Fot. Franciszek Smuda podkreśla, że Polska ma czas, by osiągnąć najwyższy poziom
Wreszcie polski kibic może być chyba zadowolony. Ma tego kogo chciał, kogo od dawna wyczekiwał. Prezes PZPN Grzegorz Lato na selekcjonera reprezentacji Polski powołał Franciszka Smudę. Wszyscy pamiętamy mecze w europejskich pucharach Lecha Poznań pod wodzą „Franza” i teraz razem oczekujemy takich samych sukcesów z naszymi „Orłami”. To on ma być cudotwórcą, który przywróci dawny blask polskiej reprezentacji. O obecnej sytuacji i o przyszłości dla niej dyskutowali: Artur Kocurek, Łukasz Koszewski, Dawid Kowalski i Mateusz Stanaszek.
A.K.: Kadra Franciszka Smudy rozegrała jak na razie dwa mecze. Jego bilans to jedno zwycięstwo z Kanadą i porażka z Rumunią. Jak oceniacie występ Polaków w tych spotkaniach?
Ł.K.: Ci, którzy spodziewali się po tych dwóch starciach cudów i „Biało-czerwonych”, prezentujących styl brnącego przez puchary Lecha Poznań, musieli się rozczarować. Nasi reprezentanci ogólnie się nie popisali. Wciąż bardziej są Polską z meczów ze Słowenią, niż ze starć z Portugalią. Wciąż brakuje im zgrania. Jednak na budowę drużyny trzeba czasu, a ten Franciszek Smuda ma.
Franciszek Smuda ma dwa lata na zbudowanie solidnego zespołu (fot. Maciej Kanczak/iGol.pl)
M.S.: Ostatnie mecze reprezentacji Polski nie były szczególnie pasjonującymi widowiskami. Trzeba jednak pamiętać, że poprzedni selekcjonerzy „Biało-czerwonych”: Jerzy Engel, Paweł Janas i Leo Beenhakker, zaczynali w jeszcze gorszym stylu. W spotkaniu z Rumunią, głównym przeciwnikiem podopiecznych Franciszka Smudy była fatalna murawa stadionu warszawskiej Legii. Natomiast dzięki meczowi z Kanadą mogliśmy się przekonać, że kilku młodych zawodników wcale nie odstaje poziomem od starej gwardii.
D.K.: Zdecydowanie przychylę się tutaj do opinii Łukasza i Mateusza. Niczym specjalnym Polacy bowiem nie zabłysnęli, a w obu spotkaniach można było błogo zasnąć w fotelu przed telewizorem. Przyglądałem się Franciszkowi Smudzie na ławce i sprawiał dla mnie wrażenie pogubionego, jakby zastanawiał się, co tutaj robi. Nie można było liczyć, że w tych dwóch meczach będziemy mogli dostrzec ogromną różnicę, lecz ja nie zauważyłem kompletnie żadnej poprawy. Jedyną różnicą są chyba powołani zawodnicy, bo poziom prezentowany przez kadrowiczów dalej jest zatrważająco niski.
Ł.K.: Franciszek Smuda nie jest cudotwórcą i w jeden dzień nie zmieni oblicza polskiej piłki. Do zbudowania potęgi Lecha potrzebował dwóch lat. Kadrowicze zaprezentowali się kiepsko, ale efektownie i skutecznie nie mają grać teraz, ale na Euro 2012. A to jest w zasięgu Smudy.
D.K.: Tak zgadza się, jednak warto zauważyć inny fakt. Kiedy do klubu przychodzi nowy trener w następnym meczu może nie odmieni on oblicza drużyny, ale gra ona już nieco inaczej. Jak mówię, nawet i tego w meczach towarzyskich nie widziałem.
A.K.:Do mistrzostw Europy, rozgrywanych w Polsce i Ukrainie, pozostało około dwóch i pół roku, na kogo będzie stawiać popularny „Franz”? Czy skupi się na zawodnikach, grających w lidze czy też woli bardziej doświadczonych piłkarzy, występujących w zagranicznych klubach?
