Raków zaczął drugą połowę rundy zasadniczej niemalże identycznie jak poprzednią. W pierwszej kolejce tak samo jak tydzień temu rakowianie ulegli Koronie, a dzisiaj, podobnie jak na początku rozgrywek, tydzień po inauguracji zagrali jak równy z równym przeciwko mocnej Jagiellonii, którą ponownie pokonali! Nie da się ukryć, że widać spory progres w grze Rakowa, szczególnie jeśli chodzi o koncentrację w ostatnich minutach meczu, z czym do niedawna podopieczni Marka Papszuna miewali problemy.
Nie da się ukryć, że w polskiej piłce klubowej szczęście jest ważnym czynnikiem. Błędy się zdarzają dość często i trzeba je po prostu umiejętnie wykorzystać. I o ile w pierwszym meczu z Jagiellonią rakowianie w pełni zasłużenie pokonali białostoczan, o tyle dzisiaj trzeba przyznać, że element szczęścia był jednym z głównych czynników, dzięki którym na koniec mogli cieszyć się z kompletu punktów.
Reakcja na stratę bramki
Tutaj warto wspomnieć, że szczęście do tej pory częściej sprzyjało rywalom Rakowa. Wszyscy doskonale pamiętamy mecz z Górnikiem Zabrze, który rakowianie przegrali niemalże na własne życzenie, przez większą część spotkania rażąc nieskutecznością. Podobnie sytuacja wyglądała chociażby w meczach z Piastem Gliwice oraz Wisłą Płock.
Tym, co różni drużynę Rakowa z tamtych spotkań od tej z dzisiejszego meczu, jest przede wszystkim umiejętność reagowania na stratę bramki. Wcześniej rakowianie mieli z tym niemałe problemy. We wspomnianych wcześniej meczach w Gliwicach i u siebie z Wisłą Płock potrafili bowiem pierwsi zdobywać bramkę, ale niestety nie potrafili owego prowadzenia utrzymać. Problem był wówczas o tyle duży, że bramki tracili w ostatnich minutach meczu.
Podopieczni Marka Papszuna z pewnością zaczęli zwracać większą uwagę m.in. na reagowanie po stracie bramki. Widać to było choćby w niedawnym meczu w Lubinie z tamtejszym Zagłębiem czy jeszcze wcześniej w spotkaniu z Pogonią Szczecin. Tutaj warto dodać, że w Lubinie rakowianie potrafili dwukrotnie podnosić się po stracie gola, a w Szczecinie strata bramki podziałała na nich na tyle mobilizująco, że ostatecznie potrafili odwrócić losy spotkania.
– Może ktoś powie, że się tylko broniliśmy, ale my mieliśmy dziś organizację, poświęcenie, walkę. Gratulacje dla zespołu, bo stracić bramkę w 2. minucie to zawsze mocny cios i nie jest łatwo otrzepać kurz i grać dalej. Na pewno w tej lidze się nie poddamy, choć wielu ludzi nas skreśla. Obronimy się – tłumaczył po październikowym zwycięstwie nad ówczesnym liderem ze Szczecina szkoleniowiec Rakowa.











