Piłkarski los nie był łaskawy i przydzielił mistrzom Polski bardzo silnego rywala już w 2. rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Karabach jest koszmarem polskich klubów. Zespół z Azerbejdżanu eliminował z europejskich rozgrywek Piasta Gliwice, Legię Warszawa, Wisłę Kraków i Lecha Poznań. Tę fatalną passę naszych drużyn spróbuje przerwać Raków Częstochowa, który ma do tego niezłą pozycję wyjściową.
Liga Mistrzów to od lat rozgrywki niedostępne dla polskich zespołów. Wyjątkiem była Legia Warszawa w sezonie 2016/2017, kiedy to ówcześni mistrzowie kraju rywalizowali w grupie z Realem Madryt, Borussią Dortmund oraz Sportingiem Lizbona. Nasza liga przez długi czas spadała w rankingu europejskich rozgrywek. Było to spowodowane nieporadnością polskich drużyn w eliminacjach Ligi Mistrzów, Ligi Europy i najnowszego pomysłu UEFA – Ligi Konferencji. Ekstraklasa potrzebuje takich sezonów jak ten zeszłoroczny w wykonaniu Lecha Poznań. Dlatego w środę bardzo ważny mecz rozegra Raków Częstochowa.
Zachować koncentrację
Pierwsze spotkanie pokazało, że mistrzowie Polski nie mają czego się wstydzić przed Karabachem. Oczywiście należy mieć szacunek i docenić fakt, że azerski zespół dziewięć lat z rzędu był uczestnikiem fazy grupowej europejskich rozgrywek. To wynik, o którym nasze drużyny mogą na razie tylko pomarzyć. Na boisku nie było jednak widać różnicy pomiędzy rywalami. Raków bezlitośnie wykorzystał kiepski występ bramkarza przeciwników. Niestety po osiągnięciu dwubramkowego prowadzenia piłkarzom Dawida Szwargi zabrakło koncentracji.
Takie okresy przestoju czasem uchodzą płazem w ekstraklasie, ale Liga Mistrzów ich nie wybacza. Zaledwie dwóch minut potrzebował Karabach, aby złapać kontakt w tamtym spotkaniu i również dwie minuty wystarczyły, by prowadzenie Rakowa przeszło do historii. Proste błędy w obronie sprawiły, że Azerowie poczuli krew i wrócili do gry. Takich momentów trzeba będzie za wszelką cenę unikać w Baku. Z pewnością sztab szkoleniowy częstochowian będzie na to uczulał zawodników.
O tym, że jednobramkowa zaliczka z pierwszego meczu może na niewiele się zdać, przekonał się w ubiegłym sezonie Lech Poznań. „Kolejorz” również pokonał Karabach jednym golem w meczu domowym. Jakby tego było mało, w pierwszej minucie rewanżu wyszedł na prowadzenie po trafieniu Kristoffera Velde. Wszyscy jednak pamiętamy, co stało się później. Karabach wygrał tamto spotkanie aż 5:1. Koncentracja to słowo klucz przed środowym rewanżem i w Częstochowie zapewne odmieniają je przez wszystkie przypadki.