D.K.: Widać już po spotkaniach towarzyskich, że Smuda wybiera tylko tych, którzy w klubach grają. Szuka talentów w polskiej lidze, lecz gdy ci zawodnicy wyjdą na boisko, by mierzyć się z zawodnikami światowej klasy, to są po prostu bezradni. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Zawodnicy z Ekstraklasy nie mają kontaktu z Europą, bo próżno tam szukać polskich zespołów. Jeżeli zaś Smuda będzie sięgał po zawodników z lig zagranicznych, to muszą oni przede wszystkim zyskać miejsce na boisku w swoim klubie, potem zaś mogą myśleć o reprezentacji.
M.S.: Nasz nowy selekcjoner nie ma wyboru i będzie musiał stawiać zarówno na młodych i perspektywicznych z Ekstraklasy, jak i bardziej doświadczonych i ogranych w ligach zagranicznych. Nie da się z dnia na dzień przebudować całej reprezentacji i Smuda doskonale o tym wie. Niemniej jednak, znając jego metody doboru zawodników w drużynach klubowych, jestem pewny, że uda mu się stworzyć dobrą mieszankę.
Franciszek Smuda dobrze zna Roberta Lewandowskiego z czasów, gdy trenował Lecha. Czy w kadrze będzie tak samo wartościowy jak dla poznaniaków? (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Ł.K.: Nie można oprzeć zespołu na samej młodości, ani na samym doświadczeniu i Smuda o tym wie. Mnie się jednak wydaje, że ze skompletowaniem dobrego składu ma problem. Zawodnicy klubów zagranicznych nie grają, a ligowych mają utrudnione szanse na rozwój. Jedno nie ulega wątpliwości, w reprezentacji muszą grać najlepsi i prezentujący najwyższą formę. „Franz” zdaje sobie z tego sprawę i możemy mieć pewność, że zrobi wszystko, co potrafi, by nasza kadra porządnie zaprezentowała się na „naszych” mistrzostwach.
A.K.: Jerzy Engel miał swojego Olisadebe, Paweł Janas miał Tomasza Frankowskiego, Leo Beenhakker miał Smolarka i Rogera. Kogo może mieć Franciszek Smuda? Czy jest piłkarz, który w spotkaniach towarzyskich pokaże, że jest liderem i potrafi pociągnąć zespół do zwycięstwa?
M.S.: Smuda odważnie postawił na debiutantów – Macieja Rybusa i Macieja Sadloka – jednak oni będą jedynie uzupełnieniem składu. Liderem z prawdziwego zdarzenia powinien stać się Ludovic Obraniak. Piłkarz ten zdecydowanie wyróżnia się na tle swoich kolegów z kadry. Z pewnością sporo szans będzie również otrzymywał Sławomir Peszko, najlepszy obecnie skrzydłowy w polskiej lidze, który zabłysnął właśnie pod batutą „Franza”, w czasie jego pracy z Lechem Poznań.
D.K.: Opierając się na dwóch spotkaniach towarzyskich, a więc wtedy, od kiedy Franciszek Smuda objął posadę selekcjonera, żaden według mnie się nie wyłania. Chwalony był Michał Żewłakow, który faktycznie jest obecnie w formie. W defensywie może być naszym filarem, ale czy to będzie tym piłkarzem, który pociągnie zespół do zwycięstwa? Tego za bardzo bym nie powiedział. Tutaj potrzebny jest ofensywny gracz z charakterem. Obecnie żadnego takiego nie widzę. Brakuje nam właśnie najważniejszych postaci.
Ł.K.: Ja mam nadzieję, że głównym motorem akcji ofensywnych naszego zespołu będzie Robert Lewandowski. Ten piłkarz już nie raz udowodnił, reprezentując barwy Lecha Poznań, że bramki zdobywać potrafi, zwłaszcza w tych trudnych momentach. Przedwcześnie nie skreślałbym Rybusa, którego stać na wygryzienie ze składu Obraniaka.
Przed Franciszkiem Smudą trudne zadanie. Musi przywrócić wiarę w „Biało-czerwonych”, którą kibice stracili, gdy trenerem był Stefan Majewski. Do Euro 2012 pozostało dwa i pół roku, więc „Franz” ma mnóstwo czasu do solidnego przygotowania reprezentacji na ten turniej, który zostanie rozegrany na naszych i ukraińskich boiskach. Kibice wierzą w sukces, a umiejętności Franciszka Smuda i jego dokonania pokazują, że możemy się doczekać upragnionego cudu.
W dyskusji wzięli udział: Artur Kocurek (Premiership), Łukasz Koszewski, Mateusz Stanaszek (Premier Liga) i Dawid Kowalski (Bundesliga).
