Niemieckie warzenie: Bundesliga będzie ciekawsza


Podsumowanie rundy jesiennej w Bundeslidze

28 grudnia 2019 Niemieckie warzenie: Bundesliga będzie ciekawsza
Xinhua / PressFocus

Zakończyła się pierwsza część sezonu w niemieckiej lidze. Na szczycie tabeli utrzymał się RB Lipsk, który został mistrzem jesieni. Jeszcze dwa sezony temu narzekano na lekką nudę w postaci walki o mistrzostwo tylko dwóch drużyn. Sezon 2019/2020 wszystko zmienia, bo jesień nie daje zbyt wiele odpowiedzi. To na pewno sprawi, że do połowy stycznia zatęsknimy za meczami w Niemczech. Pora na podsumowanie każdej z ekip Bundesligi.


Udostępnij na Udostępnij na

W Niemczech wyraźnie znudzono się ciągłym wygrywaniem Bayernu Monachium. Już przed rokiem był cień nadziei na obalenie dotychczasowego mistrza, bo Borussia Dortmund miała świetną pierwszą rundę w Niemczech. Niestety dla niej, wszystko popsuło się na wiosnę, w której to „Bawarczycy” dojechali do niej i wyprzedzili w tabeli. Jednak monachijczycy musieli czuwać do ostatniej kolejki, bo BVB cały czas była blisko. W tym sezonie może być jeszcze inaczej. Przywykliśmy do tego, że Bundesliga to liga zagadka pod względem wytypowania miejsc. No, może poza pierwszymi dwoma, czasem trzema. Ale dalsza kolejność wcale nie jest taka łatwa do trafienia. A rozgrywki 2019/2020 całkiem wywracają wszelkie prognozy.

Nie trzeba kombinować z Bundesligą

Kiedy Bayern Monachium zdobywał kolejne mistrzostwo Niemiec, to pojawiły się głosy ekspertów na temat zmian w regulaminie rozgrywek. Najciekawszą propozycję wyciągnął Ronald Reng, który zaproponował,a po sezonie zasadniczym zagrać play-offy o zdobycie mistrzostwa Niemiec. Trzydzieści kolejek miałoby tylko zestawić nam czterech śmiałków, którzy w końcówce rozgrywek spróbują pozbawić tytułu „Bawarczyków”. To miało sprawić, że z Bundesligi zniknęłaby nuda, która towarzyszyła kibicom innych drużyn, bo z góry zakładano wygraną monachijczyków. Również miałoby to dodać emocji fanom obrońców tytułu, bo z czasem świętowanie zdobycia mistrzowskiej patery też ich zaczęło już nudzić.

Najlepsza jedenastka pierwszej części sezonu Bundesligi

Ale tak się składa, że w momencie, kiedy następują większe zmiany w Bayernie, to inne ekipy są wstanie spiąć się na tyle, aby mistrzom zaszkodzić. Już poprzednie rozgrywki kosztowały dużo sił „Bawarczyków”, a w obecnych będą musieli skupić się jeszcze bardziej. Ale w dzisiejszym „Niemieckim warzeniu” nie będziemy dyskutować nad reformą w Bundeslidze. Skupimy się na samym podsumowaniu rundy jesiennej w odniesieniu do każdego zespołu. Sezon 2019/2020 może być bardzo ciekawy w Niemczech.

RB Lipsk pierwszy klubem z byłego NRD z mistrzostwem jesieni

Zaczynamy od lidera, którym jest RB Lipsk. Podopieczni Juliana Nagelsmanna mieli nierówną rundę (ale kto takiej nie miał?), ale gdy doszło do porozumienia na linii trener-piłkarze, to „Byki” zaczęły się rozpędzać. Pierwszy raz w swojej karierze 32-letni szkoleniowiec był liderem w Bundeslidze, a nawet udało mu się utrzymać na szczycie do końca roku. Dodatkowym dowodem na to, że nie był to przypadek, były jeszcze wyniki uzyskane w fazie grupowej Ligi Mistrzów. RBL wygrał swoją grupę i dzięki temu był rozstawiony w losowaniu fazy pucharowej. Ale wracając do rundy jesiennej w Niemczech, to zasłużenie znalazł się na 1. miejscu.

