Po 46 dniach piłkarskiej posuchy do gry wraca rosyjska Premier Liga. Rozgrywki, które są zaopatrzone w polskich piłkarzy, w naszym kraju niestety często omija się szerokim łukiem. Jednakże trzeba zdać sobie sprawę, że liga rosyjska prezentuje naprawdę wysoki poziom, a dostęp do niej wcale nie jest taki trudny. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że żadna polska telewizja nie nabyła praw do jej transmitowania.
Już dziś o godzinie 19:00 czasu polskiego Arsenal Tula podejmie na własnym boisku zespół Dynama Moskwa. Spotkanie to zainauguruje 28. sezon najwyższej klasy rozgrywkowej w Rosji. Tytułu bronił będzie Zenit Petersburg, który w ubiegłą sobotę uległ drużynie Lokomotiwu Moskwa w ramach meczu o Superpuchar.
Liga ta niewątpliwie zasługuje na uwagę, bowiem od kilku lat notuje spory progres. – Liga rosyjska bardzo się rozwija i ma niesamowity potencjał, zwłaszcza po ubiegłorocznych mistrzostwach świata. Jeśli spojrzymy dwa lata do tyłu, zauważymy sporo różnic – twierdzi Stefano Conforti, którego zapytaliśmy o największą zaletę tych rozgrywek.
Okno transferowe w pigułce
Codziennie ze wszystkich stron zalewani jesteśmy masą spekulacji na temat transferów w pięciu najsilniejszych ligach Europy. Nie oznacza to jednak, że w innych krajach nic się nie dzieje. Najlepszym tego przykładem jest rosyjska Premier Liga, gdzie w ostatnich tygodniach miało miejsce wiele ciekawych transakcji.
Bezkonkurencyjnie transferem numer jeden tamtejszych boisk jest przejście Tonny’ego Vilheny do Krasnodaru. „Byki” zapłaciły za holenderskiego pomocnika 9 milionów euro. Tym samym były piłkarz Feyenoordu stał się najdroższym sprowadzonym graczem w historii krasnodarskiego zespołu.
Na uwagę zasługują również przenosiny Douglasa Santosa, który zdecydował się zamienić niemiecki Hamburger SV na Zenit Petersburg. Brazylijski obrońca kosztował „Piterców” blisko 10 milionów euro. Nie próżnowało także CSKA, po rocznym wypożyczeniu zdecydowało się wykupić Nikolę Vlasicia.