Wreszcie polski kibic może być chyba zadowolony. Ma tego kogo chciał, kogo od dawna wyczekiwał. Prezes PZPN Grzegorz Lato na selekcjonera reprezentacji Polski powołał Franciszka Smudę. Wszyscy pamiętamy mecze w europejskich pucharach Lecha Poznań pod wodzą „Franza” i teraz razem oczekujemy takich samych sukcesów z naszymi „Orłami”. To on ma być cudotwórcą, który przywróci dawny blask polskiej reprezentacji. O obecnej sytuacji i o przyszłości dla niej dyskutowali: Artur Kocurek, Łukasz Koszewski, Dawid Kowalski i Mateusz Stanaszek.
A.K.: Kadra Franciszka Smudy rozegrała jak na razie dwa mecze. Jego bilans to jedno zwycięstwo z Kanadą i porażka z Rumunią. Jak oceniacie występ Polaków w tych spotkaniach?
Ł.K.: Ci, którzy spodziewali się po tych dwóch starciach cudów i „Biało-czerwonych”, prezentujących styl brnącego przez puchary Lecha Poznań, musieli się rozczarować. Nasi reprezentanci ogólnie się nie popisali. Wciąż bardziej są Polską z meczów ze Słowenią, niż ze starć z Portugalią. Wciąż brakuje im zgrania. Jednak na budowę drużyny trzeba czasu, a ten Franciszek Smuda ma.
Franciszek Smuda ma dwa lata na zbudowanie solidnego zespołu (fot. Maciej Kanczak/iGol.pl)
M.S.: Ostatnie mecze reprezentacji Polski nie były szczególnie pasjonującymi widowiskami. Trzeba jednak pamiętać, że poprzedni selekcjonerzy „Biało-czerwonych”: Jerzy Engel, Paweł Janas i Leo Beenhakker, zaczynali w jeszcze gorszym stylu. W spotkaniu z Rumunią, głównym przeciwnikiem podopiecznych Franciszka Smudy była fatalna murawa stadionu warszawskiej Legii. Natomiast dzięki meczowi z Kanadą mogliśmy się przekonać, że kilku młodych zawodników wcale nie odstaje poziomem od starej gwardii.
D.K.: Zdecydowanie przychylę się tutaj do opinii Łukasza i Mateusza. Niczym specjalnym Polacy bowiem nie zabłysnęli, a w obu spotkaniach można było błogo zasnąć w fotelu przed telewizorem. Przyglądałem się Franciszkowi Smudzie na ławce i sprawiał dla mnie wrażenie pogubionego, jakby zastanawiał się, co tutaj robi. Nie można było liczyć, że w tych dwóch meczach będziemy mogli dostrzec ogromną różnicę, lecz ja nie zauważyłem kompletnie żadnej poprawy. Jedyną różnicą są chyba powołani zawodnicy, bo poziom prezentowany przez kadrowiczów dalej jest zatrważająco niski.
Ł.K.: Franciszek Smuda nie jest cudotwórcą i w jeden dzień nie zmieni oblicza polskiej piłki. Do zbudowania potęgi Lecha potrzebował dwóch lat. Kadrowicze zaprezentowali się kiepsko, ale efektownie i skutecznie nie mają grać teraz, ale na Euro 2012. A to jest w zasięgu Smudy.
D.K.: Tak zgadza się, jednak warto zauważyć inny fakt. Kiedy do klubu przychodzi nowy trener w następnym meczu może nie odmieni on oblicza drużyny, ale gra ona już nieco inaczej. Jak mówię, nawet i tego w meczach towarzyskich nie widziałem.
A.K.:Do mistrzostw Europy, rozgrywanych w Polsce i Ukrainie, pozostało około dwóch i pół roku, na kogo będzie stawiać popularny „Franz”? Czy skupi się na zawodnikach, grających w lidze czy też woli bardziej doświadczonych piłkarzy, występujących w zagranicznych klubach?
D.K.: Widać już po spotkaniach towarzyskich, że Smuda wybiera tylko tych, którzy w klubach grają. Szuka talentów w polskiej lidze, lecz gdy ci zawodnicy wyjdą na boisko, by mierzyć się z zawodnikami światowej klasy, to są po prostu bezradni. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Zawodnicy z Ekstraklasy nie mają kontaktu z Europą, bo próżno tam szukać polskich zespołów. Jeżeli zaś Smuda będzie sięgał po zawodników z lig zagranicznych, to muszą oni przede wszystkim zyskać miejsce na boisku w swoim klubie, potem zaś mogą myśleć o reprezentacji.