Fenomenalną rundę ma Timo Werner, który potrafił stawić czoło Robertowi Lewandowskiego w klasyfikacji strzeleckiej. To właśnie Niemiec, w momencie lekkiej zadyszki całej drużyny, dał impuls do poprawy i powrotu na właściwe tory. Równie dobrą formę złapał Marcel Sabitzer czy Emil Forsberg, którzy są widoczni w atakach RBL. W Lipsku odbudował się także wielki czeski talent Patrik Schik. Aha, jeszcze jedno. Wydaje się, że również dla Nagelsmanna „Byki” są odpowiednim miejscem na ziemi. W końcu trener lubi pić energetyki.

Borussia Mönchengladbach – teraz albo nigdy

Przez kilka kolejek na pozycji lidera Bundesligi utrzymywała się Borussia Mönchengladbach. Niestety w końcówce rundy zaczęła się jej palić rezerwa. Jeszcze nie wszystko idzie po myśli Marco Rode, który potrafił z „Źrebaków” stworzyć groźny zespół. Przekonał się o tym choćby Bayern Monachium, który poniósł z nimi bolesną porażkę. Jednocześnie patrząc na porażkę i odpadnięcie z rozgrywek Ligi Europy, to jest na razie największy mankament BMG. Łapie za dużo okresów z słabszą grą. Śmiało mogliby utrzymać się na pozycji lidera, gdyby nie wpadki z Herthą, Wolfsburgiem czy Unionem. U siebie grają najlepiej ze wszystkich drużyn w lidze, ale na wyjazdach nie jest jeszcze wszystko perfekcyjnie. Ale te wpadki nie przekreślają szans na mistrzostwo. Swoją grą wzbudzili nadzieję wśród kibiców na powrót do lat 70. XX wieku, kiedy to właśnie ta Borussia biła się z Bayernem o mistrzostwo Niemiec.

Skoro na wiosnę zostają już tylko krajowe rozgrywki, to może będzie to odpowiedni moment na zaatakowanie fotelu lidera. Z resztą Marco Rode może nigdy nie wygrał niemieckiej Bundesligi, ale za to doskonale wie, jak wygląda batalia o mistrzostwo. W Austrii wygrywał już tytuł mistrza krajowego z RB Salzburgiem. To na pewno jest wielki atut w rękach BMG. Pozostałymi są zawodnicy, a najjaśniejszym punktem był Marcus Thuram. Francuz w pierwszym sezonie w Niemczech zdobył już sześć goli i dołożył do tego pięć asyst. Powoli zaczyna się odradzać Breel Embolo, którego skreślono już w Schalke. Swoje dalej wykonuje w ofensywie Alessane Plea, a w linii obrony drugą młodość odnalazł Matthias Ginter. Warto wspomnieć jeszcze o Yannie Sommerze, który cały czas utrzymuje wysoki poziom. Można dyskutować, czy to właśnie Szwajcar nie zasłużył na tytuł najlepszego bramkarza jesieni.

Bayern ma ludzką twarz

Jeszcze przed dwoma laty nietykalny, a teraz? Teraz nikt nie boi się Bayernu. Wieloletni mistrz Niemiec wymagał przebudowy, więc po ostatnim sezonie podziękowano kilku doświadczonym zawodnikom. Przyszli nowi młodzi, którzy… szybko połapali kontuzje. Najbardziej odczuła to linia defensywna. Pierwotnie miała być złożona z Davida Alaby, Lucasa Hernandeza, Niklasa Sülego i Benjamina Pavarda. Niestety z czasem ci najważniejsi środkowi połapali poważniejsze urazy, przez co trzeba było rotować innymi. W linii ofensywnej gole z nadwyżką zdobywał Lewandowski, ale w drugiej linii też mocno rotowano składem. „Bawarczycy” przez całą rundę mieli zbyt duże wahania formy. W przeszłości zdarzało się im czasem w trakcie jednej kolejki zagrać słabiej, ale nie było aż tak długiego okresu słabości jak obecnie. Jednego dnia potrafią rozbić Borussię Dortmund, a innego zostać zmiecionym przez Eintracht.

