Za nami 1/3 sezonu ligi angielskiej. Warto więc zwrócić uwagę, a także pokusić się o wstępne oceny pracy w klubach, które przed sezonem były obiektem zainteresowań oraz wszelkich rokowań. Wolverhampton Wanderers to klub, który zdecydowanie zalicza się do tego grona. Ocenimy pracę piłkarzy oraz przede wszystkim trenera Espirito Santo, nawiązując do poprzedniego sezonu oraz początku obecnego.
Niektóre kluby są znane z tego, że mają wybitną defensywę, a niektóre z tego, że potrafią nastrzelać przeciwnikom często po kilka bramek w meczu. Można – z dużą dozą prawdopodobieństwa – przewidzieć, w jaki sposób drużyna będzie grała. Czy skupi się bardziej na ataku czy obronie. Czy preferuje utrzymywać się przy piłce i kreować sytuacje, czy też pozwoli przeciwnikowi na dłuższe posiadanie piłki i skupi się na kontratakach. Niektóre ekipy zdają się jednak być nieprzewidywalne, nie nijakie, lecz nieprzewidywalne. Do takich właśnie drużyn należy Wolverhampton Wanderers…
Seria ośmiu meczów z rzędu bez porażki
Początek sezonu ligowego podopiecznych Nuno Espirito Santo, pomimo że nie wiadomo było do końca, czego się spodziewać po „Wilkach”, był raczej poniżej oczekiwań kibiców Wolverhampton Wanderers. Sierpień i niemal cały wrzesień „The Wolves” praktycznie przespali. W sześciu meczach uzbierali raptem cztery „oczka”. Nie wróżyło im to zbyt dobrego sezonu, a nad Espirito Santo zaczęły wisieć coraz ciemniejsze chmury. O początku rozgrywek pisaliśmy już wcześniej w artykule poniżej:
Jednak pod koniec września w siódmej kolejce w końcu nadeszło… Nadeszło pierwsze, długo wyczekiwane, dające ulgę zwycięstwo w lidze przeciwko Watfordowi. Zdawać by się mogło, że taka pierwsza, jedyna do tamtego momentu wygrana wleje zaledwie odrobinę wiary i doda trochę pewności siebie piłkarzom. Jak się okazało, Wolverhampton odblokowało się całkowicie, tak jakby ktoś zdjął z podopiecznych Nuno Espirito Santo plecak pełen kamieni. Mecz przeciwko Manchesterowi City ewidentnie pokazał, że „Wilki” są głodne i nie zamierzają odpuścić żadnej okazji, by się nasycić. „The Wanderers” podeszli do spotkania z mistrzami kraju bez kompleksów, zachowując czyste konto i wyjeżdżając z Etihad Stadium z drugim zwycięstwem w lidze.
Dalej szło już stabilnie. Zespół Wolverhampton w każdym meczu zdobywał punkty, w tym między innymi z Arsenalem, z którym zremisował na wyjeździe. Paradoksalnie w październiku i listopadzie rozchmurzyło się na Molineux Stadium, a słońce zaczęło świecić coraz jaśniej. Od pierwszego ligowego zwycięstwa „The Wolves” rozegrali siedem spotkań, w których zdobyli aż 15 punktów. Niektóre z nich wywalczyli z drużynami z „żelaznej szóstki”.
Równowaga między ligą a pucharami
To, co było chyba największą zagwozdką trenera Wolverhampton przed sezonem, to jak pogodzić rozgrywki krajowe z europejskimi pucharami, jednocześnie dobrze prezentując się na obu frontach. Nuno Espirito Santo wraz ze swoimi piłkarzami już od kwalifikacji doskonale prezentowali się w Europie. Widać było po tej drużynie, że pragną – po wielu latach absencji w europejskich rozgrywkach – awansować do Ligi Europy. Tym samym dając zarówno kibicom, jak i sobie wyczekiwane emocje poza granicami Anglii.











