W 2010 roku w RPA Hiszpania spotkała się z Holandią w meczu o wielką stawkę – mistrzostwo świata. Wczorajsze spotkanie miało mniejszą wagę gatunkową, bo to tylko faza grupowa, ale prestiż zawsze pozostaje taki sam. Dlaczego Holendrzy wzięli srogi rewanż za finał mundialu sprzed czterech lat? Przyjrzyjmy się!
W RPA mistrzem zostali Hiszpanie. W finale, po wyrównanym meczu, pokonali Holandię dopiero w dogrywce po golu fantastycznego w tym turnieju Andresa Iniesty. Wczoraj w Brazylii „La Roja” też była lepsza… jednak tylko przez moment, gdy po wykorzystanym przez Alonso karnym obrońcy tytułu prowadzili 1:0. Później piłkarze Louisa van Gaala zmiażdżyli, zrównali z ziemią i wręcz ośmieszyli obrońców tytułu. Piękna bramka van Persiego po niesamowitym locie (nawet Kamil Stoch by się takiego nie powstydził) dała remis do przerwy. Druga połowa to istna kanonada Holendrów. Robben dwukrotnie, de Vrij i ponownie RvP pokonywali raz po raz Casillasa. Wygrać 5:1 z Hiszpanią? Ale jak to możliwe?

Pierwszą różnicą pomiędzy dwoma spotkaniami były personalia. Hiszpania zagrała prawie tym samym składem co cztery lata temu w Afryce. Największe zmiany nastąpiły w defensywnej formacji. Do składu wskoczyli Alba i Azpilicueta, a Ramos został przesunięty na środek obrony. Czwórka pomocników została niezmieniona, a w ataku zamiast Villi i Pedro zagrali Costa i Silva. Vicente del Bosque wyszedł z założenia, że wygranej taktyki się nie zmienia i zagrał tym samym systemem co zawsze. Jednak to się nie sprawdziło, a nawet można powiedzieć, że okazało się błędnym posunięciem. Może co innego mówilibyśmy, gdyby Silva wykorzystał sytuację na 2:0, ale właśnie ta zmarnowana okazja przez zawodnika Manchesteru City podkreśla obraz gry Hiszpanów z wczorajszego meczu. W drużynie zabrakło powiewu świeżości, a Xavi, Iniesta czy Alonso do najmłodszych już nie należą. Z kolei teraźniejsza Holandia to całkowicie inna drużyna niż Holandia z 2010 roku. Po pierwsze Louis van Gaal na ławce trenerskiej, co oznacza żelazną konsekwencję w grze z szybkim, ofensywnym polotem. Zmiana taktyki ze standardowego ustawienia 1-4-2-3-1 na 1-3-4-1-2 okazała się strzałem w dziesiątkę i wielką innowacją, która zatrybiła już w pierwszym spotkaniu. W składzie na próżno szukać Heitingi, van Bronckhorsta, Stekelenburga czy van Bommela. Przyszła pora na młodych, na których wściekać się może czasami Robben. Pomocnik Bayernu musi jednak przyznać, że zawodnicy pokroju Blinda (wyróżniającego się we wczorajszym meczu), de Vrija, Vlaara czy Janmaata wnieśli wiele do kadry „Oranje”. Na jak wiele stać zdolną, głodną sukcesu młodzież w powiązaniu z doświadczeniem van Persiego, Sneijdera i Robbena? Okaże się w najbliższych dniach, ale po pogromie mistrzów świata presja powinna być mniejsza, a wiara we własne możliwości i morale na najwyższym poziomie.