Z końcem rundy jesiennej największym sukcesem Bayernu jest przedłużenie współpracy z Hansim Flickiem, który w trakcie sezonu zastąpił Niko Kovacia. Pod wodzą nowego szkoleniowca, który miał być opcją tymczasową, „Bawarczycy” zaczęli grać lepiej. Jeszcze brakuje daleko do oczekiwań fanów, ale trzeba wziąć pod uwagę zmiany, jakie zachodzą w Bayernie. Wchodzi powoli nowa świeża krew, a prawdopodobnie nawet zimą może pojawić się ktoś nowy w składzie. Mistrzowie Niemiec na pewno nie złożą broni w walce o mistrzowską paterę. Kto wie, gdzie by byli dzisiaj, gdyby nie znakomita forma Lewandowskiego.

Borussia Dortmund o czymś zapomniała

Kiedy latem przeprowadzano ciekawe i szybkie transfery w Dortmundzie, to zaczęło się pojawiać coraz więcej głosów wskazujących Borussię na głównego faworyta do mistrzostwa Niemiec. Początek sezonu też był dość obiecujący, ale z czasem pojawił się kryzys. BVB nie miała też łatwej przeprawy w Lidze Mistrzów, stąd trzeba było mieć podzielną uwagę. Ale z tak szerokim składem powinno się wszystko dobrze układać. Niestety znowu w czarno-żółtej części Zagłębia Ruhry zapomniano o jednej ważnej rzeczy. O kupnie napastnika. Paco Alcacer to nie ten sam snajper, który na start przygody z nową ligą szybko zaczął strzelać. Kiedy Hiszpan ma kontuzję albo jest w słabszej formie, to pojawia się problem. Lucien Favre może jest mistrzem gry bez nominalnego atakującego, ale do końca nie wychodzi to z Borussią Dortmund.

Jak potrzebny jest skuteczny snajper, najlepiej pokazują Lewandowski i Werner. W BVB najskuteczniejszy jest Jadon Sancho, który chciałby wreszcie wygrać coś większego. Można powiedzieć, że jest młody i ma jeszcze czas. Ale Anglik przestaje być cierpliwy, zwłaszcza w obliczu dużego zainteresowania jego osobą. Niejeden klub z Wysp chętnie sprowadziłby do ojczyzny utalentowanego skrzydłowego. Z innych ważnych postaci to Marco Reus wciąż jest sobą, a szybko w Dortmundzie zaaklimatyzował się Thorgan Hazard. Jeżeli w styczniu udałoby się pozyskać porządnego napastnika, to dortmundczycy z miejsca włączą się na poważnie do walki o mistrzostwo.

Odrodzone Schalke

Jeszcze przed rokiem mocno się o nich martwiliśmy. Byli wicemistrzowie zawodzili kompletnie w lidze. Pojawił się wielki kryzys, który wymagał czystek w salonach szefostwa. Przyszedł nowy dyrektor i nowy trener, a Schalke z miejsca odżyło. Finanse w klubie nie były na tyle duże, żeby dokonać rewolucji kadrowej, ale powoli zaczęto pozbywać się wypalonych elementów. Na półmetku 5. miejsce w tabeli to świetna wiadomość dla kibiców, którzy jeszcze niedawno musieli przecierać oczami ze zdumienia, jak słabo grali ich ulubieńcy. Obecnie pozycja gwarantująca udział w następnej edycji Ligi Mistrzów jest jak najbardziej w zasięgu. Trzeba tylko dalej tak pracować.

Najważniejszym punktem jesieni dla Schalke było odrodzenie Amine’a Harita. Marokańczyk grał tak jak na początku swojej przygody z „Königsblauen”. Zwłaszcza na start rundy, kiedy potrafił robić różnicę. Po nim odblokowali się jeszcze Suat Serdar, który przypomniał sobie dobre czasy z gry z Mainz, oraz Omar Mascarell. Obecnie S04 brakuje tego samego, co sąsiadowi. Skutecznego napastnika, który mógłby zrobić różnicę. Guido Burgstaller jest waleczny, ale nieskuteczny. Mark Uth to nie był udany transfer, a Ahmed Kutucu jest jeszcze za młody. Fabian Reese to nie jest postrach bramkarzy, nawet w Regionallidze. David Wagner ma jeszcze nad czym się głowić, aby na wiosnę nie było rozczarowania po dobrym starcie.

