Aż do 89. minuty musieli czekać sympatycy wicelidera Ligue 1, by ujrzeć pierwszą i jedyną bramkę w spotkaniu ich pupili z Saint-Etienne. „Zieloni” postawili Montpellier trudne warunki i o ostatecznym zwycięstwie zdecydował geniusz strzelca gola, Oliviera Giroud. Tym samym dał on swojej drużynie przynajmniej na 24 godziny fotel lidera.
Od samego początku meczu widać było, że ten wieczór może się okazać bardzo trudny dla podopiecznych Rene Girarda. Po dwóch porażkach z rzędu, jednej w lidze i jednej w pucharze „La Paillade” chciała się za wszelką cenę zrehabilitować przed własną publicznością. Ewentualne zwycięstwo nad przyjezdnymi było ważne również z psychologicznego punktu widzenia w rywalizacji z PSG, gdyż dałby zespołowi z Langwedocji jednopunktową przewagę nad paryżanami, którzy swój mecz rozegrają dopiero jutro wieczorem i to z bardzo wymagającym przeciwnikiem – Bordeaux.

Przewaga Montpellier w posiadaniu piłki, oddawanych strzałów i stwarzanych okazji nie podlegała dyskusji. Jednak solidna defensywa „Zielonych” w żadnym wypadku nie chciała ustąpić. Jak dwie skały ofensywnych piłkarzy gospodarzy powstrzymywali Jean-Pascal Mignot i Sylvain Marchal, a nawet jeśli oni zawiedli, co zdarzyło się w pierwszej połowie tylko raz, to na posterunku stał Stephane Ruffier. Ocierający się o narodową kadrę bramkarz nie miał problemów z wyłapaniem lekkiego strzału Oliviera Giroud.
Lider klasyfikacji strzelców robił w tym spotkaniu wszystko, co mógł, lecz nie dopisywało mu szczęście. Główkował, strzelał z dystansu, a tu piłka albo przelatywała obok słupka, albo sięgał jej niezawodny Ruffier. Defensorzy gości z każdą minutą coraz gorzej radzili sobie z atakami przeciwnika. Największe poruszenie na murawie dokonało się jednak po wejściu Remiego Cabelli. Wychowanek „La Paillade” zastąpił prezentującego się dość słabo w tym spotkaniu Younesa Belhandę i rozruszał własną ekipę. To po jego akcji czerwoną kartką na 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry ukarany został Jean-Pascal Mignot, choć sytuacja była dość kontrowersyjna. Niejasne było, czy rzeczywiście piłkarz Montpellier wyszedłby na czystą sytuację.
Nawet jednak i Cabella nie był w stanie pomóc w zdobyciu trzech punktów. Gdy kolejne szaleńcze ataki gospodarzy spełzały na niczym, nastał magiczny moment Oliviera Giroud. Snajper uderzył z woleja dość przypadkowo lecącą w jego kierunku piłkę i trafił tak precyzyjnie przy słupku, że golkiper rywali nie był w stanie jej sięgnąć. Cały stadion oszalał, bo to oznaczało prawdopodobnie, że ich piłkarze znajdą się jeszcze tego wieczoru ponownie na szczycie. Musieli oni jednak przeżyć jeszcze chwile grozy, gdyż w doliczonym czasie gry do dośrodkowania z wolnego doskoczył obrońca Saint-Etienne, Kurt Zouma i uprzedził zbyt późno wychodzącego z bramki Joudrena. Pomylił się dosłownie o włos.










