Mądrzejsi o jeden, niemal skończony już sezon, wiemy, że szacując potencjał Leicester na starcie kampanii, poczyniono wiele błędów. Szczególnie niedoceniano osobę Claudio Ranieriego. A to właśnie Włoch przybyły do środkowej Anglii po klęsce w Grecji rozwinął „Lisy” pod kątem taktycznym i lepiej zorganizował grę od swojego poprzednika. Bez tego nie udałoby się skończyć sezonu na pierwszym miejscu, z niemal dwa razy większym dorobkiem punktowym w porównaniu z poprzednią kampanią.
Żeby była jasność – o wygranej zespołu, który jeszcze dwa sezony temu był w Championship, jak w przypadku każdego mistrza zdecydowało wiele aspektów, nie tylko ten taktyczny. Poza taktyką było to szczęście, tak wymagane, by sięgać po puchary. Do tego fakt, iż z formą (życiową?) w tym samym czasie trafiło tylu zawodników wcześniej uznawanych za słabych bądź średnich. I w końcu dziesiątki problemów, z jakimi zmagali się potentaci ligi, sprawiając, że o triumfie w lidze mogli zapomnieć.
Było też wiele mniej istotnych czynników, ale nie będziemy się tutaj nad nimi rozwodzić. Jednym słowem, powodów było wiele, ale strategia gry była jednym z tych kluczowych. Co w tym kontekście zmienił Ranieri? Jak atakuje, broni i przechodzi z jednego do drugiego nowy mistrz Anglii?
Ewolucja Tinkermana
Rzymianin od początku ustawiał nowo przejęty przez siebie zespół w systemie 1-4-4-2. Tylko raz (na domowy mecz z City) zmieniając je na 1-4-5-1. To już pewna zmiana w porównaniu z Pearsonem, który czasem grał np. trzema stoperami.
Bramki przez całą kampanię strzegł Schmeichel, a przed nim występowała para stoperów złożona z Niemca Roberta Hutha i Jamajczyka Wesa Morgana. Szczególnie przyjście Niemca zimą zeszłego roku poprawiło wyniki – przed tym, jak zawitał na King Power Stadium, ówczesny beniaminek tracił średnio 1,7 gola na mecz. Gdy zaś zaczął reprezentować Leicester, ta liczba spadła do 1,1 gola.
Nieco inaczej było z obsadą boków linii defensywnej. W inaugurującym sezon starciu z Sunderlandem hasali tam Ritchie De Leat (prawa strona) i Jeffrey Schlupp (lewa). Dopiero po wrześniowej domowej porażce z Arsenalem do składu wskoczyli późniejsi etatowcy – Fuchs i Simpson.
Podobnie było ze środkiem pomocy. N’Golo Kante nie grał przecież od pierwszego meczu, bo Danny’emu Drinkwaterowi partnerowali Gokhan Inler lub Andy King. Francuz późno przyszedł do klubu – na początku sierpnia, już po okresie przygotowawczym do sezonu. Potrzebował więc czasu z nowymi kolegami na treningu, aby wdrożyć się na tyle dobrze, by być częścią wyjściowego garnituru.
Bardziej ofensywne pozycje wyglądały w obsadzie tak samo jak na spektakularnym finiszu – prawonożny Marc Albrighton z lewej strony, a lewonożny Riyad Mahrez z prawej. Jamie Vardy i Shinji Okazaki partnerowali sobie w pierwszej linii.
https://twitter.com/OptaSuit/status/727442533811363840
Podstawowa jedenastka wykrystalizowała się po wspomnianej klęsce 2:5 u siebie z „Kanonierami”. Później rzadko dochodziło w niej do modyfikacji, co najlepiej oddają liczby. Jak wyliczyło Sky Sports, ich średnia na przekroju całego sezonu dla mistrzów Premier League to 95. Ranieri dokonał 27.


