Mogło być lepiej w Leverkusen

Wspominaliśmy o tym już przy RBL, że sporo klubów łapało wahania formy w rundzie jesiennej. Największym symbolem tego powinien być Bayer Leverkusen. Jednego dnia potrafił wygrać w Monachium z Bayernem i wskoczyć do góry w tabeli, a drugiego przegrać w niewyjaśnionych okolicznościach w meczu derbowym z Köln. Szóste miejsce w tabeli Bundesligi to oczywiście dobra pozycja, zważywszy na to, co się dzieje w obecnym sezonie. Ale patrząc na ostatnie dziesięć sezonów, to „Die Werkself” tylko raz skończyli rozgrywki poniżej miejsc gwarantujących udział w europejskich pucharach, a trzykrotnie stawali na podium. Skoro mistrza da się bić, a inni kandydaci mocno nie odskakują, to powinny być to świetne okoliczności do walki o paterę. Problem w tym, że cały czas są powielane pojedyncze błędy, które niweczą cały wysiłek.

Peter Bosz będzie miał co robić w przerwie między rundami. W zasadzie przez całą jesień tylko Kevin Volland trzymał mocną dyspozycję przez większość kolejek. Karim Bellarabi przeplatał dobre mecze słabymi. Leon Bailey zatrzymał się w piłkarskim rozwoju i nie może być zadowolony z siebie. Kai Havertz też już chyba doszedł do sufitu możliwości w Leverkusen i powoli sonduje inne możliwości dla swojej kariery. Z linii obrony najmniej można się przyczepić do Svena Bendera, a tak też jest jakiś przestój u innych. Holender musi wstrząsnąć drużyną, jeżeli chce wycisnąć coś więcej niż zwykle z Bayeru.

Istnieje życie po życiu w Hoffenheim

Latem wraz z odejściem Juliana Nagelsmanna i kilku kluczowych piłkarzy obawiano się, czy to nie będzie powolne schodzenie w dół Hoffenheim. Na szczęście Alfred Schreuder nie przestraszył się trudnej misji objęcia drużyny „Wieśniaków” po młodym trenerze. Zresztą on już tutaj pracował w roli asystenta, więc dobrze znał panujący klimat w Sinsheim. Początkowo może nie zapowiadało się na walkę z czołówką, ale im dłużej trwała runda, tym lepiej wyglądało TSG. Najlepszym tego dowodem jest pokonanie BVB w ostatniej jesiennej kolejce. Przez przerwę trzeba będzie koniecznie popracować nad defensywą, bo Hoffenheim jest jedyną ekipą z minusowym bilansem bramkowym w górnej części tabeli Bundesligi.

Wciąż wiele dla „Wieśniaków” znaczy Andrej Kramarić. Kiedy Chorwat leczył kontuzję kolana, to na udało się TSG wygrać tylko dwa mecze. Wraz z powrotem napastnika zaczęła się wspinaczka w górę tabeli, a sam 28-latek dołożył od siebie pięć bramek. Z nowych postaci dobrze prezentują się Robert Skov oraz Sargis Adamyan. Sebastian Rudy też odżył w koszulce Hoffenheim, a liderem defensywy stał się Benjamin Hübner. Nie wróżymy im miejsca w czołówce, ale przy odrobinie szczęścia mogą załapać się do europejskich pucharów.

Freiburg pozytywną niespodzianką

Na początku grudnia w „Niemieckim warzeniu” napisaliśmy więcej o postaci trenera Freiburga. Christian Streich na nowo cały czas składa drużynę, która co jakiś czas zaczyna pukać do czołówki. Tam może być w tym sezonie, gdzie przed dłuższy moment SCF utrzymywał się nawet w najlepszej ligowej piątce. Końcówka rundy jesiennej była już trochę słabsza i na ten moment zatrzymali się na 8. miejscu. Przed nimi jeszcze runda wiosenna, w której już nie będzie lekceważenie ekipy z Fryburga.

Freiburg jest w stanie wspiąć się w górę tabeli. Ale niezależnie od wyniku latem zapewne dojdzie do kolejnej rozbiórki drużyny. W obecnym sezonie kolejny raz wyróżniającą się postacią jest Nils Petersen. Niemiec ma na swoim koncie siedem bramek. Bardzo dobrze prezentuje się także Lukas Höler (cztery gole i cztery asysty) oraz Christian Günter (sześć asyst). W październiku debiut w reprezentacji Niemiec zaliczyć środkowy obrońca Robin Koch, którego dobra postawa w lidze nie umknęła selekcjonerowi.

