Aston Villa jest jednym z najbardziej zasłużonych angielskich klubów. Wprawdzie czasy jej największej chwały są już odległym wspomnieniem, gdyż ostatni sukces miał miejsce w 1982 roku. Wtedy to klub z Birmingham znalazł się na europejskim szczycie, wygrywając Puchar Europy. 26 maja na stadionie w Rotterdamie piłkarze „The Villans” zapisali swoją złotą kartę. 35 lat później ich następcy w bordowo-błękitnych koszulkach znajdują się nad przepaścią. Pod rządami Randy’ego Larnera zasłużony klub zmierza ogromnymi krokami w kierunku Championship.
Aston Villa jest w tym roku głównym kandydatem do spadku z Barclays Premier League. Chyba tylko najwięksi optymiści wśród kibiców tego klubu wierzą jeszcze, że karta może się odwrócić. Jednak większość powoli godzi się z tym, co wydaje się nieuniknione. Bardziej od widma spadku martwi ich to, czy „The Villans” nie pogrążą się na długie lata w otchłani niższych lig.
W ostatnich latach niewiele klubów po spadku potrafiło wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii. Wahadłowo kursujące pomiędzy Premier League a Championship Queens Park Rangers oraz Norwich dały sobie radę. Zdecydowanie więcej mamy przykładów tego, że powroty bywają trudniejsze, niż wydaje się właścicielom klubów. Wolverhampton, Nottingham Forest czy Cardiff City przekonały się o tym dość boleśnie.
Główny powód zmartwienia kibiców Aston Villi nazywa się Randy Larner. Niegdyś nadzieja na lepszą przyszłość, dziś największy wróg trybun Villa Park. 54-letni Amerykanin jest właścicielem klubu od 2006 roku. 10 lat wystarczyło, by doprowadzić drużynę z Birmingham na skraj przepaści. Jego zarządzanie nie sprawdziło się w NFL, w którym był właścicielem Clevland Browns, nie sprawdziło się też w Premier League. Kibice Cleveland Browns nazywają swój stadion fabryką smutku. Obecna gra „Lwów” sprawia, że Villa Park niedługo także będzie nosić taką nazwę.
Randy Larner, kupując Aston Villę, spełniał swoje marzenia. Studiując w Cambridge, stał się kibicem piłki nożnej. Gdy przydarzyła się okazja, porzucił football na rzecz jego europejskiej wersji. Przynajmniej takie stanowisko publicznie przedstawiał. Jeśli to była miłość, to na pewno krótkotrwała. Przynajmniej patrząc na te 10 lat rządów w klubie z Birmingham.











