ŁKS długo męczył się ze Stalą Rzeszów, ale ostatecznie postawił na swoim. Łodzianie po przeciętnym meczu pokonali zespół z Podkarpacia 1:0. Zwycięskiego gola strzelił w 90. minucie Andreu Arasa.
To nie było widowisko, które latami będzie wspominane przez kibiców przy rozmowach przy piwie. Długo zapowiadało się na to, że jedyną rzecz godną zapamiętania będzie… przenikliwa cisza, która towarzyszyła piłkarzom obu drużyn przez całe spotkanie. Kibice ŁKS-u i Stali z szacunkiem podeszli do ogłoszonej żałoby narodowej i przez cały mecz nie prowadzili dopingu. Aż nadeszła ostatnia minuta spotkania. Andreu Arasa wykorzystał doskonałe podanie Michała Kaputa i z zimną krwią posłał piłkę obok Marka Kozioła. Była to kolejna bramka zdobyta przez Łodzian w końcówce meczu w tym sezonie.
Szoka Time. ŁKS gra do końca
W Łodzi śmieją się, że to tzw. Szoka Time. 13 z 25 punktów zdobytych przez ŁKS w tym sezonie zostało uzyskanych dzięki trafieniom w ostatnich 6 minutach lub już w doliczonym czasie gry. Craciun w Gdyni na 1:1 w 85. minucie. Karasiński w Niepołomicach na 2:1 w 86. Podliński z Podbeskidziem w 90. minucie. Sokół na 1:0 w 84. w Poznaniu. I w końcu dzisiejsze trafienie Arasy na sekundy przed upływem regulaminowego czasu gry. Grzegorz Szoka nauczył ełkaesiaków, by grać do samego końca.
Na kłopoty Piasecki
Łodzianie w meczu ze Stalą długo nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę gości. W pierwszej połowie obie drużyny nie kwapiły się, by mocniej zaatakować. W rezultacie przez pierwsze 45 minut zobaczyliśmy zaledwie kilka celnych strzałów. Obraz gry uległ jednak zmianie w drugiej części gry. ŁKS zaatakował w końcu z większym animuszem. Najbardziej aktywny w ofensywie był Fabian Piasecki. Napastnik „Rycerzy Wiosny” trzy kolejki temu został przywrócony do składu pierwszej drużyny (o konflikcie zawodnika z Grzegorzem Szoką pisaliśmy w sierpniu tutaj).
Od tego czasu szkoleniowiec ŁKS-u w każdym kolejnym meczu daje Piaseckiemu coraz więcej minut. W niedzielę „Piasek” zagrał ponad pół godziny i zaprezentował się z niezłej strony. Kto wie, czy po przerwie reprezentacyjnej nie doczekamy się powrotu napastnika do wyjściowej jedenastki.
Za nami rok pracy Szoki w ŁKS-ie
Niedzielne starcie było symboliczne jeszcze z jednego powodu. Za 3 dni minie rok odkąd Grzegorz Szoka został trenerem Łódzkiego Klubu Sportowego. I chociaż styl gry nie przekonuje łódzkich kibiców (wiele osób zwraca uwagę, że mało efektowna gra Łodzian wygoniła z trybun stadionu przy al. Unii 2 sporą grupę osób), to za szkoleniowcem stoją statystyki. W tabeli za ostatni rok ŁKS zajmuje pierwsze miejsce w gronie wszystkich pierwszoligowców.

Co więcej, Szoce udało się również uporządkować defensywę. To właśnie ŁKS na równi z Ruchem Chorzów ma najmniej straconych bramek w lidze. Damian Węglarz wyciągał piłkę z siatki 12 razy w tym sezonie. Rok temu o tej samej porze ŁKS statystyka ta wyglądała niemal 2 razy gorzej. Właśnie dlatego poprawa gry w obronie była głównym wymaganiem stawianym przed szkoleniowcem w momencie jego zatrudnienia.
>>> Więcej statystyk Grzegorza Szoki za okres pracy w ŁKS-ie znajdziesz na naszej stronie
Grzegorz Szoka jest trenerem, który bardzo dobrze rozumie, jak chcemy, żeby wyglądał ŁKS – intensywnie, odważnie, z naciskiem na rozwój zawodników i dobrą organizację w defensywie. Znam jego sposób pracy od lat, widziałem, jak rozwija się jako trener i jako człowiek. Zasługuje na szansę pracy w takim klubie jak ŁKS, bo ma kompetencje, pasję i konsekwencję, których oczekujemy. Radosław Mozyrko, dyrektor sportowy ŁKS-u w wypowiedzi na oficjalnej stronie internetowej ŁKS-u po zatrudnieniu Grzegorza Szoki 11 listopada 2025 r.
Co dalej?
Do końca rundy jesiennej pozostały cztery kolejki. ŁKS zmierzy się w nich z dwoma bezpośrednimi kandydatami do awansu: Miedzią Legnica i Lechią Gdańsk. Łodzianie zagrają też z teoretycznie słabszymi rywalami: Unią Skierniewice i Pogonią Siedlce. Tak naprawdę to dopiero wyniki uzyskane w tych meczach pozwolą na realną ocenę rundy jesiennej w wykonaniu ŁKS-u. Aktualne różnice punktowe w tabeli są tak niewielkie, że nawet drużyny z drugiej części tabeli mogą zakończyć jesień w strefie barażowej.











