Po środowym meczu w Pucharze Polski Koronę czekało dziś kolejne starcie. Tym razem drużyna prowadzona przez Gino Lettieriego podejmowała na swoim stadionie Jagiellonię Białystok. Oba zespoły musiały wygrać ten mecz, jeśli chciały zrealizować swoje cele na koniec sezonu. Po zwycięstwie Wisły Płock w Zabrzu i porażce w półfinale PP z Arką wygrana w dzisiejszym spotkaniu była ostatnią szansą Korony, by wciąż realnie liczyć się w walce o europejskie puchary. Goście również liczyli na trzy punkty, bowiem swój mecz wygrał Lech, czyli bezpośredni rywal do tytułu mistrza kraju.
Pierwsze 45 minut rozczarowało
W pierwszej połowie nie doczekaliśmy się bramki. Obie drużyny zdawały sobie sprawę z wagi dzisiejszego spotkania i koncentrowały się na tym, by nie stracić gola. W efekcie pierwsze 45 minut nie obfitowało w sytuacje podbramkowe. Najbliżej zdobycia gola była Korona. Po strzale Jukicia bramkarz gości, Marian Kelemen, niefortunnie złapał piłkę, która wyślizgnęła mu się z rąk, lecąc w kierunku bramki. W ostatniej chwili zdołał on jednak wybić futbolówkę nogą z linii bramkowej.
https://twitter.com/HubertMichno/status/987766777965895682
Była to jedyna sytuacja, po której mógł paść gol. Pierwsza połowa nie była emocjonująca i mimo kilku składnych akcji obu ekip kibice mogli czuć rozczarowanie.
Tajna broń Mamrota
Na drugą połowę obie drużyny wyszły zmotywowane do zdobycia upragnionej bramki. Od początku przeważała Jagiellonia. Grę gości rozkręcił wprowadzony w 60. minucie Novikovas. Litwin zanotował prawdziwe wejście smoka. Najpierw asystował przy bramce Bezjaka, idealnie wykładając mu piłkę w polu karnym.
https://twitter.com/OwskiMateusz/status/987782392134938625
Gol ewidentnie zmotywował przyjezdnych, z kolei podciął skrzydła graczom Korony. Jagiellonia wciąż atakowała, stwarzając sobie kolejne sytuacje. Dwanaście minut po zdobyciu bramki Novikovas znów popędził prawą stroną boiska, kopiując akcję, po której padł pierwszy gol. Tym razem nie podawał, a sam zdecydował się na oddanie strzału, zdobywając drugą bramkę.
https://twitter.com/HubertMichno/status/987783413385039873
Po trafieniu na 2:0 mecz przygasł. Jagiellonia już tak nie napierała na bramkę rywali. Z kolei Korona nie istniała na boisku. Nie potrafiła skonstruować żadnej składnej akcji i nie była w stanie zagrozić bramce gości
Kiedy już się wydawało, że nic w tym meczu się nie wydarzy, po zamieszaniu w polu karnym sędzia podyktował rzut karny po tym, jak ciągnięty za koszulkę był Wlazło. Do piłki podszedł świetnie dziś dysponowany Novikovas, po czym fatalnie uderzył w kierunku bramki Hamrola, który pewnie złapał piłkę.