M.S.: Nasz nowy selekcjoner nie ma wyboru i będzie musiał stawiać zarówno na młodych i perspektywicznych z Ekstraklasy, jak i bardziej doświadczonych i ogranych w ligach zagranicznych. Nie da się z dnia na dzień przebudować całej reprezentacji i Smuda doskonale o tym wie. Niemniej jednak, znając jego metody doboru zawodników w drużynach klubowych, jestem pewny, że uda mu się stworzyć dobrą mieszankę.
Franciszek Smuda dobrze zna Roberta Lewandowskiego z czasów, gdy trenował Lecha. Czy w kadrze będzie tak samo wartościowy jak dla poznaniaków? (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Ł.K.: Nie można oprzeć zespołu na samej młodości, ani na samym doświadczeniu i Smuda o tym wie. Mnie się jednak wydaje, że ze skompletowaniem dobrego składu ma problem. Zawodnicy klubów zagranicznych nie grają, a ligowych mają utrudnione szanse na rozwój. Jedno nie ulega wątpliwości, w reprezentacji muszą grać najlepsi i prezentujący najwyższą formę. „Franz” zdaje sobie z tego sprawę i możemy mieć pewność, że zrobi wszystko, co potrafi, by nasza kadra porządnie zaprezentowała się na „naszych” mistrzostwach.
A.K.: Jerzy Engel miał swojego Olisadebe, Paweł Janas miał Tomasza Frankowskiego, Leo Beenhakker miał Smolarka i Rogera. Kogo może mieć Franciszek Smuda? Czy jest piłkarz, który w spotkaniach towarzyskich pokaże, że jest liderem i potrafi pociągnąć zespół do zwycięstwa?
M.S.: Smuda odważnie postawił na debiutantów – Macieja Rybusa i Macieja Sadloka – jednak oni będą jedynie uzupełnieniem składu. Liderem z prawdziwego zdarzenia powinien stać się Ludovic Obraniak. Piłkarz ten zdecydowanie wyróżnia się na tle swoich kolegów z kadry. Z pewnością sporo szans będzie również otrzymywał Sławomir Peszko, najlepszy obecnie skrzydłowy w polskiej lidze, który zabłysnął właśnie pod batutą „Franza”, w czasie jego pracy z Lechem Poznań.
D.K.: Opierając się na dwóch spotkaniach towarzyskich, a więc wtedy, od kiedy Franciszek Smuda objął posadę selekcjonera, żaden według mnie się nie wyłania. Chwalony był Michał Żewłakow, który faktycznie jest obecnie w formie. W defensywie może być naszym filarem, ale czy to będzie tym piłkarzem, który pociągnie zespół do zwycięstwa? Tego za bardzo bym nie powiedział. Tutaj potrzebny jest ofensywny gracz z charakterem. Obecnie żadnego takiego nie widzę. Brakuje nam właśnie najważniejszych postaci.
Ł.K.: Ja mam nadzieję, że głównym motorem akcji ofensywnych naszego zespołu będzie Robert Lewandowski. Ten piłkarz już nie raz udowodnił, reprezentując barwy Lecha Poznań, że bramki zdobywać potrafi, zwłaszcza w tych trudnych momentach. Przedwcześnie nie skreślałbym Rybusa, którego stać na wygryzienie ze składu Obraniaka.
Przed Franciszkiem Smudą trudne zadanie. Musi przywrócić wiarę w „Biało-czerwonych”, którą kibice stracili, gdy trenerem był Stefan Majewski. Do Euro 2012 pozostało dwa i pół roku, więc „Franz” ma mnóstwo czasu do solidnego przygotowania reprezentacji na ten turniej, który zostanie rozegrany na naszych i ukraińskich boiskach. Kibice wierzą w sukces, a umiejętności Franciszka Smuda i jego dokonania pokazują, że możemy się doczekać upragnionego cudu.
W dyskusji wzięli udział: Artur Kocurek (Premiership), Łukasz Koszewski, Mateusz Stanaszek (Premier Liga) i Dawid Kowalski (Bundesliga).