Wolfsburg stać na więcej

Drugą drużyną, która miała lepszy początek rundy niż jej koniec jest VfL Wolfsburg. Do listopada ocierał się nawet o podium, a dodatkowo mógł się pochwalić najszczelniejszą defensywą w lidze. Dopiero od listopada wraz z pierwszą ligową porażką coś pękło wewnątrz drużyny. Być może „Wilki” pod wodzą nowego trenera podyktowały sobie za wysokie tempo? Trudno powiedzieć, bo ostatni mecz w rundzie z Bayernem pokazał, że są w stanie być problematycznym przeciwnikiem dla tych najlepszych ekip z Bundesligi. Kibice mogą czuć lekkie rozczarowanie z 9. miejsca przed przerwą. W styczniu będą liczyć na znaczną poprawę wyników i pójście w górę tabeli. Bruno Labbadia w ubiegłym sezonie narobił sporo nadziei. Teraz Oliver Glasner musi przywrócić skuteczność z początku sezonu.

Dobrze sezon zaczął Wout Weghorst, który do grudnia strzelał lub asystował przy bramkach kolegów (w sumie siedem goli i dwie asysty). Potem Holender lekko się zaciął. Strzałem w dziesiątkę było przesunięcie na prawe skrzydło Williama, który był jednym z lepiej ocenianych zawodników Wolfsburga. Solidny jest też środek obrony w postaci Johna Brooksa i Marcela Tisseranda. Dużo na boisku pracuje Maximilian Arnold, bez którego trudno sobie wyobrazić skład „Wilków”.

Późny zapłon Augsburga

FC Augsburg pierwszy raz przystąpił do dużej ofensywy transferowej. W klubie wylądowało 14 nowych piłkarzy, którzy mieli pomóc „Fugerstadter” w pewnym zapewnieniu sobie ligowego bytu. A nawet w postawieniu kolejnego kroku do przodu. FCA jest już dziewiąty sezon w Bundeslidze, ale tylko dwukrotnie udało się zająć miejsce w górnej części tabeli. Niestety początek obecnej kampanii nie był najlepszy. Nowi piłkarze nie mogli się zgrać ze starymi oraz zaaklimatyzować w nowym miejscu. W 9. kolejce Augsburg znalazł się nawet w strefie spadkowej. Ale właśnie od tego momentu rozpoczął się marsz w górę tabeli. Do przerwy udało się doczłapać do 10. miejsca. Czy wiosna będzie lepsza? Powinna, ale nie ma gwarancji na utrzymanie miejsca bliżej ligowego środka.

Z nowych nabytków najlepiej prezentuje się Florian Niederlechner, który ma już zdobytych osiem goli oraz zanotował osiem asyst. Obecnie bez niego trudno wyobrazić sobie szanse na naprawdę dobry wynik w lidze. Cały czas daje od siebie dużo Philipp Max, który na swoim koncie ma sześć goli i cztery asysty. Pochwalić jeszcze należy Daniela Baiera, który nawet mimo 35 lat na karku gra bardzo dobrze. Dobrze w Augsburgu odnalazł się wypożyczony z Leverkusen Tin Jedvaj. W Bayerze był rzucany po pozycjach w defensywie, a Martin Schmidt postarał się ustabilizować go jako środkowego obrońcę.

Najlepszy z beniaminków

Mało kto obstawiał, że najlepiej z beniaminków będzie sobie radzić Union. Berlińczycy bez pardonu weszli do Bundesligi i nie przestraszyli się nikogo. Nie widać po piłkarzach żadnej tremy, a im bardziej „zadomawiali się” z nowym miejscem do gry w piłkę, tym lepiej wyglądali. Potrafili sprawiać duże niespodzianki, jak pokonanie Borussii Dortmund 3:1 czy Borussii Mönchengladbach 2:0. Wygrali też pierwsze debry z Herthą stoczone na bundesligowych boiskach. Jak na beniaminka radzą sobie rewelacyjne, ale zawsze dla świeżaków znacznie trudniejsza jest runda wiosenna. W niej będą ważniejsze zwycięstwa z tymi znajdującymi się niżej w tabeli, a nie wyżej.

