędzie Hoewedesa. Obrońca niemieckiego klubu nieczysto trafił w piłkę i padła ona łupem Frantiska Rajtorala, a ten silnym uderzeniem z ostrego kąta nie dał szans Hildebrandowi. Huub Stevens oniemiał. Nie mógł uwierzyć w to, jak łatwo jego podopieczni dali sobie wydrzeć niemal pewny awans i skazali się na dodatkowe 30 minut walki.
Na tym jednak szczęście mistrzów Czech się skończyło. Wraz z rozpoczęciem dogrywki Schalke rzuciło się na nich jak wygłodniałe wilki na swoją ofiarę. Wiedząc, że przeciwnik gra w osłabieniu, gospodarze chcieli jak najszybciej dobić go i nie narażać się na loterię w postaci rzutów karnych. Pierwsza część dodatkowego czasu gry była jednak dla nich narastającą frustracją. Co rusz oddawali strzały z dystansu (dwukrotnie wprowadzony Obasi) czy też bliska (Raul głową), lecz brakowało w nich precyzji. Nawet jeśli Cecha próbował pokonać jeden z jego defensorów, to bramkarz zachowywał się fenomenalnie, utrzymując czyste konto.
Grający przez pewien czas w dziewiątkę goście – z powodu kontuzji Prochazka musiał na dłuższy czas opuścić boisko – nie dali rady dopiero po zmianie stron. Wtedy to dokładną centrę w pole karne skuteczną główką zakończył ponownie Huntelaar i wszystko stało się jasne. Zmęczeni Czesi z całych sił starali się doprowadzić do remisu, ale była to misja wręcz niewykonalna. „Die Koenigsblauen” nie popełnili po raz drugi tego samego błędu i nie tylko dowieźli korzystny wynik do końcowego gwizdka arbitra, ale również powiększyli prowadzenie po jednej z kontr, a bohaterem został nie kto inny jak Huntelaar. W wielkich męczarniach, ale Huub Stevens i jego zawodnicy awansowali do 1/8 finału Ligi Europy.