Real Madryt nie chciał być w ten weekend gorszy od Barcelony. Katalończycy w sobotę pokonali Rayo 5:0, stołeczni w takim stosunku odprawili Mallorcę. Dwoma golami dla mistrza Hiszpanii popisali się Higuain i Ronaldo, a wynik w doliczonym czasie gry ustalił Jose Callejon.
Choć Real Madryt po raz kolejny nie rozgrywał w pierwszej połowie nie wiadomo jak dobrego meczu, to bardzo szybko wyrobił sobie bezpieczną przewagę nad swoim rywalem, który nie miał żadnego pomysłu na to, jak zabrać się za swoją grę. W 2. minucie oglądaliśmy pierwszą próbę strzału w wykonaniu „Królewskich” – Di Maria został jednak zablokowany. 180 sekund później atakować próbowali gospodarze, ale po wrzutce Nsue defensorzy Realu w porę zorientowali się w całej sytuacji. Chwilę później wyspiarze sami wydali na siebie wyrok. Fatalny błąd Conceicao wykorzystał Gonzalo Higuain, obracając się z piłką i pakując ją do siatki obok kompletnie bezradnego Dudu Aouate’a. W kolejnej sytuacji izraelski golkiper został już zmuszony do interwencji. W swoim stylu akcję ze środka boiska pociągnął Ronaldo, oddał nieprzyjemny strzał, ale nie zdołał podwyższyć prowadzenia. Chwilę później Portugalczyk strzelał zdecydowanie mocniej i groźniej, ale i niecelnie.
Po naprawdę szybkich pierwszych fragmentach spotkania gra trochę się uspokoiła. Real kontrolował to, co dzieje się na boisku, i tylko co jakiś czas próbował kontrować swojego rywala. W 18. minucie wykazać musiał się jednak Iker Casillas. Z lewej strony atakował Nsue, jego próba dośrodkowania zamieniła się w groźny lob, jednak reprezentant Hiszpanii końcami palców przeniósł futbolówkę nad poprzeczką. Miejscowi nie poszli niestety za ciosem i po krótkiej chwili popełnili kolejny fatalny w skutkach błąd na własnej połowie. „Los Blancos” przejęli piłkę, ta jak po sznurku powędrowała od Oezila przez Di Marię i Higuaina do Ronaldo, a reprezentant Portugalii mocnym strzałem nie dał szans na interwencję bramkarzowi.
Drugi zdobyty gol sprawił, że Real grał już na pełnym luzie. Czasem próbowali wykorzystywać to podopieczni Joaquina Caparrosa, ale im akurat nie udawało się czerpać korzyści z pomniejszych pomyłek defensorów Jose Mourinho. Co jakiś czas kolejny cios próbowali zadać z kolei goście, ale próby Modricia, Ronaldo czy Higuaina kończyły się niecelnymi lub blokowanymi strzałami. Ostatecznie po pierwszych 45 minutach madrytczycy prowadzili 2:0.
Pierwszy kwadrans drugiej połowy nie napawał nas niczym optymistycznym. Gra była mocno szarpana, a piłkarze gospodarzyli zachowywali się tak, jakby zależało im tylko na tym, aby jak najczęściej prowokować przeciwników nieczystymi zagraniami. Sporo fauli, żółte kartki i brak jakichkolwiek sytuacji bramkowych – nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Dopiero w 60. minucie oglądaliśmy pierwsze uderzenie na bramkę. Sfrustrowany całą sytuacją Cristiano Ronaldo zdecydował się na strzał z ponad 25. metrów, ale futbolówką poleciała w sam środek bramki gospodarzy. Z każdą kolejną minutą wyglądało to niestety tak, jakby Real (nie licząc oczywiście Cristiano) nie był już zainteresowany zdobywaniem kolejnych goli. Wygrać mecz jak najmniejszym nakładem sił – dewiza „Królewskich” w ostatnich tygodniach.