Z piłkarzy, jakich możemy wyróżnić, w pierwszej kolejności trzeba wymienić Rafała Gikiewicza. Polak miał sporo roboty w Bundeslidze i jest jednym z najczęściej interweniujących bramkarzy w lidze. Został doceniony przez DW Sport, który umieścił go w swojej jedenastce rundy jesiennej. Poza nim warto wyróżnić dwóch Skandynawów z ataku. Mowa o Sebastianie Anderssonie (osiem goli) oraz o Marcusie Ingvartsenie (trzy gole). Bardzo dobrą rundę zalicza także Christopher Trimmel. 32-letni prawy obrońca nie tylko skupia się na destrukcji, ale także pomaga dużo swojej drużynie w ataku. W rundzie jesiennej zaliczył pięć asyst.

To nie tak miało być

Latem Hertha BSC rozstała się z Palem Dardaiem, ponieważ nie dał rady pchnąć drużyny do przodu. Przynajmniej tak uważał zarząd „Starej Damy”, który podziękował Węgrowi za ustabilizowanie zespołu, ale ktoś inny miał wyciągnąć z niego więcej. To zadanie otrzymał Ante Cović, ale ostatecznie Chorwatowi nie udało się zrobić więcej. Na pierwsze zwycięstwo w lidze trzeba było czekać do końcówki września. Gdy się już wydawało, że HBSC wyszła z dołka, to wróciła seria meczów bez wygranych. Po pięciu przegranych z rzędu z końcem listopada podziękowano dotychczasowemu trenerowi. Jego posadę zajął Jürgen Klinsmann, który ma pomóc w budowie wielkiej Herthy. W klub ma więcej gotówki przelać nowy właściciel, a pierwszych nowych zawodników mamy zobaczyć zimą. Na ten moment trudno nam powiedzieć coś więcej o berlińczykach. Musimy poczekać na okienko transferowe.

Transfer Dodiego Lukebakio szybko zaczął się zwracać. Belg już ma na swoim koncie cztery bramki i cztery asysty. Dobrze w środku pola wyglądali Vladimir Darida oraz Marko Grujić. Jeszcze warto pochwalić Javairo Dilrosuna, który zdobył już trzy gole i zaliczył dwie asysty. Szybko zaaklimatyzował się w Berlinie Dedryck Boyata, który stał się najważniejszym punktem obrony Herthy.

Bolesne straty Eintrachtu

Odejście tria ofensywnego Eintrachtu zburzyło siłę „Orłów”. Już bez Ante Rebicia, Luki Jovicia oraz Sebastiena Hallera to nie jest tak mocny zespół jak przed sezonem. Można było spodziewać się tego. Dlatego nie mimo wszystko nie powinno dziwić 13. miejsce na półmetku rozgrywek. Choć gra SGE w Lidze Europy jest lepsza niż w lidze, choć nie jest to najlepszy znak. Kilka lat temu było podobnie, gdzie Eintracht doszedł nawet do 1/8 finału i stoczył bój jak równy z równym z FC Porto. Niestety w lidze frankfurtczycy byli własnymi cieniami i musieli drżeć o utrzymanie. W tym sezonie nie powinno tak być, ale raczej nie zanosi się na sprawienie niespodzianki w lidze.

Rolę lidera przejął Filip Kostić, który jest zdecydowanie najlepszym piłkarzem Eintrachtu. Serb bierze udział w każdej akcji ofensywnej „Orłów”. Może ma zdobytego zaledwie jednego gola, ale za to wypracował pięć asyst. Człowiek instytucja, który potrafi dostrzec lepiej ustawionych partnerów i posłać do nich otwierające podania. Sam też stara się dużo strzelać, choć nie przekłada się to jeszcze na sporą zdobycz bramkową. Z innych zawodników trzeba pochwalić jeszcze Goncalo Paciencię, który starał się wziąć na siebie ciężar zdobywania goli. Portugalczyk pokonywał bramkarzy rywali siedmiokrotnie. Za rundę jesienną warto jeszcze pochwalić Danny’ego da Costę, który jako prawy obrońca sporo daje w ofensywie. Szkoda, że wygląda to słabiej w obronie.

1.FSV Mainz – drużyna zagadka

Część ekspertów widziałoby ich w roli spadkowiczów, część w drużynę mogącą namieszać w lidze. W obecnych rozgrywkach na razie bardziej spełniają te pierwsze oczekiwania, choć zajmują 14. miejsce w Bundeslidze. Jak na to co mają na papierze to powinni spokojnie znaleźć się w środkowej części tabeli, a tak to muszą bardziej oglądać się za siebie. Ze strefy spadkowej udało się Mainz oderwać na dłużej dopiero po 11. kolejce po zwolnieniu Sandro Schwarza. Nowy szkoleniowiec jak na razie wyciągnął zespół z dołu tabeli, ale dopiero wiosna pokaże czy nie było to tylko chwilowe.

