Najpierw sianko, później granko?


26 lutego 2012 Najpierw sianko, później granko?

Komercjalizacji futbolu doświadczamy już od wielu lat, jednak z roku na rok postępuje ona coraz bardziej. Wraz z rosnącymi przychodami klubów z reklam, sprzedaży praw telewizyjnych i innych spraw liczonych w grubych milionach rośnie także liczba zer na kontach piłkarzy. Czy ich pazerność naprawdę nie zna granic?


Udostępnij na Udostępnij na

Rok temu, 11 lutego 2011 roku, Roberto Carlos, który był szykanowany przez kibiców swojej ówczesnej drużyny, czyli Corinthians, zdecydował się na rozwiązanie kontraktu z brazylijskim klubem. Niedługo później ustanowił początek pewnej nowej ery, jeszcze nawet o tym nie wiedząc. Transfer jednego z najlepszych obrońców w historii piłki nożnej do klubu, którego nazwy wielu kibiców nie potrafiło nawet wymówić, był zaskakujący. Zdziwienie zmalało, gdy okazało się, ile Brazylijczyk będzie zarabiał. Jemu można było to wybaczyć, każdy wiedział, że Carlos długo już nie pogra, że emerytura, że trzeba odłożyć trochę grosza…

Balazs Dzsudzsak marnował się najpierw w Anży, a teraz w Dynamie
Balazs Dzsudzsak marnował się najpierw w Anży, a teraz w Dynamie (fot. Fc-anji.ru)

Miesiąc później. Do Machaczkały przyjeżdża trzech nowych, ciekawych zawodników. Najpierw Jucilei, bardzo obiecujący defensywny pomocnik, który poszedł śladami starszego kolegi i przeniósł się do Rosji z Corinthians. Marokańczyk Mbark Boussoufa, który w lidze belgijskiej co sezon notował kilkanaście asyst i tylko trochę mniej bramek, jest następny. Później do klubu dołącza Diego Tardelli, pamiętany przez kibiców z Europy z gry w Realu Betis oraz PSV Eindhoven, a także z epizodu w „kanarkowej” reprezentacji.

Pod koniec sezonu 2010/2011 głośno spekuluje się na temat przyszłości Węgra, Balazsa Dzsudzsaka. W gronie kandydatów do pozyskania skrzydłowego PSV są tylko najmocniejsze kluby Starego Kontynentu. Tymczasem 24-latek wybiera Anży Machaczkała. W sierpniu 2011 roku doszło jednak do jeszcze bardziej zaskakującego ruchu transferowego. Samuel Eto’o, który mógłby sobie wybrać chyba każdy klub na świecie, również decyduje się na przeprowadzkę właśnie do Dagestanu. W cieniu tego transferu działacze klubu sprowadzają jeszcze piłkarza Chelsea, Jurija Żyrkowa, oraz wielki marokański talent, Mehdiego Carcelę-Gonzaleza.

17 lutego 2012 roku szkoleniowcem zostaje Guus Hiddink. Tydzień później kolejny zaskakujący, wielki transfer. Christopher Samba, wielkolud z Blackburn Rovers, o którego biły się między innymi Chelsea i Arsenal, zasila rosyjski klub.

Zastanówmy się, co skłoniło tych wszystkich świetnych zawodników do przeprowadzki na wschód. Poziom ligi rosyjskiej? Nie, chyba nie. Machaczkała to piękna europejska stolica, w której będzie się żyło jak w raju? No nie, raczej nie. Chęć zdobywania trofeów, zawojowania Europy w Lidze Mistrzów? A czy nie łatwiej byłoby w takim wypadku przenieść się do silniejszej drużyny? Przecież oferty były… Czyli chyba też nie o to chodzi. A, no tak! Przecież wszyscy najzwyczajniej w świecie polecieli na kasę! Powinienem był od tego zacząć tę wyliczankę.

