Legia Warszawa zremisowała na własnym obiekcie 2:2 ze Sportingiem Lizbona w pierwszym meczu 1/16 Ligi Europy. Bramki dla gospodarzy zdobywali Wawrzyniak oraz Gol, z kolei trafienia dla zespołu gości zanotowali Carrico oraz Santos.
W Lidze Europy Legia przyzwyczaiła nas do wysokiego pressingu od początku spotkania. Srogo się jednak zawiedli ci, którzy liczyli na taki początek i w tym spotkaniu. Obie drużyny rozpoczęły mecz spokojnie, chcąc wybadać, na co stać rywali. Przez długi czas brakowało bramkowych okazji. Raz po raz na strzały decydowali się zawodnicy Sportingu, ale żaden nie zagroził bramce Kuciaka.

Wraz z upływającym czasem coraz bardziej zazębiała się jednak gra Legii. „Wojskowi” przekonali się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują, i zaczęli grać odważniej. Niewiele zabrakło, a w 24. minucie przyniosłoby to gospodarzom bramkę. Michał Żyro próbował dograć do prawej strony, ale lot piłki przeciął obrońca. Do odbitej przez niego piłki nie doszedł żaden Portugalczyk. Za swoim zagraniem poszedł jednak Żyro. Młody legionista ruszył na bramkę rywali i będąc sam na sam z bramkarzem, podniósł głowę i zdecydował się na strzał. Doskonałą interwencją popisał się jednak Rui Patricio.
Z każdą minutą Legia grała coraz lepiej. Raz za razem stołeczna drużyna miała rzuty rożne, ale niewiele z nich wychodziło. Wreszcie w 37. minucie rzut wolny z lewej strony boiska wykonywał Rybus. Pomocnik gospodarzy zacentrował na dłuższy słupek, tam znalazł się Jędrzejczyk, który zgrał przed bramkę Sportingu, a tam w sporym zamieszaniu piłkę do bramki wpakował Wawrzyniak.
Stracona bramka mocno podrażniła zespół z Lizbony. Portugalczycy starali się szybko odrobić straty, ale defensywa Legii prezentowała się solidnie i nie dawała się przechytrzyć rywalom.
Napór przeciwników był jednak chwilowy. Po kilku minutach Legia ponownie przeniosła grę na połowę Sportingu. Bardzo dobrze prezentował się Maciej Rybus, którego rajdy Portugalczycy musieli zatrzymywać faulami.
Drugą połowę od mocnego uderzenia rozpoczęła Legia. Doskonałe podanie z głębi pola zmarnował jednak Ljuboja.
Kilkanaście minut później legioniści przekonali się o tym, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Matias Fernandez. Do mocno wbitej na krótki słupek piłki wyszedł Kuciak, ale uprzedził go Carrico, który wyrównał stan meczu.
Strzelona bramka znacznie zmotywowała gości do aktywniejszej gry pod bramką Legii. Przez kilkanaście minut to przyjezdni prowadzili grę, raz po raz posyłając groźne piłki w okolice bramki warszawian.

Legioniści kilka razy koronkowo rozgrywali swoje akcje, ale w decydujących momentach brakowało dokładnego podania. W 79. minucie trybuny na Pepsi Arenie po raz drugi tego dnia wybuchły radością. Prostopadłą piłkę zagrał Żyro, doszedł do niej Wolski i zagrał wzdłuż bramki. Tam wślizgiem wchodził Gol, który umieścił futbolówkę w bramce.
Radość fanów „Wojskowych” nie trwała jednak zbyt długo. W 87. minucie piłka zagrana w uliczkę trafiła do Andre Santosa. Ten, będąc w rogu pola karnego, uderzył zewnętrzną częścią stopy. Na nieszczęście dla gospodarzy, zrobił to na tyle dokładnie, że trafił w samo okienko, nie dając szans Kuciakowi na skuteczną interwencję.
Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry strzału z dystansu poszukał jeszcze Vrdoljak, ale uderzenie kapitana Legii przeleciało obok bramki.
Tuż przed końcem meczu świetną okazję mieli jeszcze goście. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Fernandez. Niezbyt udanym piąstkowaniem popisał się Kuciak, do piłki dopadł Insua, ale jego uderzenie przeleciało obok bramki.
Mimo dobrej gry Legia nie zdołała wygrać. Przed rewanżem to Sporting jest faworytem dzięki bramkowemu remisowi, który wywozi z Warszawy. Mając jednak w pamięci dwumecz ze Spartakiem Moskwa, możemy być pewni, że w Lizbonie podopiecznych Macieja Skorży stać na rozstrzygnięcie dwumeczu na swoją korzyść.
gdy ślizgawa trafił na 1:0 to próbowałem udawać
małeckiego i zdjełem bluze i zaczełem tańczyć
2:2 :(
Ładnie Grali
BRAMKI Z MECZU TUTAJ
http://doliczonyczas.blox.pl/html