Kibicowaliście Walii, prawda? Patrząc na cały turniej miała wszelkie atuty, aby spuścić Portugalczykom łomot i odesłać ich na Półwysep Iberyjski. Futbol jest jednak nieprzewidywalny, i dziś Ronaldo i spółka bo arcysłabym spotkaniu doszli do ostatniego meczu. Czy ta faza była poza naszym zasięgiem? Kto widział, ten wie, kto nie widział, niech się dowie. A Loew i Deschamps niech się zastanawiają, czym Portugalia może im zagrozić.
Portugalia bez Ronaldo? Statystycznie możliwe…
Po meczu Polska – Portugalia mówiło się głośno i bez ogródek, że był słaby i bez jednoznacznego faworyta. Niech będzie, trzymajmy się tej wersji, choćby przez chwilę. Jeśli jest prawdziwa, a dziś Portugalia była od Walii po prostu lepsza – co mogło czekać w półfinale na kadrę Nawałki? Tego nigdy się nie dowiemy, może i lepiej. Mniej żalu.
Nietrudno jednak pokazać, jak mierny poziom przedstawiali zawodnicy, którym przyszło walczyć o potencjalnie najważniejsze spotkanie w życiu, nawet dla „CR7”. W całej pierwszej połowie padł zaledwie jeden celny strzał. Powiedzieć można: wyrachowanie, piłkarskie szachy. Poprawka: to był mecz nudnych do bólu Portugalczyków z Walijczykami, którzy bez swojego kręgosłupa Williams – Ramsey (dziś nie grał) – Bale są w stanie w rubryce „taktyka” wpisać, cytując Krzysztofa Krawczyka, „niech się dzieje, co chce”.
Ustawieniem próbowali zmienić to spojrzenie – wyszli pięcioma obrońcami, aby całkowicie zamknąć skrzydła, a więc zarówno zejścia do środka napastników, jak i wrzutki na głowę Ronaldo. Ironia – stracili bramkę właśnie po główce skrzydłowego Realu. To już jednak druga część gry. Jak wygrany zespół wyglądał w pierwszych 45 minutach?

Powyżej widać statystykę strzałów Portugalii z pierwszej połowy (źr. Fourfourtwo.com). Cztery próby, zero celnych. Walia? Dwa uderzenia, jedno zmierzało w światło bramki. Trójka pomocników w środku pola ekipy z Wielkiej Brytanii została całkowicie zneutralizowana przez diament Fernando Santosa. Jeden pomocnik więcej – to gwarantuje utrzymywanie się przy piłce! W dziewięciu na dziesięć przypadków, ale nie w tym spotkaniu.
Ronaldo i spółka wymienili 321 podań przy 428 zagraniach rywala, przy piłce utrzymywali się przez 44% czasu. Dlaczego przegrali na tym polu? Ponieważ, jak w każdym poprzednim meczu, oddali grę przeciwnikowi. Gdyby nie piłkarz „bez formy i nieistniejący na tym Euro”, czyli Ronaldo, stan 0:0 utrzymywałby się zapewne do ostatniej minuty dogrywki.
Walia wcale nie czuła się zobowiązana do przeszkadzania. Nieudane podania, zrzucanie całej odpowiedzialności za rozegranie, strzelanie i tworzenie szans na Bale’a… Mówi się, że to Wyspiarze mają zespół, a Południowcy dziesiątkę grajków i jedną indywidualność. Dzisiaj tymczasem Bale miał zdecydowanie więcej kilogramów na swoich barkach. Wystarczy wspomnieć, że gola strzelił Nani, a jeszcze jednego powinien dorzucić Joao Mario. Później można rzucić okiem na mapy zagrań obu czarodziejów z Madrytu (linki do statystyk i )