Robin Quaison przyzwyczaił do tego, że musi robić dużo dla dobrych wyników dla Mainz. Szwed w tym sezonie zdobył siedem bramek i zaliczył jedną asystę. Choć akurat trzy kolejki temu zaliczył hattricka, więc będzie od siebie więcej wymagać na wiosnę. Dobrze w rundzie jesiennej wyglądał także Jean-Paul Boetius, który strzelił trzy gole i wykonał pięciokrotnie ostatnie podanie. Z piłkarzy bardziej cofniętych można wyróżnić Pierre’a Kunde’a Malonga i Jeremiaha St. Juste’a. Ten drugi jeszcze parę lat temu zapowiadał się na świetnego zawodnika, że trudno uwierzyć w jego transfer do Mainz. Ale Holender dobrze odnalazł się w Niemczech.

Szukanie siebie

Wydawało się, że 1.FC Köln to będzie ten beniaminek grający najpewniej. Ale „Kozły” po awansie do Bundesligi zbyt długo szukały odpowiedniego składu. Achim Beierlorzer od początku sezonu starał się znaleźć odpowiednie zestawienie wyjściowej jedenastki. Czasem było trudno zrozumieć dlaczego dany zawodnika zaczyna na ławce, kiedy do tej pory był ważnym elementem zespołu. Tylko Timo Horn zagrał we wszystkich meczach pierwszej części sezonu. Przez te rotacje ekipa z Kolonii nie mogła wykaraskać się z dołu tabeli. Dopiero odejście obecnego trenera i zatrudnienie Markusa Gisdola ożywiło poczynania mistrza 2. Bundesligi. Köln zajmuje 15. miejsce w lidze, więc kluczowe będzie odpowiednie przepracowanie krótkiego okresu przygotowawczego w styczniu. Ostatnie trzy mecze rundy jesiennej pokazały, że beniaminek może zdziałać więcej w lidze. Tylko potrzebuje większej stabilizacji.

Przez te ciągłe rotowanie trudno jest wyróżnić kogoś z Köln. Wcześniej wspominany Timo Horn na pewno był warty uwagi, ale klasę i jakość tego bramkarza fani Bundesligi doskonale znają. Opłaciło się postawić na młodych, bo zarówno Noah Katterbach oraz Ismail Jakobs prezentowali się naprawdę przyzwoicie. A mają odpowiednio 18 i 20 lat. Ze starszych piłkarzy cały czas ma się dobrze Jonas Hector, który teraz częściej grywa w środku pomocy niż na boku obrony (choć i tam był początkowo ustawiany). O słabości ofensywy świadczy to, że z wyróżniających się zawodników wymieniliśmy w zasadzie tylko tych skupionych na bronieniu. A przypomnijmy, jest to 15. zespół rundy jesiennej w Bundeslidze.

Plany były inne dla Fortuny

Nie tak wyobrażano sobie rundę jesienną w Düsseldorfie. Fortuna w sezonie 2019/2020 miała być wyżej w tabeli i uniknąć strefy spadkowej. Częściowo się to udało, bo zajmują pozycję dającą baraże o utrzymanie. Trudno powiedzieć coś dobrego o tej ekipie, bo miała mało dobrych meczów. Nie możemy zarzucić pracy na boisku piłkarzom prowadzonym przez Friedhelma Funkela, ale w ofensywie jest za mało jakości. Dawid Kownacki przestawiony na skrzydło już czuje się lepiej w defensywie niż w ofensywie. Trener F96 szuka odpowiedniego zestawienia skrzydeł, bo na szpicy ma pewniaka. Ale ten jeden zawodnik nie jest w stanie na dłuższą metę w pojedynkę obdarować resztę partnerów ligowymi punktami. Zapewne będzie gorący styczeń dla Fortuny, bo potrzebne są wzmocnienia.

