1. kolejka fazy ligowej Ligi Europy za nami. W akcji zobaczyliśmy polskich piłkarzy rozrzuconych po całym kontynencie. Dla części z nich wieczór okazał się wyjątkowo udany – gole Karola Świderskiego i Sebastiana Szymańskiego były ozdobą inauguracyjnych spotkań. Inni musieli pogodzić się z rolą drugoplanową, a kilku wciąż czeka na większą szansę.
Świderski daje sygnał z Aten
Panathinaikos rozpoczął fazę ligową od starcia z Young Boys. Czasem jedno uderzenie potrafi nadać ton całemu wieczorowi. Tak właśnie było w Bernie, gdzie Karol Świderski już w 10. minucie przypomniał kibicom, że Panathinaikos nie przyjechał do Szwajcarii na wycieczkę. Gol Polaka otworzył worek z bramkami, a chwilę później na scenę wkroczył Anass Zaroury. Marokańczyk urządził sobie wieczór strzelecki zakończony hat-trickiem. 4:1 – wynik, który nie pozostawia złudzeń. Dzięki temu zwycięstwu Panathinaikos od razu ustawił się w komfortowej pozycji w grupie, zajmując 1. miejsce. Świderski zrobił swoje, Zaroury skradł show, a Bartłomiej Drągowski mógł tylko przyglądać się wszystkiemu z ławki. Choć tym razem nie musiał bronić, pewnie nie obrazi się na taki początek europejskiej przygody.
Roma górą bez Polaków
AS Roma pokazała klasę w starciu z OGC Nice, wygrywając 2:1, ale polskie akcenty tego wieczoru były tylko symboliczne. Jan Ziółkowski nie znalazł się w składzie i wciąż czeka na swój debiut w barwach Romy po letnim transferze z Legii Warszawa. Bartosz Żelazowski z kolei spędził cały mecz na ławce rezerwowych. Nie można więc mówić o jakimkolwiek wpływie na boiskowe wydarzenia. Mecz rozstrzygnęli obrońcy Romy, którzy w odpowiednich momentach włączyli się do akcji ofensywnych. Rzut karny dla Nicei dał gościom honorowe trafienie. Rzymianie kontrolowali tempo i zdobyli pewnie trzy punkty, a dla Ziółkowskiego i Żelazowskiego był to kolejny wieczór obserwacji i nadziei, że ich czas na boisku wreszcie nadejdzie.
Szymański błysnął, Fenerbahce poległo
Sebastian Szymański był tam, gdzie drużyna najbardziej go potrzebowała. Kiedy Dinamo Zagrzeb prowadziło 1:0 i Fenerbahce wyglądało na zagubione, Polak pojawił się w polu karnym i pewnym strzałem wyrównał na 1:1. Przez chwilę wydawało się, że turecki zespół odzyskał oddech i wróci do gry. Niestety, to był tylko moment – Dinamo odpowiedziało kolejnymi trafieniami i zamknęło mecz wynikiem 3:1. Szymański zrobił swoje, ale to było za mało. Na razie zajmują miejsce pod koniec tabeli. W Stambule będą musieli znaleźć mu wsparcie, jeśli naprawdę marzą o czymś więcej niż tylko o epizodzie w Lidze Europy.











