Vujadin Savić to zawodnik, który od pierwszych dni w profesjonalnym futbolu musi spotykać się z porównaniami do ojca, w przeszłości wielkiego piłkarza. Syn legendy Crvenej Zvezdy i dziennikarki serbskiej telewizji wydaje się skazany na sukces. Rzeczywiście, wszystko wskazuje na to, że zrobi dużą karierę.
Serbia stała się jakiś czas temu mekką piłkarskich scoutów. Szperacze zatrudnieni w największych europejskich klubach coraz częściej wybierają się na Półwysep Bałkański, by przyglądać się rodzącym się tam na każdym kroku futbolowym talentom. Partizan Belgrad nawiązał współpracę z Fiorentiną, Vojvodina Nowy Sad podsyła talenty AC Milan, a że w Crvenej Zveździe Belgrad również nie brakuje zdolnej młodzieży, to w Serbii podnoszą się głosy, że odpływ najzdolniejszych piłkarzy jest epidemią gnębiącą bałkański futbol. Bohater tego tekstu jest jednym z piłkarzy, którzy wyjechali z ojczyzny, jeszcze zanim ukształtowały się ich piłkarskie umiejętności.

Kariera piłkarska wiązała się z osobą Savicia niemal od urodzenia. Futbolowy bakcyl zaszczepiony został przez ojca, byłego piłkarza m.in. Lille, Cannes i Sportingu Gijon, Dusana Savicia. Jak się okazało, po kilkunastu latach syn podążył śladami ojca i również trafił do ligi francuskiej. Savić senior jako napastnik brylował na północy kraju, jego syn został zawodnikiem klubu z południa Francji.
Savić jako ośmioletnie dziecko trafił na treningi do Crvenej Zvezdy Belgrad, najbardziej utytułowanego i najpopularniejszego klubu w Serbii. Od dwunastego roku życia był kapitanem w każdej kolejnej drużynie młodzieżowej. Vujadin nie kontynuował kariery ojca w przednich formacjach. W przeciwieństwie do Dusana, zdolnego napastnika, reprezentanta Jugosławii, który w czasie profesjonalnych występów zdobył grubo ponad sto bramek, Vujadin postanowił zostać obrońcą. Słuszny wzrost i nienaganna, jak na takie warunki fizyczne, zwrotność od początku były jego atutami.
Pierwsze kroki Savicia w dorosłym futbolu to występy w pierwszoligowym Radzie Belgrad. Niepełnoletni jeszcze serbski obrońca trafił na wypożyczenie, które miało umożliwić mu regularną grę w meczach o stawkę. Oddanie stopera do słabszego klubu okazało się dla włodarzy Crvenej Zvezdy strzałem w dziesiątkę. Na stadionie króla Petara I w południowym Belgradzie, Savić zagrał 25 oficjalnych spotkań, które pozwoliły mu, po powrocie do macierzystego klubu, z marszu wywalczyć miejsce w podstawowej jedenastce. Wydawało się, że regularna gra pod wodzą dobrego kolegi ojca, trenera Vladimira Petrovicia, będzie czymś oczywistym. Sezon 2009/2010 nie był jednak dla Savicia do końca udany, bo po występach na początku rozgrywek wypadł z pierwszego składu i wylądował na stałe na ławce rezerwowych.