Święta jako jedyny mógł spokojnie spędzić Rouwen Hennings, który rozgrywa sezon życia. Napastnik F96 zdobył w rundzie jesiennej 11 goli, co daje mu pozycję trzeciego strzelca w Bundeslidze. Wyróżnić możemy jeszcze Erika Thommy’ego, który jako skrzydłowy zdobył dwa gole i zaliczył cztery asysty. Z defensorów można byłoby spojrzeć przychylnym okiem na Kasima Adamsa oraz Niko Giesselmanna.

Werder z olbrzymimi problemami

Na temat Werdera powstał pierwszy artykuł z cyklu „Niemieckie warzenie” w tym sezonie. Mimo, że miało to miejsce we wrześniu, to śmiało moglibyśmy powtórzyć ponownie większość tekstu. Dla Bremeńczyków miał być to ten sezon, w którym wreszcie uda się awansować do europejskich pucharów. Niestety rzeczywistość była brutalna. Lawina kontuzji szybko zweryfikowała te plany. Najpierw wypadły dwa żądła w postaci Niclasa Füllkruga, który zerwał więzadła w kolanie i raczej nie zobaczymy go już w tym sezonie, oraz Yuyi Osako. Na szczęście Japończyk nie był wyeliminowany na tak długo z gry i jeszcze w końcówce rundy jesiennej wrócił do zdrowia. Ale jakby było mało nieszczęść to rozsypała się niemal cała linia obrony, a Florian Kohfeldt musiał szukać pomocy w zawodnikach z rezerw. Wszyscy kibice SVW chcieliby, żeby ten sezon skończył się jak najprędzej.

Pod nieobecność kluczowych napastników dużo brał na siebie Milot Rashica. Albo w zasadzie powinniśmy napisać, że brał więcej niż zwykle. Przyzwyczailiśmy się do tego, że Kosowianin gra bardzo ofensywnie i większość piłek przechodzi przez niego. Ale w obecnym sezonie to on stał się czołowym strzelcem z siedmioma bramkami na koncie. Dołożył do tego jeszcze trzy asysty. Yuya Osako po powrocie z kontuzji pokazuje jak ważnym jest zawodnikiem w ofensywie, choć brakuje mu z przodu jeszcze Niclasa Füllkruga, który zbijał do niego piłki. Pochwalić jeszcze możemy Nuriego Sahina i Theodora Gebre Selassie, choć i oni miewali słabsze momenty.

Paderborn – jedyny pewniak

Przed sezonem na temat Paderborn mówiono dwie rzeczy. Pierwsza to, że udało się im awansować trochę przypadkowo. Druga to, że nie zamierzają zmieniać swojego ofensywnego stylu gry. W związku z tym wielu ekspertów wróżyło im spadek. Nikt nie wierzył w to, że w Bundeslidze pojawi się drugie Ingolstadt, które będzie wciąż dyktować warunki znacznie lepszym drużynom. Nie pomylono się, bo to właśnie SCP zamyka ligową tabelę. Jak w 5. kolejce osiadli na dnie, tak tylko na jeden moment się od niego oderwali. Fani mają świadomość tego, że ich przygoda w Bundeslidze nie potrwa zbyt długo. Ale mimo to cieszą się sezonem i kilkoma niespodziankami. Największą był remis 3:3 z Borussią Dortmund, gdzie nawet beniaminek prowadził 3:0. Sprawił też duże problemy Bayernowi, gdzie mistrzowie Niemiec wygra 3:2 czując cały czas oddech przeciwnika na karku. Na wstępie napisaliśmy o trudnym wytypowaniu miejsc w obecnym sezonie, ale właśnie Paderborn wydaje się być pewniakiem do zamknięcia tabeli. Choć niewykluczone są kolejne niespodzianki w ich wykonaniu.

Nawet jeśli klub spadnie do niższej ligi, to kilku zawodników może się utrzymać. Sebastian Schonlau może być w tym gronie, bo nawet mimo słabej postawy drużyny, to ten stoper gra dobrą rundę. Podobnie Streli Mamba (pięć goli i dwie asysty), choć na transfer do jakiejś bardziej znanej marki nie ma co liczyć. Wyróżnić można jeszcze Kaia Prögera, który jest jednym z głównych architektów ataków Paderbornu.

 

Pozostałe artykuły z cyklu „Niemieckie Warzenie” znajdziecie w poniższym linku. Zapraszamy do przeczytania innych tekstów związanych z niemiecką piłką!

Niemieckie Warzenie

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski