Real Oviedo – klub, który jeszcze dziesięć lat temu grał w powodzeniem w La Liga, niedawno sięgnął dna. Zamiast mierzyć się w najwyższej klasie rozgrywkowej z takimi zespołami jak Real Madryt czy Barcelona, to teraz błąka się po trzeciej lidze, w której jego rywalem jest młodzieżowa drużyna „Królewskich”… Czy za sprawą nowego właściciela ta drużyna ponownie wróci do gry?
Klub z Oviedo został założony 26 marca 1926 roku. Dysponuje nie tylko budzącym szacunek stadionem, ale także bogatą historią, dzięki której może pochwalić się tym, że jest tą drużyną, która najczęściej z całego regionu Asturii grała w Primera Division. Real rozegrał tam 38 sezonów, kolejne 32 spędził w drugim poziomie rozgrywkowym, a dziesięć w ligach niższych, z czego większość stanowią ostatnie lata. Te jednak to zdecydowanie czas niepowodzeń.

Najpierw po zakończeniu sezonu 2000/2001 zespół spadł do Segunda Division. Tam spędził kilka lat, po których niestabilna finansowa sytuacja spowodowała degradację o jeszcze szczebel niżej. Wtedy to już po raz pierwszy zaczęły się pojawiać się plotki o likwidacji tego niezbyt dużego klubu, którego jednak renoma sięga także poza Półwysep Iberyjski. To nie był jednak jeszcze koniec, w 2007 roku wylądował bowiem w czwartej lidze. Rozgrywki 2009/2010 zakończył awansem do trzeciego stopnia rozgrywkowego, w którym występują aż do dzisiaj.
Na losy klubu z Asturii główny wpływ miały problemy finansowe. To one powodowały kolejne degradacje, a kilka miesięcy temu o mało nie doprowadziły do całkowitej likwidacji drużyny, która w jednym z sezonów z La Liga potrafiła zająć nawet szóste miejsce w tabeli. Kibicom trudno było pojąć, jak to możliwe, że klub, w którym pierwsze kroki w futbolowej karierze stawiali tacy piłkarze, jak: Juan Mata, Santiago Cazorla czy wschodząca gwiazda Premier League, czyli Michu, może całkowicie zniknąć z futbolowej mapy świata.
Działacze nie chcieli dać za wygraną, dlatego dzięki wprowadzeniu cegiełek na ratowanie drużyny już za 11,5 euro można było wspomóc klub. Cel był bardzo prosty – trzeba było do 17 listopada uzbierać 2 miliony euro, w przeciwnym razie stanie się coś, co jeszcze jakiś czas temu w ogóle było nie do pomyślenia. Sprawa została sowicie nagłośniona również w naszym kraju, gdzie również zdarzają się takie przykłady. Swojej pierwszej drużyny nie zostawili w potrzebie wyżej wymienieni piłkarze, które również wykupili akcje. Do wiadomości publicznej nie zostało podane, ile wyłożyli oni pieniędzy w ratowanie trzecioligowca, ale możemy się spodziewać, że była to znacząca kwota. Wychowankowie klubu uznali to za obowiązek, o czym mówił sam Michu: – Kupiliśmy udziały, jednak nie byłoby to wskazane, gdybym was poinformował, ile ich było. Klub, w którym stawialiśmy swoje pierwsze kroki, był w potrzebie, więc chcieliśmy go uratować. Nie mogliśmy postąpić inaczej – mówił wtedy gwiazdor Swansea City.












