Paris Saint-Germain w trwającym oknie transferowym zachowuje się jak młoda, rozpuszczona dziewczyna z bogatego domu, która za zadanie postawiła sobie wyczyścić do zera wszystkie karty kredytowe ojca. Przeszła szlak najdroższych butików, wybierając to, co jej najbardziej się podoba, i nie zważając na cenę, po prostu to kupiła. Ale czy na pewno tak to wygląda?
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że żaden z wielkich transferów w historii futbolu nie dokonał tak wielkiej rewolucji w myśleniu ludzi. Świat piłki nożnej podzielił się na ten sprzed przejścia Neymara z Barcelony do PSG i po nim. Żadna z rekordowych transakcji przeprowadzana przez Florentino Pereza i Real Madryt z udziałem Zinedine’a Zidane’a, Cristiano Ronaldo czy Garetha Bale’a nie ma w tym momencie takiego znaczenia. Owszem, to też były wielkie wydarzenia, bito kolejne rekordy wysokości opłaty za transfer, jednak historia Brazylijczyka oznacza coś więcej.
Zdawało się, że kwota, jaką paryżanie zapłacili, jeszcze długo, jeśli w ogóle kiedykolwiek, nie będzie w zasięgu nawet najbogatszych. Tak musiała myśleć Barcelona, która w nowym kontrakcie zawodnika zapisała 222 mln euro odstępnego. Jak pokazało życie, nic bardziej mylnego i teraz dopiero zaczyna się szaleństwo. Teraz w Katalonii drżą jeszcze bardziej, bo nagle 300 mln euro, czyli klauzula Messiego, staje się przerażająco niską kwotą, którą chętnie zapłaci chociażby Manchester City, byleby mieć w składzie najlepszego zawodnika na świecie. Inne kluby, jak: Liverpool, Borussia Dortmund czy Monaco, zaczęły żądać za swoje młode talenty pieniędzy, jakich parę lat temu nikt nie wyłożyłby za takie tuzy, jak: Beckham, Ronaldo czy Ronaldinho. A w całym tym zamieszaniu pada jedno zasadnicze pytanie – co na to wszystko prawo Finansowego Fair Play?
Na czym polega Finansowe Fair Play
W jednej z wielu rozmów na temat piłki nożnej mój kolega powiedział, cytuję, „nie istnieje coś takiego jak Finansowe Fair Play.” Trudno się z nim nie zgodzić, bo o jakim fair play możemy mówić w sytuacji, kiedy w jednym rzędzie postawimy najbogatsze i największe kluby razem z tymi małymi i biednymi. Działania na rynku tych pierwszych doprowadziły dużo klubów do zadłużeń, a nawet upadków. Nie potrafiły one odpowiednio zareagować na wzrastające kwoty transferów oraz niebotyczne pensje proponowane piłkarzom, chciały być konkurencyjne, nie mierząc właściwie swoich sił na zamiary. Stale pogarszająca się sytuacja wielu klubów, które rok w rok generowały coraz większe straty, zmusiła UEFA do działania. Powstało prawo, które stara się przynajmniej ograniczyć szaleństwo i rozrzutność klubów piłkarskich tak, żeby zrównoważyć i kontrolować rynek oraz finanse. W 2010 r. UEFA wprowadziła zasady Finansowego Fair Play, zgodnie z którymi kluby mogą wydać maksymalnie 5 mln euro więcej, niż zarabiają w ciągu okresu, który podlega kontroli, czyli przez ostatnie trzy lata (jest to zasada tzw. break-even, czyli progu rentowności). Limit ten może zostać przekroczony do pewnego poziomu, o ile właściciel klubu pokryje w całości tę różnicę. To z kolei pozwala zapobiec powstaniu niemożliwego do spłaty długu. Ten poziom w sezonach 2015/2016, 2016/2017 i 2017/2018 wynosi 30 mln euro. Do tego kluby na zakończenie sezonu (tj. do 30 czerwca) nie mogą mieć żadnych zaległych zobowiązań wobec innych klubów, pracowników oraz organów podatkowych. Warto podkreślić również, że do wydatków klubu nie są wliczane koszty inwestycji w infrastrukturę stadionową, obiekty treningowe, rozwój młodych piłkarzy, a od 2015 r. także futbol kobiecy.