Być może jestem naiwny i zacofany, ale czy faktycznie jest tak wielka różnica pomiędzy zarabianiem pięciu i dziesięciu milionów euro rocznie? Tym bardziej jeśli naraża się przy tym swoją karierę sportową? W ostateczności jestem w stanie zrozumieć Eto’o, który i tak zdobył już z klubami wszystko, co mógł zdobyć, miał prawo czuć się spełniony. Ale zachowania piłkarzy, którzy mogli dopiero się stać gwiazdami naprawdę wielkiego formatu, jak chociażby Dzsudzsak, Carcela-Gonzalez czy Samba, po prostu nie pojmuję.

Roberto Carlos był prekursorem nowego trendu
Roberto Carlos był prekursorem nowego trendu (fot. Fc-anji.ru)

Do tytułu tego tekstu dobrze nawiązuje również komiczna, aczkolwiek jakże często spotykana sytuacja, kiedy piłkarz buntuje się z powodu zbyt niskich zarobków. Mam na myśli przykład, kiedy zawodnik dostaje wynagrodzenie w wysokości, bagatela, cztery miliony euro rocznie, a płacze, bo chce zarabiać sześć milionów. Ludzie mówią, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale nikt nie powiedział, że w miarę jedzenia maleje mózg.

Anży Machaczkała to oczywiście tylko jeden z przykładów, ostatnio najbardziej wyrazisty, stąd właśnie on został przeze mnie wzięty pod lupę. Być może ktoś powie, że bardziej dobitnie sytuację obrazuje przykład Manchesteru City, jednak zachowanie piłkarzy, którzy decydują się na transfer do tego klubu jest bardziej racjonalne, ponieważ przenoszą się oni do drużyny grającej w jednej z najlepszych lig świata. Ciekawi zawodnicy jeżdżą za chlebem także do Kataru, Turcji i innych krajów, w których pachnie pieniędzmi paliwowych potentatów.

Mówiąc o roli pieniędzy w futbolu, trudno nie wspomnieć o wypowiedziach Kazimierza Górskiego, który uważał, że gdyby pieniądze decydowały o wyniku sportowym, to mistrzem świata byłaby Arabia Saudyjska. Po części można się z tym zgodzić (patrz: pozycja Anży w tabeli ligowej poprzedniego sezonu), a po części nie (patrz: obecna sytuacja Manchesteru City w tabeli ligowej).

Jarosław Araszkiewicz, obecnie trener Warty Poznań, a kiedyś zawodnik m.in. Lecha Poznań, powiedział mi kiedyś w swoim stylu, z humorem, że wśród zawodników panuje obecnie trend „najpierw sianko, później granko”. Nie miał on na myśli obcokrajowców, ale piłkarzy z naszej ligi. Trudno się z nim nie zgodzić, bo takie właśnie zachowanie widać w postępowaniu chociażby Macieja Rybusa i Marcina Komorowskiego, którzy zasilili ostatnio Tereka Grozny. Czy nie byłoby lepszym posunięciem wyjechanie na Zachód, chociażby ten najbliższy, do Niemiec? Przykład Roberta Lewandowskiego pokazuje, że chyba jednak tak. No ale jestem przecież naiwny, cały czas myślę o aspekcie sportowym, zapominając o tym ważniejszym…

Szkoda, że niektórzy zawodnicy nie potrafią docenić szansy, którą otrzymali. My, fani futbolu, jesteśmy w większości niespełnionymi piłkarzami, którzy kiedyś marzyli o profesjonalnych karierach, grze w najlepszych ligach i klubach świata, odsłuchaniu hymnu Champions League z wysokości murawy. Dla niektórych zawodników tego typu wyższe wartości mają jednak mniejsze znaczenie niż coś tak mało istotnego, jak trochę większa ilość gotówki. Smutne to, ale prawdziwe.

Komentarze
soyloco (gość) - 14 lat temu

sianko to mają w głowie... jak dla mnie już sam
Małecki jest śmieszny, bo faktycznie za 30tyś zł
miesięcznie bardzo trudno w tym kraju przeżyć w
jako takich warunkach

~Rodzyn (gość) - 14 lat temu

Małecki nie narzekał na to ile zarabia, tylko na to
ile zarabia w porównaniu do innych zawodników ;)

Najnowsze